Skip to main content

Dookoła Delhi : PAHARGANJ / Around Delhi : PAHARGANJ

Nigdzie w Delhi nie widziałam tylu cudzoziemców co właśnie w tej okolicy. Nawet w Red Fort czy Lotus Temple! Pewnie dlatego czuję się tutaj bardziej swobodnie. W tej okolicy ludzie rzadziej odwracają się i patrzą na mnie zszokowani kolorem mojej skóry. Tutaj jestem jedną z wielu ;)

Paharganj to tania baza noclegowa i dobry punkt, z którego można się wybrać na zwiedzanie miasta. Tutaj, wzdłuż jednej ulicy znajdziecie niezliczoną ilość hoteli, hosteli, restauracji i barów. To właśnie na Paharganj znajduje się cudowna koreańska knajpka, o której pisaliśmy wcześniej ( Shim Tur ). A także restauracja z genialną pizzą w dobrej cenie (Sam's Cafe) ale z koszmarną obsługą. Chyba nigdzie nie widziałam kelnerów mniej zainteresowanych klientami.  Bar z tanim piwem, świetnym kurczakiem i karaluchami w toalecie (MyBar). Fakt, miejsce jest dosyć obskurne ale ci, którzy bywali ze mną w gdańskim Absyncie, uznają MyBar za niemal luksusowy ;)

Paharganj to również targ i raj hippisów. Możecie się tutaj poczuć jak na Woodstock '69. Spotkacie ogrom turystów z długimi, brudnymi włosami w szerokich ubraniach, relaksujących się skrętem marihuany.

Wzdłuż ulicy, po obu stronach, poza hotelami i restauracjami rozciągają się sklepy i sklepiki z biżuterią (tak ogromnego wyboru kolczyków, naszyjników, pierścionków i bransoletek nie widziałam nigdzie), ubraniami (zadziwiająco mały wybór strojów indyjskich za to ogrom t-shirtów, kolorowych spodni, lnianych koszul czy toreb ), wyrobów skórzanych (buty, torebki, kurtki), książek (w jednym sklepie mają nawet kilkanaście w języku polskim! Niezbyt dobrych, ale wciąż!), czy chociażby miejsc, w których kupicie milion różnych bibułek do skrętów/papierosów czy herbatę (wybór herbat jest spory ale targowanie się z właścicielem sklepu to droga przez mękę, nawet jeśli jest się w tej dziedzinie mistrzem!).

Trzeba się jednak oswoić z zapachem tego miejsca. Pierwsze co uderza w twarz po wyjściu ze stacji metra to silny zapach krowich odchodów. Bo krów jest tutaj niezliczona ilość. Do tego dodajcie wąską ulicę pełną spacerujących ludzi, riksze, samochody, stoiska z jedzeniem, żebraków...łatwo się zniechęcić.

Ostatnio potrzebowaliśmy na szybko skorzystać z kafejki internetowej. Znaleźliśmy jedną, do której wchodzi się przez hol hotelu i restaurację. Restauracja okazała się być również sklepem z europejskimi serami i ciastami. Abhi uwielbia apple strudel, więc postanowiliśmy zrobić sobie przerwę. Wtedy zauważyłam karalucha leniwie wylegującego się na kawałku ciasta. Kiedy zwróciliśmy uwagę sprzedawcy, w odpowiedzi otrzymaliśmy...uśmiech. Mężczyzna nawet nie zamierzał ruszyć robaka. Jak się domyślacie, Abhi musiał obejść się smakiem.

Takie jest właśnie Paharganj. Głośne, tłoczne, brudne, śmierdzące i pełne niespodzianek. Jeśli Wam to nie przeszkadza, spędzicie tutaj fajny czas!

Paharganj to stacja metra : Rama Krishna Ashram Marg.








Nowehere in Delhi have I seen so many foreigners that I came across at this area. Even at Red Fort or Lotus Temple! In this neigborhood people rarely turn around and look at me shocked at the colour of my skin. Here I am one of many ;)

Paharganj is a cheap sleeping base and point from where you can go visit other places in the city. Here, at only one street you will find a lot of hotels, hostels, restaurants and bars. It's here, in Paharganj, is a lovely korean restaurant we wrote about here some time ago (Shim Tur ). But you can also find here places with really awesome pizza at a very reasonable  price (Sam's Cafe) but with awful staff. Never seen waiters less interested with clients like here.  Bar with cheap beer, great chicken and cocroaches in the toilet (MyBar). Yes, this place is a little creepy but this people who in the past went with me to Absynth Cafe in Gdańsk, Poland they will say that MyBar is almost luxury ;)

Paharganj is also market and paradise for hippies. You can feel here like on Woodstock '69. You will meet a lot of tourists with long, dirty hair in loose clothes, relaxing with weed.

