Long distance relationship / Związek na odległość

Before we started with Abhi again live in the distance I had no idea that so many people live this way!

The people in long distance relationships is huge, and many of them live this way for years! I admire them very much! For me is very hard, and it's only a month now...

How do you manage to persevere in this difficult situation? How long have you been together in only virtual relation until you've met for the first time?

How strong must be the love between two people so the long distance relationship works. In addition, such relationships are often a thousand times stronger and more durable than those in which people are close from day one.

I'm huging all the couples who don't fall asleep together today and can only send a virtual kiss to their beloved. You are awesome!

If you would like to share your story on our blog, please send us an email at: polindidiaries@gmail.com

***

Zanim zaczęliśmy z Abhim ponownie żyć na odległość nie miałam pojęcia, że tak wiele osób żyje w ten sposób!

Społeczność ludzi w relacjach na odległość jest ogromna, a wiele z nich żyje tak latami. Bardzo ich podziwiam, bo sama ledwie wytrzymuję, a to dopiero miesiąc.

Jak udaje Wam się wytrwać w tej trudnej sytuacji? Jak długo byliście razem tylko online dopóki nie spotkaliście się po raz pierwszy?

Jak silna musi być miłość pomiędzy dwojgiem ludzi, żeby związek na odległość w ogóle się udał! W dodatku takie związki są często tysiąc razy silniejsze i trwalsze niż te, w których ludzie mają się na wyciągnięcie ręki od pierwszego dnia.

Ściskam wszystkie pary, które nie zasną dzisiaj w objęciach, a będą mogły jedynie przesłać wirtualnego całusa swoim ukochanym. Jesteście niesamowici!

Jeśli macie ochotę podzielić się swoją historią na naszym blogu, prześlijcie nam maila na : polindidiaries@gmail.com







Polska. Kazimierz Dolny - raj na ziemi. / Poland. Kazimierz Dolny - paradise on the Earth

Kazimierz Dolny to niewielkie miasteczko w województwie lubelskim, na wschodzie Polski. Jest położone nad prawym brzegiem Wisły w przepięknie malowniczej i zielonej okolicy. Jest to moje absolutnie ukochane miejsce na świecie dlatego marzyłam, żeby pokazać je Abhiemu najszybciej jak to tylko będzie możliwe.

Do mojego rodzinnego miasta dotarliśmy w poniedziałek późnym wieczorem, a już w środę rano wyruszyliśmy we trójkę (wraz z Mamą, naszym rajdowym kierowcą) na podbój Kazimierza.
Rzeka, Kazimierski Park Krajobrazowy (zapiera dech w piersiach!), wąskie uliczki, zakamarki, zabytki i piękne charakterystyczne budownictwo sprawiają, że tak łatwo jest zakochać się w tym miejscu. Warto zostać tutaj dłużej niż na jeden dzień.

Kazimierz Dolny od dziesiątek lat upodobali sobie artyści. Np. malarze i rzeźbiarze, o których możecie przeczytać w książce "Miasteczko w laserunkach. Kazimierz Dolny" Ryszarda Jana Czarnowskiego i Marty Wandy Terajewicz (szczerze polecam!). Ilość galerii artystycznych na tak małej przestrzeni jest wręcz zaskakująca. Na chodnikach, Rynkach (Małym i Dużym) zobaczyć możecie młodych artystów pochylonych nad płótnami malujących w skupieniu bardziej lub mniej popularne widoki (być może kreśląc swoje prace semestralne).

Jednak to nie wszystko! Pozostając w sferze sztuki odbywa się tutaj kilka festiwali. Dwa moje ulubione: filmowy i sztuk wszelakich Dwa Brzegi oraz muzyczno-kulturalny Kazimiernikejszyn. Nie ma nawet czasu na chwilę nudy podczas tych dużych i absolutnie fantastycznych wydarzeń, w których zakochana jestem bez pamięci.

Jeśli lubicie sztukę folklorystyczną to Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych jest tym czego szukacie. A jeśli interesujecie się kulturą Żydowską przyjedźcie na Festiwal Pardes. W końcu przed laty Kazimierz Dolny był w dużym stopniu zamieszkany przez społeczność Żydowską, a na samym początku ulicy Lubelskiej znajduje się dawna Synagoga (teraz pensjonat, kawiarnia, sklep z pamiątkami i sala, w której odbywają się m.in. wystawy).

Jest to tylko kilka większych pośród wielu innych fantastycznych wydarzeń w tym niesamowitym miasteczku. Kazimierz Dolny nie jest duży, ale czasem mam wrażenie, że tydzień to za mało, żeby zobaczyć wszystko, co jest tam do zobaczenia. Popularne : Góra Trzech Krzyży, ruiny Zamku, Baszta, Muzeum Nadwiślańskie i jego oddziały (również zamek w Janowcu, po drugiej stronie Wisły - dostaniecie się tam promem), Kościół Farny, Kamieniołom. Do tego wszystkiego dochodzą przepiękne wąwozy (Korzeniowy Dół, Plebanka, Małachowskiego), Dom Kuncewiczów, zabytkowy Wiatrak w Męćmierzu, Krowia Wyspa, Spichlerze, Zamek w Bochotnicy (no dobra...ruiny, właściwie tylko część jednej ściany się zachowała ale w jakiej okolicy!). I to nadal nie jest wszystko! Wierzcie mi, że jest tego o wiele więcej!

