Indyjskie przepisy, część 1 / Indian recipes, part 1

Kuchnia indyjska jest zdecydowanie moją ulubioną. Pełna smaków, aromatów, przypraw. Nigdy się nie nudzi, a jej zaletą jest to, że proste danie można przygotować z czegokolwiek, chociażby łodyg kalafiora. I jest naprawdę pysznie! Dzisiaj postanowiłam zebrać dla Was w jedno miejsce wszystkie, opublikowane dotąd, przepisy. Smacznego!

***
Indian cuisine is definitely my favourite. Full of flavours, aromas, spices. It's never boring and the best part is that you can cook dishes with everything! Cauliflower for example. And it's really tasty! Today I decided to write, for you, all the recipes, we published up until now. Bon appetite!

***

***
Pora na coś nowego, prawda? / It's time for something new, right? :)

 pooha

Tatuaże z henny / Henna tattoos

Pamiętam pierwszy raz kiedy namalowano mi henną wzór na mojej dłoni. To był maj, Karol Bagh, i właśnie kończyłam swoją pierwszą w życiu podróż do Indii. Wtedy jednak nie wiedziałam jeszcze, że nie jest to tylko atrakcja dla turystów.

Mehndi najbardziej kojarzone jest z Indiami i Pakistanem, ale od jakiegoś czasu jest tak popularne, że kobiety z całego świata nanoszą sobie malunki z henny na ciało. W Indiach stosuje się je na co dzień dla ozdoby ale również przy świętach i większych okazjach. Najbardziej popularny jest ślub - chyba każda indyjska panna młoda ma naniesione tatuaże na dłoniach i stopach. Najczęściej stosowane są wzory kwiatowe ale co zdolniejsi artyści nanoszą na ciało chociażby wizerunki Bogów. Tak naprawdę każda okazja jest dobra, żeby ozdobić się mehndi - Diwali, Karva Chauth , Holi, celebrowanie ciąży czy imieniny cioci.

W Delhi (i zapewne całych Indiach) rożki z henną możecie kupić niemal na każdym rogu. Znajdziecie je w kolorze czerwonym (maroon), pomarańczowym, czarnym, złotym a nawet białym. W bardziej zatłoczonych miejscach na ulicach siedzą panowie, którzy chętnie wyciągną od was od kilkudziesięciu do kilkuset rupii za piękne wzory na dłoniach czy stopach. Chłopcy z Tilak Nagar robią to naprawdę dobrze! Panie nie robią tego na ulicy, a w salonach urody. Przynajmniej ja nigdy nie widziałam żadnej kobiety malującej tatuaże na ulicy.

Ja sama niestety nie mam talentu do malowania i muszę się z tym pogodzić ;) Jednak równocześnie lubię malować sobie po skórze i zawsze mam w lodówce kilka tubek z henną. Cały czas próbuję i sprawia mi to dużo frajdy nawet jeśli moje tatuaże bardzo odbiegają urodą od tych profesjonalnych. Czasami oczom nie wierzę jakie fantastyczne rzeczy ludzie tworzą na ludzkiej skórze!

Kilka wskazówek : hennę przechowujcie w lodówce dla lepszego, trwalszego efektu. Jeśli chcecie aby Wasz tatuaż utrzymał się dłużej na ciele, kiedy wzór zaschnie ale skorupka jeszcze nie odpadnie posmarujcie ją sokiem z cytryny wymieszanym z cukrem. Hennę najczęściej nanosi się na dłonie i stopy, ponieważ te części ciała są ciepłe, a ciepło sprawia, że tatuaż jest ciemniejszy (dlatego henna we wnętrzu dłoni zawsze jest ciemniejsza niż ta na grzbiecie). To nie znaczy jednak, że nie możecie pomalować henną innych części ciała! Tutaj chodzi o kreatywność. Otwórz umysł i maluj!

 Moja ślubna henna / my bridal mehendi




I remember first time when I had henna drawn on my hand. It was in May, Karol Bagh and it was the last day of first in my life trip to India. Then I didn't know that it isn't just a tourist attraction.

Mehendi is the most popular in India and Pakistan, but lately they have become extremely popular that women from all around the world are making henna arts on their bodies. In India people do that on a daily basis or on holidays and big occasions. The most popular - wedding. I guess every bride has mehendi on hands and feet. The most often ones that you can see are flower motives but more talented artist make also Gods idols on the skin. And to be honest every occasion is good to make mehendi - Diwali, Karva Chauth, Holi, pregnant celebrations or aunts birthday party.