Walking through the street, both sides, besides hotels and restaurants you will also find small and big shops with : jewellery (I have never seen such a huge choice of earrings, necklaces, rings and bracelets), clothes (suprisingly small choice of indian clothes, but a lot of t-shirts, colorful big pants, hemp shirts or bags), leather products (like shoes, bags or jackets), books (in one bookstore they have even dozen of polish books! Not too good, but still!), or even places where you can buy a lot of cigarette papers or tea (choice of tea is ok but bargaining with shop owner is really painful even if you are a master at it).

You need to get used to the smell of this area. First what punches you in your face after leaving the metro station is the smell of cow excrements. Many of them you wll find here. Street is narrow here plus a swarm of people walking around , rickshaw, autorickshaws, cars, food stalls, beggars...it's easy to give up on this place.

One day, we needed a internet cafe very quickly for some important documents that we had to print. We found one, where you must enter walking through the hotel reception and restaurant. Restaurant was also a shop with european cheeses and cakes. Abhi loves apple strudel so we decided to stay there longer. Then I noticed cockroach laying on the piece of the pie. When we told about it to the seller, he only...smiled. He didn't even bothered to touch the bug. So as you can guess, Abhi didn't have the apple strudel that day...

This is Paharganj. Loud, crowded, dirty, stinky and full of surprises. If this does not bother you, you will spend a great time here!

Paharganj is a metro station : Rama Krishna Ashram Marg.

Comments

  1. Replies
    1. Szczerze powiedziawszy Paharganj to jedno z naszych ulubionych miejsc ;) :D

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Moja indyjska teściowa / My indian mother-in-law

Moja nowa rodzina składa się (poza Mężem) z Mamy, Taty, Brata i psa. Mieszkanie z nimi jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Codziennie uczymy się siebie nawzajem i póki co całkiem nieźle nam idzie. Oczywiście najwięcej czasu spędzam z Mamą Abhiego i porównuję wszystkie stereotypy na temat hinduskiej teściowej znalezione w Internecie do tego co mam w rzeczywistości. Stereotypy o hinduskiej teściowej nie różnią się właściwie niczym od tych o polskiej teściowej. Obie przedstawiane są jak co najmniej nieludzkie potwory. Obie to niemal najgorszy rodzaj człowieka. Wystarczy poczytać kawały. Albo inne blogi.

Moja Teściowa dużo się śmieje. Robi najlepszą masala chai na świecie (nasz codzienny rytuał to kubek herbaty o 19:00 i "niestety" jakieś ciastko też ;) ). Gotuje tak, że już nigdy nie będę szczupła (i w przeciwieństwie od tego co zdarzało mi się czytać, nie ukrywa skrzętnie swoich przepisów - od pierwszego dnia pokazuje jak przygotowywać potrawy i odpowiada na każde mo…

Polska vs. Indie / Poland vs. India

Tak, Indie to niesamowity kraj. Jest jak inna planeta, nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca. Czasami czuję się tutaj jak kosmita, tak bardzo wszystko w tym kraju jest inne od tego co znam, od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. A jednak czuję się w Indiach swobodnie, dobrze, jak w domu. Możliwe, że jednym z powodów jest fakt, że mieszkamy w stolicy państwa. Myślę, że każda stolica w każdym kraju jest trochę jak samotna wyspa, ludzie są tacy sami, mówią tym samym językiem, a jednak zasady panują tu trochę inne. Ludzie są jakby bardziej swobodni i nowocześni. Stolice krajów, które znam zawsze są trochę jak oddzielne państwa.

Podobnie jak ludzie z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy na studia czy do pracy tak samo mieszkańcy małych miast Indii wyruszają do Delhi po lepszą przyszłość (ale ponieważ kraj jest gigantyczny, ludzie południa wyruszają do Mumbaju). Podobnie jak w Warszawie, ludzie w Delhi czują się na początku zagubieni i przytłoczeni ogromem miasta, tłok…