Zamek

Najbardziej lubię Kazimierz w środku tygodnia kiedy jest tam mniej tłoczno. Tym razem mogliśmy zostać tam tylko przez jeden dzień, więc chciałam wykorzystać ten czas do maximum. Na szczęście Abhiemu spodobało się tutaj na tyle, że chciał przyjechać do miasteczka ponownie. Niestety nie udało nam się tego dokonać podczas tego urlopu. Jednak chyba domyślacie się gdzie pojedziemy w pierwszej kolejności kiedy mój mąż wróci do Polski? ;)

Wiem, że się rozpisałam i szczerze powiedziawszy mogłabym zapełnić jeszcze z milion stron o miasteczku, które oszałamia swoim wdziękiem i usidla niewinne serca. Jednak o niektórych wydarzeniach i miejscach chciałabym napisać oddzielne posty. Tymczasem polecam gorąco abyście odwiedzili Kazimierz Dolny w wolnej chwili, bo naprawdę warto. Zanim Wam się to uda sięgnijcie po wspomnianą wcześniej książkę "Miasteczko w laserunkach..." oraz "Dwa Księżyce" Marii Kuncewiczowej (film na podstawie tej książki jest równie wspaniały).

Niedługo na blogu pojawi się również recenzja nowej książki, której akcja toczy się między innymi w Kazimierzu Dolnym. Pozostańcie czujni ;)

Byliście kiedyś w Kazimierzu? Jakie zrobił na Was wrażenie? Jakie jest Wasze ulubione miejsce na świecie, do którego wracacie w każdej wolnej chwili?


***

Kazimierz Dolny is a small town on the right bank of the Vistula river in the Lublin Voivodeship at Eastern Poland. It's my absolute favourite place on the planet that's why I dreamt to show it to Abhi as soon as possible.

We reached my home town on Monday late evening and on Wednesday morning we were on our trip to Kazimierz (with my Mom, who was our special driver). The river, Kazimierz Landscape Park (breathtaking!), small alleys, nooks and crannies, monuments and beautiful characteristic buildings make it so easy to fall in love with this town. And it's worth to stay here longer than only one day. 

Kazimierz Dolny since decades is loved by artists. About painters and sculptors you can read in book "Miasteczko w laserunkach. Kazimierz Dolny" Ryszard J. Czarnowski and Marta W. Terajewicz (unfortunately I don't know if it was translated to English language :( ). Number of art galleries on such a small space is surprising. On sidewalks or Markets (Small and Big) you can see young artist leaning over canvas painting in focus less or more popular views.

But that'snot all! If we are talking about art you can discover many festivals in this town. Two my favourite : moview and arts : Two Riersides and music and cultural Kazimiernikejszyn. At time when festivals are at Kazimierz Dolny you will not have even a split second to be bored! There are two absolutely amazing events worth to visit and have a lot of fun.

If you like folklore art then Festival of Folk Singers and Bands will be perfect for you. If you are interested about jewish culture you must come on Pardes Festival. You must know that years ago Kazimierz Dolny was largely occupied by the Jewish community, and on the beggining Lubelska street there is an former Synagogue (now guesthouse, cafe, gift shop and the hall with exhibitions).

These are just some of the many other fantastic events in this amazing little town. Kazimierz Dolny is not big but sometimes I feel that week is not enough to see everything there. Popular: Three Crosses Top, ruins of the castle, defensive tower, Nadwislanskie Museum and it's branches (also the castle in Janowiec, on the other side of the Vistula - you get there by ferry), very old churches, quarry. Plus beautiful gorges (Korzeniowy Dol, Plebanka, Malachowskiego), Kuncewiczes House, historic windmill in Męćmierz, Krowia Wyspa, Granaries, castle in Bochotnica (ok...only ruins...ok...one wall but in what area!). And it is still not everything! Believe me there is much more to see in Kazimierz Dolny!

Castle

The most I like Kazimierz in the middle of week when it is not that crowded. Unfortunately this time we had only one day here and I wanted to use it to its maximum. Happily Abhi loved the town enough to want to visit it again. You can guess where I will take my husband in the first place when he will be back to Poland ;)

I know this post is long but to be honest I can write much more but I want to save some things for next posts. Especially events or restaurants. Meanwhile, I highly recommend you to visit Kazimierz Dolny in a free moment, because it is really worth it. Before you will do this you can read books to feel the atmosphere. "Miasteczko w laserunkach..." I wrote earlier about it and "Two moons" by Maria Kuncewicz (movie based on this book is also amazing).