In Delhi (and probably all over India) one can buy henna cones in almost every corner. You can find them in maroon colour, orange, black, gold and even white. In more crowded places you will find men who will take from you several dozen or several hundred rupees for henna tattoo on hands or feet. Boys from Tilak Nagar make it really well. Women didn't do it on the streets, but in beauty parlours. At least I never saw on the street a woman making mehendi.

I myself, unfortunately, don't have the talent to make tattoos and  must live with it ;) But at the same time I love drawing on the skin and always stock a couple of cones with henna in my refrigerator. I try it all the time and have a lot of fun with it even if my tattoos look totally different than professional ones. Sometimes I can't believe how amazing desings people can make!

About henna : Keep it in the fridge for better, longer effect. If you want your mehendi to last longer on your skin - when your tattoo will dry but shell will not feed up - put on it this mixture : lemon juice mixed with sugar. People apply henna on hands and feet most often because those parts of body are more warm, and the tattoo is darker here (that's why mehendi on the inside of the hand is darker than on the back). But it doesn't mean that you can't put henna on other parts of body. It's about your creativity. Open your mind and draw!

Prawdziwy celebryta / Real celebrity

Shah Rukh Khana nie muszę chyba za bardzo przedstawiać. Zna go pewnie wielu z Was, nawet ci, którzy nie interesują się kinem Bollywood. Wszystko za sprawą filmu "Czasem słońce, czasem deszcz", który swego czasu był w naszym kraju bardzo popularny. Sama widziałam go chyba z dziesięć razy, przyznam bez bicia, że obejrzałam niemal wszystkie filmy z SRK, a jakieś 10 lat temu nawet się trochę w nim podkochiwałam. Kilka miesięcy temu zrecenzowałam jego biografię, którą możecie przeczytać tutaj: Król Bollywoodu.

Po tym wszystkim czego nasłuchałam się o tym sławnym bollywoodzkim aktorze myślałam, że w Indiach będzie wyskakiwał z lodówki i zza każdego rogu, a ulice będą oblepione jego podobiznami. (Kto wie, może tak jest w Mombaju, centrum przemysłu filmowego, gdzie SRK mieszka, a ludzie koczują pod jego domem w nadziei, że go zobaczą. Aktor wychodzi na balkon każdego poranka, żeby do nich pomachać. Serio.)

Tymczasem nie widziałam Shah Rukh Khana chyba na  zadnym bilbordzie w Delhi, tylko w dwóch programach telewizyjnych i jednej reklamie. Mało jak na tak ogromną gwiazdę.

Musicie wiedzieć, że my w Delhi (nie wiem jak jest w innych miastach) mamy swojego celebrytę, który faktycznie wychodzi z lodówki i na którego natkniecie się niemal wszędzie, bo ściany pełne są plakatów z jego twarzą. Poznajcie Babę Ramdev - najsłynniejszego jogina Indii i założyciela firmy Patanjali. Jego brodata, uśmiechnięta twarz straszy w telewizji, na małych plakatach i dużych bilbordach. A produkty jego firmy (kosmetyki, żywność, naturalne ziołowe leki) kupicie nie tylko w sklepach firmowych ale także w hipermarketach i kioskach.

Mam mieszane uczucia odnośnie tego pana. Z jednej strony sama używam wiele kosmetyków Patanjali, bo nie zawierają chemii, ceny są przystępne i ogólnie jestem z nich zadowolona (np. aloe vera żel, szampony do włosów, a ostatnio krem do mycia twarzy). Podziwiam też ogromny talent Ramdeva do prowadzenia biznesu, bo wie jak się wypromować.

Z drugiej strony ten człowiek gra na ludzkich emocjach i naiwnych umysłach. W reklamach jego produktów usłyszycie, że tylko jego towar jest zdrowy i dobry i jeśli zależy Wam na dobrej jakości życia bez chorób to powinniście kupować tylko Patanjali. I wiele osób tak robi. Bo kto nie zaufa mężczyźnie ubranemu jak mnich z uśmiechem bez przerwy przyklejonym do twarzy, który w dodatku przyciąga tysiące ludzi na swoje sesje jogi!

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu po siedmiu miesiącach w Delhi zrozumiałam, że nie Shah Rukh Khan a Baba Ramdev pełni tutaj rolę prawdziwego celebryty, w iście indyjskim stylu, czyli z rozmachem i na bogato (grając biednego). Delhijskie ulice już zawsze będę mi się kojarzyły właśnie z jego twarzą.

A Waszym zdaniem kto jest w Indiach największym celebrytą?



I think I don't have to introduce Shah Rukh Khan. A lot of people know him even they are not interested in Bollywood . Especially because of the movie "Kabhi Khushi Kabhie Gham..." which was very popular not only in India. I have seen this movie around ten times, and I can admit that I have seen almost all the movies with SRK, and even love him a bit around ten years ago ;) Couple months back I wrote a review about his biography, you can read it here : King of Bollywood.

After everything I heard about this famous bollywood actor I thought that in India he will jump from the fridge and from every corner. (Who knows, maybe in Mumbai it is like that because it is a movie industry city and SRK's home. A lot of people gather near by SRK's house , and every morning the actor comes out to the balcony and waves to his "Subjects" ;) No, seriously.)

Therefore I think, I haven't seen Shah Rukh Khan on any billboard in Delhi and only in two tv shows and one advertisment. Very less like for that big a celebrity.

So, you have to know that we in Delhi (I don't know how it looks in different cities) have our own celebrity who really jumps from the fridge and which you will meet almost everywhere because walls are full of his posters with his face. Meet Baba Ramdev - the most famoust yoga instructor in India and the owner of Patanjali brand. He is bearded and his smiling face scares us in the television, on small posters and big billboards. Products of his brand (cosmetisc, food, herbal medicine) you can buy not only at Patanjali stores but also in markets and small kiosks.

I have fixed feelings about this man. From one side I am using some Patanjali products because they are without chemistry, they are cheap, and actually just good (ex. aloe vera gel, shampoos, face wash). I also admit the big marketing talent of this man. He knows very well how to promote himself.

But in second way Baba Ramdev plays with human emotions and naive minds. In ads of his products you can hear that only things from Patanjali are good and healthy and if you  care for your health then you should only buy Patanjali. Smart right? And a lot of people are doing that! Who will not trust a man who wears clothes like a monk, with a smile on his face all the time ? And thousands of people attend his yoga sessions!

So after seven months in Delhi I understood that not only Shah Rukh Khan but Baba Ramdev is a real celebrity here. In indian, big , fat and rich style (playing poor). Delhi streets will always be associated for me with his face.

And who do you think is India's biggest celebrity?

Związek na odległość: Natalia i Abhishek / LDR : Natalia & Abhishek

Niedawno pisaliśmy Wam o tym jak bardzo podziwiamy pary, które miesiącami czy nawet latami żyją w związkach na odległość. To bardzo trudne i wymaga wiele cierpliwości, zaufania i miłości. Jednak takie związki się udają, a często są o wiele silniejsze niż te "zwyczajne". Wyobraźcie sobie jak wspaniały jest moment pierwszego spotkania w cztery oczy, ile emocji, ile radości!

Dzisiaj przedstawiamy Wam Natalię, która opowie Wam o swoim związku na odległość z Abhim. Już niedługo, nareszcie, spotkają się na żywo! Czy miłość nie jest piękna i warta pracy i poświęceń?

Jeśli i Wy chcecie podzielić się na naszym blogu swoją miłością na odległość, wyślijcie nam maila : polindidiaries@gmail.com

*

Lately we wrote how much we admire couples who live in long distance relationships for months or even years! It's very hard and it requires a lot of patience, trust and love. But these relations work and very often are stronger than the "usual". Imagine how wonderful is the moment of your first meeting face to face. How many emotions, a lot of joy!

Today we introduce to you Natalia, who will tell you about her long distance relationship with Abhishek. Soon, finally, they will meet in real life! Is love not beautiful and worth the work and sacrifices?

If you also want to share your story on our blog about your LDR love, send us an e-mail at : polindidiaries@gmail.com


*

Cześć wszystkim! Jestem Natalia i jestem polską dziewczyną, która jest po uszy zakochana w chłopaku z Indii - Abhim. 