Soon on the blog I will publish review of new book which is taking place in Kazimierz Dolny. Stay tuned!

Have you ever been to Kazimierz? What impressed you? What is your favorite place in the world to which you return at any given moment?

***







Wegetariańskie dylematy / Vegetarian dilemmas

Indie często są postrzegane jako raj dla wegetarian. Czy to prawda? I tak i nie. Zależy od której strony na to spojrzeć. I żeby było jasne : jeśli raj, to dla wegetarian ale nie wiem czy dla wegan.

Na chyba każdym produkcie w sklepie możecie zauważyć zieloną lub czerwoną kropkę. Zielona oznacza, że produkt jest wegetariański, a czerwona, że produkt jest mięsny. Warto wiedzieć, że jajka w Indiach są zaliczane do produktów mięsnych. Jednak bawole mleko jest produktem wegetariańskim dlatego jeśli jesteście weganami i zobaczycie na produkcie zieloną kropkę (ciasta bez jajek są tutaj bardzo popularne ale często zamiast nich dodaje się do niego więcej mleka) uważnie przeczytajcie skład.

W restauracji każdy wegetarianin na pewno będzie czuł się jak w niebie. Menu jest zawsze veg i non-veg, a często opcji wegetariańskich jest więcej niż tych mięsnych. Poza tym, np. w Delhi znajdziecie niezliczoną ilość knajp czysto wegetariańskich (według statystyk północ Indii jest bardziej wegetariańska niż południe). W barach typu fastfood (np. Subway czy KFC) dania mięsne i bezmięsne przygotowywane są na osobnych stanowiskach.

Targi tutaj są obfite w owoce i warzywa. Jeżeli zostajecie w Indiach na dłużej i nie będziecie mieszkać w hotelu, codziennie możecie gotować nową, wymyślną potrawę. Ja sama wiele roślin próbowałam czy nawet widziałam w Delhi po raz pierwszy w życiu. Większość z nich jest absolutnie przepyszna.

Dlaczego zatem poddałam w wątpliwość fakt, że Indie są rajem dla wegetarian?

Z powodu pestycydów. Rolnicy pryskają rośliny na polach taką ilością chemii, że ciężko uwierzyć, że ludzie tutaj nie mają dwóch głów i siedmiu nóg! A to nie wszystko! Sprzedawcy na targu pryskają owoce i warzywa specjalną mieszanką (masalą), aby ładniej wyglądały i przetrwały długie godziny na słońcu. Obejrzyjcie filmik.


Właśnie dlatego ten raj jest według mnie taki wątpliwy. Pamiętajcie też, że rośliny najlepszej jakości w Indiach lądują w pięciogwiazdkowych hotelach i restauracjach. Druga kategoria to rośliny wysyłane na eksport, a my dostajemy na targach czy w sklepach owoce i warzywa dopiero trzeciej kategorii. Nie mamy też pewności jak dokładnie (i czy w ogóle) rośliny są myte w małych restauracjach (bo na ulicznych stanowiskach chyba nie bardzo...) dlatego jeśli gotujecie w domu poświęćcie więcej uwagi niż zwykle na mycie owoców i warzyw.
W końcu rośliny to moc zdrowia, prawda?





Very often people see India as a paradise for vegetarians. It is true? Yes and no. It's depends on how you are look at it. And to be clear : in my pinion if paradise then for vegetarian but not for vegan.

I think that in almost every product from the shop you can see green or red dot. Green means that product is vegetarian and red - non-vegetarian. It's good to know that eggs in India are non-vegetarian but buffalo milk is vegetarian so if you are a vegan and you will see green dot on the product read ingredients very carefully (cakes without eggs are very popular in India but then often cooked with more milk).

In restaurants for sure every vegetarian will feel like in heaven. Menu is always veg and non-veg, and vegetarian option are often more than meat. Besides, ex. in Delhi you will find a lot of restaurants pure vegetarian (according to statistics North India is more vegetarian than South). In fastfood restaurants (like Subway or KFC) veg and non-veg dishes are very often prepared in different stalls.

Markets here are full of fruits and vegetables. If you planning to stay in India for longer and you will not lie in the hotel, you can cook everyday something new and will never be bored. I have seen here a lot of plants for the first time in my life! Most of them are absolutely delish!

So, why I said that I doubt that India is a paradise for vegetarians?

Because of pesticides. Here farmers are spraying plants in the fields with a lot of insecticides and pesticides that it is hard to believe that people don't have two heads and seven legs yet! And thats not all! Sellers on the markets spray fruits and vegetables with a special mixture (masala) to make it look better and survive many hours under the sun. Watch this short video :


That's why this paradise is doubtful for me. Remember also that the best quality plants in India are exported abroad. Second quality is for the hotels and we on the markets get the third quality vegetables and fruits. We also don't know how carefully (even if) plants are washed at small restaurants and street stalls...That's why if you are cooking at home put a little more affort to wash the vegetables and fruits. 
Finally they are power for health, aren't they?


LATO / SUMMER

zgubiłam wspomnienie
to w którym siadywałyśmy nad rzeką
trzymając w dłoniach zimne butelki z piwem
nie było w tych dniach żadnych uniesień
romantycznych wschodów słońca ani wyznań
chyba byłyśmy jeszcze dziećmi
pamiętam trawę jak bardzo była zielona
sok z mleczy brudził nasze spodnie
lato było ciepłe a rzeka szumiała
tęsknotą i trochę frustracją
jak pękająca taśma kasety magnetofonu
w trakcie ulubionej piosenki
megnetofon - to takie śmieszne słowo
pamiętasz je jeszcze? wtedy wszystko było śmieszne
i dużo łatwiej oddychało się powietrzem
i liczyło chmury, te podobne do królików
albo do rycerzy
do dziś mam w książce zasuszone kwiaty z tamtej łąki
i do dziś czuję
zapach tamtych jabłek

tamto wspomnienie
złożyłam na cztery jak kartkę z pamiętnika
którego wtedy nie pisałam
otwieram czasem oczy i widzę tamto lato
ostatnie, słodkie lato kiedy wciąż
byłyśmy dziećmi.


I lost my memory
this, when we were sitting at the river
holding hands with cold bottles of beer
nothing special in these days
no romantic sunrises or confessions
I think we still were kids
I remember how green the grass was
dandelions juice stained our pants
summer was warm and the river hummed
longing and frustration a bit
like a cracking cassette tape on the tape recorder
in the midle of the favourite song
tape recorder - it's a funny word
do you even still remember it? everything was funny at that time
and much easier it was to breath that air
and to count clouds, with shape of rabbits and unicorns
or knights
to this day I have dried flowers from that meadow in the book
and to this day I can feel
smell of those apples

that memory
I made as a diary card
which I did not write then
sometimes I open my eyes and see that Summer
last, sweet Summer
when we still were kids. 

Dookoła Delhi : PAHARGANJ / Around Delhi : PAHARGANJ

Nigdzie w Delhi nie widziałam tylu cudzoziemców co właśnie w tej okolicy. Nawet w Red Fort czy Lotus Temple! Pewnie dlatego czuję się tutaj bardziej swobodnie. W tej okolicy ludzie rzadziej odwracają się i patrzą na mnie zszokowani kolorem mojej skóry. Tutaj jestem jedną z wielu ;)

Paharganj to tania baza noclegowa i dobry punkt, z którego można się wybrać na zwiedzanie miasta. Tutaj, wzdłuż jednej ulicy znajdziecie niezliczoną ilość hoteli, hosteli, restauracji i barów. To właśnie na Paharganj znajduje się cudowna koreańska knajpka, o której pisaliśmy wcześniej ( Shim Tur ). A także restauracja z genialną pizzą w dobrej cenie (Sam's Cafe) ale z koszmarną obsługą. Chyba nigdzie nie widziałam kelnerów mniej zainteresowanych klientami.  Bar z tanim piwem, świetnym kurczakiem i karaluchami w toalecie (MyBar). Fakt, miejsce jest dosyć obskurne ale ci, którzy bywali ze mną w gdańskim Absyncie, uznają MyBar za niemal luksusowy ;)

Paharganj to również targ i raj hippisów. Możecie się tutaj poczuć jak na Woodstock '69. Spotkacie ogrom turystów z długimi, brudnymi włosami w szerokich ubraniach, relaksujących się skrętem marihuany.

Wzdłuż ulicy, po obu stronach, poza hotelami i restauracjami rozciągają się sklepy i sklepiki z biżuterią (tak ogromnego wyboru kolczyków, naszyjników, pierścionków i bransoletek nie widziałam nigdzie), ubraniami (zadziwiająco mały wybór strojów indyjskich za to ogrom t-shirtów, kolorowych spodni, lnianych koszul czy toreb ), wyrobów skórzanych (buty, torebki, kurtki), książek (w jednym sklepie mają nawet kilkanaście w języku polskim! Niezbyt dobrych, ale wciąż!), czy chociażby miejsc, w których kupicie milion różnych bibułek do skrętów/papierosów czy herbatę (wybór herbat jest spory ale targowanie się z właścicielem sklepu to droga przez mękę, nawet jeśli jest się w tej dziedzinie mistrzem!).

Trzeba się jednak oswoić z zapachem tego miejsca. Pierwsze co uderza w twarz po wyjściu ze stacji metra to silny zapach krowich odchodów. Bo krów jest tutaj niezliczona ilość. Do tego dodajcie wąską ulicę pełną spacerujących ludzi, riksze, samochody, stoiska z jedzeniem, żebraków...łatwo się zniechęcić.