Jesteśmy razem od 7 miesięcy, ale tak na prawdę nigdy się nie spotkaliśmy... ale to ma się zmienić wkrótce (bo za 3 miesiące), gdyż mamy się spotkać po raz pierwszy w życiu. Lecę do Delhi. Będzie to dla mnie druga podróż do Indii. Abhi bardzo chciał przylecieć do Polski tego lata, ale w związku z pewnymi komplikacjami i faktem, jak trudne jest zdobycie wizy do Europy dla obywatela Indii, nie udało mu się. Ja już po prostu nie mogę się doczekać kiedy będę w końcu w jego ramionach i przylatuję pierwsza. 

Ale pozwolę sobie opowiedzieć wam jak to wszystko się zaczęło... W 2015 roku byłam w Indiach w ramach szkolnej wymiany. Już wtedy zostałam całkowicie oczarowana przez Indie i mieszkających tam ludzi, w szczególności przez ich gościnność. Wtedy poznałam kuzyna Abhiego. Pod koniec 2016 roku, właśnie ten kuzyn pokazał Abhiemu mój profil na Instagramie, dodając, że jestem jego koleżanką z Polski i fajna ze mnie dziewczyna. Abhi musiał się z nim zgodzić i mnie polubić, dlatego napisał do mnie. Byłam bardzo zaskoczona, bo już wcześniej udało mi się zauważyć tego chłopaka, ale wydawał się zbyt przystojny i niedostępny. Zaczęliśmy ze sobą pisać i poczułam, że między nami jest jakaś więź. Okazało się, że mamy podobny światopogląd. Bardzo lubiłam z nim rozmawiać, ale szczerze mówiąc, nigdy nie pomyślałabym, że pewnego dnia zostanie moim chłopakiem. To byłoby zbyt piękne. 

Kolejnym krokiem była rozmowa przez telefon. Za pierwszym razem rozmawialiśmy może aż przez 4 godziny. Był bardzo miły i uroczy. Później był FaceTime. Ciągle rozmawialiśmy przez kilka dni i nasza więź stawała się coraz silniejsza. Rozmawialiśmy na poważne tematy, ale też żartowaliśmy i śmialiśmy się. Raz, kiedy mówiłam mu o czymś, on powiedział " nie mów tak do mnie więcej, bo się w tobie zakocham" i właśnie od tego wszystko się zaczęło. 

Czuję, że odnalazłam pokrewną duszę, że na tym świecie jest tylko jeden Abhi taki jak on, bo on jest na prawdę wyjątkowy. Pomimo tego, że jeszcze nigdy się nie spotkaliśmy, znamy się nawzajem chyba najlepiej. Nie mogę doczekać się naszego pierwszego spotkania, kiedy się przytulimy po raz pierwszy, pocałujemy... kocham go najmocniej. 

To właśnie jest historia mojego, naszego związku na odległość, ale w przyszłości jeszcze dużo się wydarzy, na razie to jest tylko początek. Wiem, że dla niektórych ludzi to może być niewyobrażalne, jak można być w kimś zakochanym po uszy bez spotkania tej osoby. Ludzie mówią dużo różnych rzeczy, które czasami bywają przykre, ale kto by się przejmował. Może i bycie w związku na odległość jest dość trudne, ale na pewno nie jest niemożliwe. Wiem, jak silna jest nasza miłość i że razem pokonamy wszystkie przeciwności losu i dystans także!


Hi! I'm Natalia and I'm a polish girl who is madly in love with an Indian boy - Abhi. 

We are together for 7 months now but in fact we have never met... But this is going to change pretty soon (after 3 months) as we are going to meet each other for the very first time. I'm coming to Delhi, for me it would be the second trip to India. Abhi wanted to come to Poland this summer but due to some complications and the fact how difficult it can be for an Indian citizen to get a visa to Europe he couldn't. So I just can't wait to be in his arms and I'm the first to come. 

But let me tell you how it all started... I was in India in 2015, I went there as a part of a school exchange program. I got totally charmed by India and people there, especially by their hospitality. At that time I met a cousin of Abhi. In the end of 2016 that cousin showed him my instagram profile and said to him that I'm his friend from Poland and I'm a nice girl. He liked me and decided to text me. I was really surprised because previously I have seen that boy already and he seemed to be very handsome and inaccessible also. We started chatting and I felt that there is some kind of connection between us. We had the similar point of view. I enjoyed talking to him but honestly I have never thought that he could ever be my boyfriend. It would be too perfect. 