Ostatnio potrzebowaliśmy na szybko skorzystać z kafejki internetowej. Znaleźliśmy jedną, do której wchodzi się przez hol hotelu i restaurację. Restauracja okazała się być również sklepem z europejskimi serami i ciastami. Abhi uwielbia apple strudel, więc postanowiliśmy zrobić sobie przerwę. Wtedy zauważyłam karalucha leniwie wylegującego się na kawałku ciasta. Kiedy zwróciliśmy uwagę sprzedawcy, w odpowiedzi otrzymaliśmy...uśmiech. Mężczyzna nawet nie zamierzał ruszyć robaka. Jak się domyślacie, Abhi musiał obejść się smakiem.

Takie jest właśnie Paharganj. Głośne, tłoczne, brudne, śmierdzące i pełne niespodzianek. Jeśli Wam to nie przeszkadza, spędzicie tutaj fajny czas!

Paharganj to stacja metra : Rama Krishna Ashram Marg.








Nowehere in Delhi have I seen so many foreigners that I came across at this area. Even at Red Fort or Lotus Temple! In this neigborhood people rarely turn around and look at me shocked at the colour of my skin. Here I am one of many ;)

Paharganj is a cheap sleeping base and point from where you can go visit other places in the city. Here, at only one street you will find a lot of hotels, hostels, restaurants and bars. It's here, in Paharganj, is a lovely korean restaurant we wrote about here some time ago (Shim Tur ). But you can also find here places with really awesome pizza at a very reasonable  price (Sam's Cafe) but with awful staff. Never seen waiters less interested with clients like here.  Bar with cheap beer, great chicken and cocroaches in the toilet (MyBar). Yes, this place is a little creepy but this people who in the past went with me to Absynth Cafe in Gdańsk, Poland they will say that MyBar is almost luxury ;)

Paharganj is also market and paradise for hippies. You can feel here like on Woodstock '69. You will meet a lot of tourists with long, dirty hair in loose clothes, relaxing with weed.

Walking through the street, both sides, besides hotels and restaurants you will also find small and big shops with : jewellery (I have never seen such a huge choice of earrings, necklaces, rings and bracelets), clothes (suprisingly small choice of indian clothes, but a lot of t-shirts, colorful big pants, hemp shirts or bags), leather products (like shoes, bags or jackets), books (in one bookstore they have even dozen of polish books! Not too good, but still!), or even places where you can buy a lot of cigarette papers or tea (choice of tea is ok but bargaining with shop owner is really painful even if you are a master at it).

You need to get used to the smell of this area. First what punches you in your face after leaving the metro station is the smell of cow excrements. Many of them you wll find here. Street is narrow here plus a swarm of people walking around , rickshaw, autorickshaws, cars, food stalls, beggars...it's easy to give up on this place.

One day, we needed a internet cafe very quickly for some important documents that we had to print. We found one, where you must enter walking through the hotel reception and restaurant. Restaurant was also a shop with european cheeses and cakes. Abhi loves apple strudel so we decided to stay there longer. Then I noticed cockroach laying on the piece of the pie. When we told about it to the seller, he only...smiled. He didn't even bothered to touch the bug. So as you can guess, Abhi didn't have the apple strudel that day...

This is Paharganj. Loud, crowded, dirty, stinky and full of surprises. If this does not bother you, you will spend a great time here!

Paharganj is a metro station : Rama Krishna Ashram Marg.

Sto lat dla nas! / All the best for us!

Celebrujemy dzisiaj nasz mały sukces ponieważ Polindi Diaries obchodzi swoje pierwsze urodziny!

Dokładnie 13 lipca 2016 roku opublikowaliśmy swój pierwszy post (Początek, część 1) i od tamtego czasu piszemy coraz więcej i sprawia nam to ogromną radość! Sto lat dla nas i dla Was!

Nazwę Polindi Diaries wymyślił Abhi i bardzo się cieszę, że nie walczyłam o swoją nazwę, która teraz wydaje mi się głupia ;)

Jesteśmy Polindi, a nasza polsko-indyjska miłość daje nam energię, by odkrywać wspólnie świat.

Życzymy sobie kolejnych lat i przygód na naszym blogu, a Wam, żebyście zawsze nam towarzyszyli!

Wszystkiego inspirującego!


All the best for us!

Today we are celebrating our little success because its Polindi Diaries's first birthday!

Exactly on the 13th of July 2016 we published our first post (Beginning, part 1) and since that time we are writing more and more and we have a lot of fun because of that! Happy birtday for us and to you!

The name Polindi Diaries is Abhi's idea and I'm happy that I didn't argue to push my name, which sounds very stupid for me right now ;)

We are Polindi and our polish-indian love gives us energy to discover the  world together. We wish to ourself many years and adventures on our blog and for you to be with us in our small world!

All inspirations to you and to us!

Pozdrowienia z Moskwy! / Greetngs from Moscow!

Tym razem podróż z Delhi do Warszawy mocno dała nam w kość. A wszystko to za sprawą lotniska Sheremetyevo w Moskwie. Z przykrością stwierdzamy, że pracownicy tego lotniska są niepomocni i nieprzyjaźni, a w dodatku nie potrafią się uśmiechać. Za to stewardessy linii lotniczych Aeroflot (co do jednej!) pracują tam chyba za karę i w ogóle pod groźbą śmierci w męczarniach. Baliśmy się ich zapytać o cokolwiek w obawie, że na resztę podróży zostaniemy zamknięci w ciasnej toalecie.