The next step was a phone call. For the first time we talked maybe for 4 hours... he was so sweet and nice. Then we had a FaceTime. We were talking for few days on call and our bond was getting stronger. We were talking about serious matters but also laughing and joking. Once I was telling him something he said "don't say like this more because I'm afraid I will fall in love with you"...and this is how our relationship started. 

I feel like I have found my soulmate. I feel like there is only one Abhi like him in the whole world, he is so special. Although we haven't met yet still we know each other best. I'm looking forward to our first meeting, first hug, kiss... I love him the most. 

This is my, our long distance relationship story but still much more is going to happen, it's just the beginning. For some people it might be unimaginable how can we be so much in love with each other without even meeting... People say many different things that hurt sometimes, but who cares. Maybe it is difficult to be in a long distance relationship but definitely it is not impossible. I know how strong our love is and that we can overcome every difficulty and the distance also!


Wieczory i poranki / Evenings and Mornings

Jeszcze kilka tygodni temu byłam przekonana, że już nigdy w życiu nie będziemy musieli żyć z Abhim na odległość, całe tysiące kilometrów od siebie. Budziłam się i zasypiałam w objęciach ukochanego mężczyzny i myślałam, że tak już będzie zawsze i czułam z tego powodu ogromną ulgę.

I wtedy nagle nasz świat wywrócił się do góry nogami. Właściwie to sami go sobie wywróciliśmy, bo nikt nas do tego nie zmuszał.

Kiedy odprowadziłam mojego męża na lotnisko, nie mogłam przestać płakać i płakałam całą drogę powrotną do mojego rodzinnego miasta. Nagle wszystko przestało mnie cieszyć, bo czułam jakby do Indii odleciała również część mojej duszy, spakowana w kieszeń Abhiego. 

Nie powinno tak być. Jesteśmy młodym małżeństwem i powinniśmy być razem. Z jednej strony jesteśmy silni, bo bardzo się kochamy i wiemy, że jest to tylko czasowa sytuacja. Ale z drugiej strony nie sądziliśmy, że tym razem będzie nam aż tak bardzo ciężko.

Randki na Skype nie cieszą jak kiedyś, za czasów kiedy byliśmy po prostu parą zakochanych w sobie ludzi. Nie cieszą, bo po ślubie i pół roku tak blisko siebie, tęsknota jakimś sposobem stała się tysiąc razy większa niż kiedyś. Ale najgorsze w tym wszystkim są wieczory i poranki.

Poduszka obok jest pusta i zimna. W nocy wyciągam rękę, żeby objąć męża i trafiam w próżnię. Śmiech przez telefon brzmi zupełnie inaczej, a serial "Dwóch i pół" oglądany samotnie w ogóle nie bawi. Nikt mi nie chucha o świcie na szyję, a kiedy otwieram rano oczy wita mnie cisza, smutek i poduszka w kształcie kupy (którą uwielbiam, bo to prezent od najlepszej kuzynki na świecie, ale jak wymownie opisuje naszą obecną sytuację!).

Wspaniale mi się mieszka w moim rodzinnym domu, ale przez cały dzień czuję, że czegoś mi brak. Jakbym była niekompletna. I wiem, że mój mąż czuje to samo. Życie na Skype jest do bani. Tyle Wam powiem.


Just a few weeks ago I was so sure that we will not live apart me and Abhi never again. All these thousand kilometers from each other. I woke up and fell asleep in my beloved man's arms and thought that it will be forever and always like that. And I felt huge relief because of that.

And then suddenly our world turned upside down. Actually, we turned it upside down by ourself because nobody pushed us to do that.

When I escorted my husband to the airport, I couldn't stop crying and was crying all way back to my hometown. Suddenly everything stopped making me happy because I felt like a huge part of my soul also left to India, packed into Abhi's pocket.

It shouldn't be like that. We just got married and we should be together. From one side we are very strong because we love each other so much and know that this is only a temporary situation. But from second part we didn't expected that it will be so hard.

Skype dates are not that fun like in the past when we were just a couple in love. They are not fun, because after wedding for half a year we were so close thats why longing somehow becomes a tousand time harder than earlier. But the worst are evenings and mornings.