Mieliśmy kiepskie połączenie do Polski, bo w Moskwie przyszło nam czekać aż 9 godzin (chociaż czas we dwoje mija dużo szybciej). Pierwszym zaskoczeniem było dla nas to, że bez roamingu w telefonie nie mogliśmy się połączyć z wi-fi (taki problem nie istnieje na lotniskach w Warszawie i Delhi). Byliśmy tą sytuacją mocno zestresowani, bo nie mogliśmy skontaktować się z naszymi rodzinami, żeby poinformować ich, że wylądowaliśmy bezpiecznie i w ogóle wszystko jest ok.

Przez kilka godzin siedzieliśmy zmartwieni i zdołowani, bo jak wcześniej wspomnieliśmy - od obsługi tego lotniska ciężko oczekiwać jakiejkolwiek pomocy (poza jedną panią, która próbowała ale się nie udało - niemniej doceniamy trud). W dodatku sprzedawcy w sklepach i stoiskach nie mówili po angielsku (lub udawali, że nie mówią. Ciężko nam uwierzyć, że na międzynarodowe lotnisko zatrudnia się osoby bez znajomości jednego z najbardziej popularnych języków na świecie).

Doszło do tego, że zaczęliśmy pytać innych pasażerów czy mają dostęp do Internetu i wtedy trafiliśmy na dziewczynę, która bez wahania dała nam swoją komórkę, dzięki czemu mogliśmy powysyłać maile do przyjaciół i rodziny.

Po stresujących dziewięciu godzinach na lotnisku, na którym naprawdę ciężko jest o jakiś ludzki, życzliwy odruch, szczęśliwie wylądowaliśmy w Warszawie i mieliśmy nadzieję, że ten zły czas na Sheremetyevie nie będzie dla nas złą wróżbą na nadchodzące trzy tygodnie.

Hej, Moskwo! Co z Wami? Gdzie się podział Wasz uśmiech?

Wierzymy w karmę. Wierzymy, że zarówno dobro jak i zło zawsze powracają dlatego dziewczynę, która pomogła nam na lotnisku na pewno spotka wkrótce coś wspaniałego. Przesyłamy moc pozytywnej energii! I szeroki uśmiech oczywiście.

Jakie są Wasze doświadczenia z lotniskiem Sheremetyevo?




yummy wafles for crazy insane price.../pyszne wafelki za bardzo zawyżoną cenę...

This time travel from Delhi to Warsaw wasn't for us too nice. Everything because of Sheremetyevo International Airport in Moscow. We regret to say that the staff of this airport is unhelpful and unfriendly, and in addition they just can't smile. Plus the crew of Aeroflot airlines (every single freaking one!) work there probably as a punishment for some crime or under the threat of death in torture. We was scared to ask about anything to not be closed in small toilet for the rest of the flight...

We had a very uncomfortable change to Poland, because in Moscow we had to wait for nine hours for the next flight (but we must admit that time together goes faster). First surprise was for us that we couldn't connect wi-fi on our phones without roaming (it's not a problem on airports in Warsaw or Delhi). We were very stressed because of this situation because we couldn't contact our families to let them know that we are alive. 

For couple of hours we were worried and depressed because as we said earlier - it's hard to expect any help from staff on this airport (besides one lady who tried but it didnt work - but we appreciate the effort). In addition sellers in shops don't speak English (or lie about it because it's really hard to believe that international airpor hired people who don't know one of the most popular languages on the planet).

We started asking other passengers if they had access to the internet and then we met girl who without any doubts gave us her cellphone so we could send e-mails to our friends and family.
After stressful nine hours at the airport, where really waited for some human, friendly reflex, we happily landed in Warsaw and just had hope that it wasn't a bad omen for the next three weeks. 

Hello, Moscow! What is wrong with you? Where is your smile?! 

We belive in karma. We believe that everything what is good or bad coming back. That's why we know that the girl who helped us on airport something will happen wonderful soon. We are sending a lot of positive energy! And big smile of course!

What are your experiences with Sheremetyevo Airport?

Nowa Ania z Zielonego Wzgórza (serial Netflixa) / Anne with an E (Netflix tv show)

Dziękuję Netflixie za nową Anię z Zielonego Wzgórza! (Nie sądziłam, że to powiem...)

Ania Shirley zajmuje w moim sercu szczególne miejsce (jak zapewne w przypadku wielu dziewczyn). Za moich czasów ta książka była lekturą szkolną. Na podstawie tej książki dostałam moją pierwszą szóstkę na lekcji języka polskiego za wypracowanie. Do tej pory jestem z niego dumna. Historia tej dziewczynki spodobała mi się tak bardzo, że przeczytałam wszystkie kolejne części.

Film (1985). Obejrzany chyba z tysiąc razy. Ulubiony, wspaniały, wzruszający. Był i tak naprawdę do tej pory jest dla mnie doskonały. Nigdy nie odmawiam kiedy znów puszczają go w telewizji. Za Gilberta chciałam nawet kiedyś wyjść za mąż ;). Kiedy szukałam informacji o nowym serialu, przeczytałam że stara wersja jest cukierkowa i nierzeczywista. Nie zgadzam się, nie uważam żeby tamci aktorzy byli skończonymi pięknościami. Poza tym nie ograbia się człowieka z dziecięcych miłości! Jest to jedna z rzeczy, którą zawsze będę idealizowała. Bo dała mi niezliczone ilości godzin w fantastycznym świecie i pozwoliła rozwinąć skrzydła. Dzięki Ani (książce i filmowi) zaczęłam pisać i przestałam bać się marzyć (a ci co mnie dobrze znają wiedzą, że mam bujną wyobraźnię).

Nadeszła pora na zupełnie nowy serial. "Anne with an E". Nie wiedziałam, że powstaje. Nie wiedziałam, że istnieje. Trafiłam przez przypadek na Instagramie na zdjęcie znajomej. Postanowiłam sprawdzić i natychmiast się oburzyłam. Po co odgrzewać stare kotlety? Dlaczego ludzie nie tworzą nic nowego tylko wciąż kręcą nowe wersje czegoś starego? Byłam bardzo oburzona przez całą godzinę! Pękłam. W końcu to Ania. ;) Opis serialu głosi, że nowa wersja jest bardziej surowa, rzeczywista. Że Ania jest brzydka, a serial pokazuje brud i niedostatki tamtych czasów. Trochę tak, trochę nie.

Ludzie od castingów na pewno wykonali swoją robotę w 100%. Ania jest genialna. Jest tak urokliwa i ma tak niesamowity uśmiech, że przez to staje się najpiękniejszą dziewczynką na świecie. Chuda jak patyk, z piegami (kocham), rudymi włosami, gada jak najęta i ucieka w świat fantazji w każdej możliwej chwili - wypisz wymaluj Ania z książki. Przyznam szczerze, że każda postać z tego serialu z biegiem czasu zdobyła moje serce. Nawet jeśli w pierwszej chwili tęskniłam za aktorami ze starej wersji filmu to po kilku scenach okazywało się, że w tym serialu wszystko gra! Mateusz, Maryla, Małgorzata, Diana, Gilbert. O rany! Cholernie dobrze opowiedziana historia.

Dlaczego właściwie wszystko w tym serialu mi odpowiada? Odpowiedź jest prosta. Książka i stary film to historia dla dziewczynek / nastolatek, które są bardziej naiwne i wciąż wierzą w idealny świat. Czasem się złoszczą i płaczą ale nieustannie marzą o księciu na białym koniu. I chcą żeby wszystko było piękne. Zatem jeśli stary film jest cukierkowy - to wspaniale. Taki właśnie powinien być. Pobudzał rozedrgane dusze młodych dziewcząt. Moją na pewno.

Nowy serial to wersja dla dojrzałych kobiet, które pamiętają te chwile uniesienia sprzed lat, ale nie są już naiwne. Nadal lubią historie miłosne, ale nie wierzą w księcia na białym koniu. I wiedzą, że nie wszystko w życiu jest idealne, nie wszystko jest dobre i nie wszystko idzie tak jakby chciały. Ale nie tracą nadziei i walczą o siebie. Nowa, serialowa Ania jest też trochę feministką. W pierwszym odcinku pyta Marylę dlaczego nie może wykonywać tej samej pracy co chłopcy? Przecież jest silna i pracowita. Niczego jej nie brakuje. No właśnie. Nie dość, że niczego jej nie brakuje to w dodatku ma dużo więcej. Wyobraźnię i inteligencję.

Polecam! Romantykom, pragmatykom, sceptykom i w ogóle wszystkim.

Pierwszy sezon ma 7 odcinków i już widzę, że planowany jest kolejny. Nie mogę się doczekać!


Thank you Netfilx for the new "Anne from the Green Gables"! I didn't think that I will say this...

Anne Shirley has a very special place in my heart (I guess a lot of girls have feel the same way). When I was in primary school this book was one of the compulsory lectures. Based on this book I got my first A grade from polish language lessons for a short tale. I'm proud of it till this day. Story of this redhead girl was so amazing for me that I had read all parts about her adventures.

Movie (1985). I watched it around a thousand times. My favourite, wonderful and touching. Was and actually still is very perfect for me. I never complain when this movie is on the tv. I even wanted to get married to Gilbert when I was younger ;). When I started looking for information about the new Netfilx series I read one opinion that the old version is candy and unreal. I don't agree with it, I don't think so that the actors from the old version are top model kind of beauty. Besides, you can't just depreciate childhood love! ;) Anne from Green Gables is a story I will always idealize. Because it gave me uncountable hours in an amazing world and let me expand my wings. Because of Anne Shirley (book and the movie) I started to write and stopped to be afraid to dream (and this to you who know me well know that I like to swing in the clouds).