Pillow next to me is empty and cold. In the middle of night I stretch my hand to embrace my husband and get into a vacuum. Laugh on the phone sounds different and series "Two and a half men" is not that funny like always. No one dawn breathes on my neck and when in the morning I am oppening my eyes only silence and emptiness welcome me. And pillow in poo shape (which I love because it's a present from favourite cousin sister but how eloquently describes our present situation!).

I love living in my family house, but for all day I feel like missing something. Like I am incomplete. And I know that my husband feels the same. Skype Life sucks. I'm telling you.

Dookoła Delhi : Co robić na Karol Bagh? / Around Delhi : What to do on Karol Bagh

Słowo "bagh" oznacza ogrody i wiele lat temu ta dzielnica była naprawdę zielona i można nią było z przyjemnością przemierzać rowerem (możecie o tym poczytać w książce "Delhi. Miasto ze złota i snu." Rany Dasgupty).

W Karol Bagh, które ja znam nie zostało już niemal nic z uroku sprzed lat. Ulice są brudne, głośne i tłoczne. Kosze na śmieci są przepełnione i cała okolica pachnie potem i jedzeniem.
A mimo to mam wiele dobrych wspomnień z tej dzielnicy, bo to właśnie tutaj spędziłam swoje pierwsze w życiu dziesięć dni w Delhi.

Wzdłuż głównej ulicy ciągnie się targ (w poniedziałki przepełniony straganami z jedzeniem, tanimi ubraniami - chociaż nie tak tanimi jak na Sarojini Nagar, butami, sprzętem elektronicznym, kosmetykami, plastykowym bezużytecznym badziewiem i całą masą najróżniejszych rzeczy.)W poniedziałek oficjalnie targ jest zamknięty. W praktyce zamknięte są sklepy w budynkach ale handel kwitnie na chodnikach.

To tutaj kupiłam swoją pierwszą w życiu kurti, jadłam pierwsze kulfi i po raz pierwszy dałam namalować sobie tatuaż z henny na dłoni. To tutaj zjecie najlepsze pucchka w Delhi ( o którym pisaliśmy wcześniej : Top 10 ulicznego jedzenia w New Delhi), a blisko stacji metra dostaniecie też pyszne chow mein i pav bhaji.

Pomimo, że ulicę tę zalewa gigantyczna fala ludzi, rowerowi rikszarze pędzą między zaułkami na złamanie karku (okazuje się, że siedzenie w fotelu takiego pojazdu to też sztuka, której trzeba się nauczyć!), a pomiędzy ludzką masą przeciskają się samochody.

Może na Karol Bagh nie ma zabytków i historycznych pomników ale to miejsce na pewno warto odwiedzić. Najlepiej w poniedziałek. Żeby wtopić się w tłum i poczuć klimat prawdziwego indyjskiego targu. Pilnujcie torebek i plecaków i przygotujcie się na zażarte targowanie. Karol Bagh wstyd opuścić z pustymi rękami!



 Kulfi walla / Stoisko z kulfi

August 2016 / Sierpień 2016

Word "bagh" means gardens and years ago this area was really green and people could ride around on bikes with pleasure (you can read about it in the book "Capital. A portrait of Delhi in the Twenty-First Century" Rana Dasgupta).

In Karol Bagh, which I know is almost nothing left from the charm from the past. Streets are dirty, loud and crowded. Trash cans are full and all area smells sweat and food.
And yet I have many a good memories of this district because here I spent my first ten days living in Delhi.

Along the main street stretches the market (on Mondays full of food stalls, cheap clothes - but not as cheap as in Sarojini Nagar, shoes, electronic stuff, cosmetics, plastic useless shit and a lot of different things). On Monday officialy market is closed but in reality closed are shops in the buildings and trade flourishes on sidewalks.

Here I bought my first kurti, I ate first kulfi and for the first time somebody drew mehendi on my hand. Here you will eat the best pucchka in Delhi ( we wrote about it here : Top 10 of street food in New Delhi), and near by Metro Station you will get good chow mein and pav bhaji.

Although this street is flooded by giant amount of people, bike rickshaws rush between the alleys to break the neck (It turns out that sitting in an armchair of this vehicle is also an art you have to learn!) And also cars are squeezed between the masses.

Maybe in Karol Bagh there are no historical monuments but this place is definitely worth a visit. Best on Monday. To blend into the crowd and feel the atmosphere of a true Indian market. Watch your purses and bagpacks! And be prepare for big bargaining! It's a shame to leave Karol Bagh empty-handed!