Years later it's time for a new series. "Anne with an E". I didn't know about it until I watched a picture on one of my friends  Instagram . I was indignant at first. Why to make the same story again? Why people can't make something new but still trying to make a better version of something old? It's boring! I was very upset for a entire HOUR! I gave up. It's Anne. The series's description is that the new version is more raw, real. That Ania is ugly, and the series shows the dirt and deprivation of that time. Kind of yes, kind of no.

Casting people have 100% certainly done their job well . Anne is brilliant. She is so charming and has such an amazing smile that she becomes the most beautiful girl in the world. Thin like a stick, with freckles (I love them!), red hair, talks all the time and runs into imaginary world all the time - she is exactly like the Anne from a book! And to be honest, every character from this show won my heart. Even if at first I missed the actors from the old version of the film, after a few scenes, it turned out that in this series everything plays! Matthew, Marilla, Rachel, Diana, Gilbert. Oh my! Bloody well-told story.

And actually why I like almost everything in this story? The answer is simple. The book and old movie are stories for girls / teens who are more naive and still believe in the perfect world. Sometimes they get angry and weep but they always dream of a prince on a white horse. And they want everything to be just beautiful. So if the old movie is candy - great! This is a point! That how it should be! Stimulate souls of the young girls. Mine for sure.

The new series is a version for mature women who remember these moments of elation from years ago but they are no longer naive. They still like love stories but don't belive in prince on a white horse any more. And they know that not everything in life is perfect, not everything is good and like they want. But they never lose hope and fight for themself.

New Anne from Netflix series is also a little feminist. In the first episode Anne asks Marilla that why can't she do the same job as boys? After all, she is strong and hardworking. She is not worst. Exactly ! Not enough that she is not worst than boys and she has a lot more to offer. Imagination and intelligence.

I would recommend! For romantics, pragmatists, skeptics and everybody else.

The first season has 7 episodes and I already watched that and another season is planned. Yaaayy! I can't wait!

Witajcie z powrotem! / Welcome back!

Spędziliśmy trzy wspaniałe tygodnie w Polsce. Naszą podróż mogliście śledzić na Instagramie i Facebooku. Odwiedziliśmy nie tylko moje rodzinne miasto ale również Warszawę, Gdańsk, Sopot, Gdynię, Kazimierz Dolny (mój ukochany!) i Janów Podlaski. Gdańsk został zdecydowanym faworytem Abhiego.

Nie myślcie jednak, że nie tęskniliśmy za naszym blogiem! Dlatego właśnie wracamy z nową porcją postów, przemyśleń, historii, recenzji, wspomnień a przede wszystkim pozytywną energią! W Polsce wiele się wydarzyło ale przede wszystkim zaszło kilka zmian. Byliśmy zmuszeni do podjęcia bardzo ciężkiej dla nas decyzji.

Na kilka kolejnych miesięcy powróciliśmy do życia na odległość. Niektórzy z Was na pewno pamiętają nasze posty z czasów Życia na Skype. Abhi wrócił do Indii 4 lipca, a ja zostałam w Polsce. Bardzo długo się nad tym zastanawialiśmy i przeprowadziliśmy wiele rozmów i dyskusji. Na chwilę obecną takie rozwiązanie jest dla nas po prostu najbardziej rozsądne i daje nam szansę na lepsze życie.

Trzymajcie kciuki za nas i za to aby nasze plany powiodły się tak jak sobie zamarzyliśmy. Tymczasem my wracamy do życia (jako tako, bo bez siebie bardzo nam ciężko - podziwiamy pary, które żyją w ten sposób przez lata!) i od dzisiaj posty znów będą pojawiać się regularnie.

Dużo postów, dużo słów, tak jak lubimy :)

 Sopot
 Gdańsk
 Janów Podlaski
Biała Podlaska

We spent three fantastic weeks in Poland. You can follow our travel on Instagram and Facebook. We visited not only my home town but also Warsaw, Gdańsk, Sopot, Gdynia, Kazimierz Dolny (always my number one) and Janow Podlaski. Gdańsk is definitely Abhi's favourite!

But don't think that we didn't miss our blog! That's why we are coming back with new portion of posts, thoughts, stories, reviews, memories and mostly - positive energy! In Poland some things are changed in our life. We had to make a very hard decision for us.

For the next couple of months we are back living in a long distance relationship. Some of you for sure remember our posts from the times when we had our Skype Life. Abhi came back to India on the 4th of July and I stayed in Poland. We thought about this for very long, and talk about it a lot. For this time this solution is just the most smart for us and gives us the chance for a better life.

Keep fingers crossed for us and our plans to make them as we dream about it. Therefore we are coming back to the "normal" life (living apart is very dificult for us and we admit couples who are in long distance relationships for years!) and from today we can promise you that we will again publish new posts very regularly.

 A lot of posts and words. As we like :)