Skip to main content

Sindoor - w proszku czy płynny? / Sindoor - Powder or liquid?

Mężatkę w Indiach możecie rozpoznać z daleka. Zazwyczaj obwieszona jest kilkoma lub kilkunastoma ozdobami, które informują świat o jej stanie cywilnym. Na wielu forach i blogach przeczytałam, że cudzoziemki uważają te ozdoby za piękne i kobiece. Natomiast dla wielu Hindusek jest to rzecz niewygodna i uciążliwa (może również dlatego, że w przeciwieństwie do nich mężczyźni nie noszą żadnych ozdób. Mogą - nie muszą - mieć obrączkę ślubną jednak mężczyźni w Indiach tak bardzo kochają pierścionki i sygnety, że zazwyczaj noszą ich nawet kilka, więc tak naprawdę obrączka nie jest żadnym dowodem / symbolem, że jest żonaty).

Ja osobiście zdecydowałam się na kilka małżeńskich symboli (z własnej woli). Noszę na nadgarstkach czerwone bransoletki (do 10 grudnia - przez pierwszy rok małżeństwa), a na kostkach nóg srebrne bransoletki, które dostałam od Teściowej (całe szczęście nie brzęczą - a podstawa małżeńskich bransoletek na kostki to robienie hałasu!). Od czasu do czasu zakładam pierścionki na palce stóp, ale chociaż są piękne to również bardzo niewygodne. Jednak dwie rzeczy noszę cały czas i są one dla mnie bardzo ważne : mangalsutrę (ślubny naszyjnik zrobiony z kolczyków, które Babcia Abhiego podarowała jego przyszłej żonie ) oraz sindoor.

Sindoor to czerwony lub pomarańczowy proszek, który kobiety nakładają na przedziałek lub czoło tuż pod linią włosów. W jego skład wchodzi kurkuma, orzech betelu i wapno gaszone. Moment, kiedy nakreślam czerwony ślad na czole jest moim ulubionym w ciągu dnia. Przetestowałam dwa rodzaje sindooru. W proszku i płynny. Przede wszystkim zwróćcie uwagę, aby sindoor który kupujecie był organiczny! Chemia (związki rtęci i ołowiu) zawarta w tym nieorganicznym może powodować wypadanie włosów, infekcje czy nawet raka skóry.

Sindoor w proszku:

Jest bardzo wydajny. Małe pudełeczko za ok 50 rupii starcza na bardzo długi czas. Jeśli nakładacie sindoor palcem, powstanie dosyć duża plama, która niestety w dodatku ma tendencje do rozsypywania się po całym czole i trudno ją zmyć. Ja używam patyczka do uszu, który najpierw zamaczam w wodzie, a później aplikuję na czoło. Niestety podczas lata, kiedy upał jest trudny do wytrzymania, sindoor rozpuszcza się wraz z potem. Chcę czy nie chcę, latem, wieczorem mam na czole dużą czerwoną plamę i wyglądam jakbym zabiła w tym miejscu komara. Jeśli używać sindoor w proszku, to tylko zimą.

Sindoor w płynie:

Mój faworyt. Na rynku dostępnych jest wiele organicznych opcji. Ja używam Blue Heaven,jego koszt to 60 rupii. Jest wydajny, chociaż nie tak bardzo jak ten w proszku. Bardzo szybko wysycha i nie rozmazuje się podczas upałów. Łatwo nanieść go na czoło (buteleczka wygląda jak błyszczyk i taki właśnie ma aplikator). Idealny dla kobiet, które preferują jedynie małą kropkę, mały znak na czole. Znalazłam trzy dostępne kolory : meroon (ciemna czerwień - mój ulubiony), czerwony i pomarańczowo-czerwony.

A Wy, który sindoor wolicie? A może robicie go same? Albo w ogóle pomijacie tę tradycję?



Married woman in India can be recognized from afar. Usually she wears a few or a dozen ornaments which informs the world of her civil status. On lot of forums or blogs I was reading that foreigners love those ornaments and think that they are beautiful and feminine. On the other hand, for many Indian women all these things are uncomfortable and annoying. (Maybe also because men in India don't wear ANY ornament saying that they are married. They can - but don't have to - wear wedding ring BUT men in India LOVE rings and signets and usually have couple on fingers thats why the wedding ring is no proof / symbol that he is married.)

I decided to wear few married simbols (on my own). I wear red bangles on my hands (till 10 Decembet - for first year of our marriage), silver bracelets on anklets (present from mother-in-law and fortunately they don't make noise. And actually noise is a basic of wedding bracelets!). Sometimes I wear toes rings, but even if they beaytiful they are also not comfortable. But two most important things that I wear all the time and they are very important for me : mangalsutra (wedding necklace - mine is made from earrings Abhi's Granny gave hime for his future wife) and sindoor.

Sindoor is red or orange cosmetic powder, which a woman puts on her hair parting or forehead just below the hairline. It includes turmeric, betel nut and slaked lime. I tested two kinds of sindoor. Powder and liquid. First of all, pay attention to the sindoor that you buy that it must be organic! Chemicals in non-organic (mercury compounds and lead) can cause hair loss, infections or even skin cancer.

Powder sindoor:

It is very efficient. Small box for around 50 rupees that you can use for a very long time. If you put sindoor on your finger the mark will be pretty big and unfortunately powder tends to scatter over the entire forehead and it is difficult to wash it off. I'm using cotton ear swab, which first I put it into water, then into sindoor and then apply on my forehead. Unfortunately during the summer, when heat is crazy, sindoor gets dissolved in sweat. I want or do not want in summer, in the evening I have a big red spot on my forehead and I look like I killed a mosquito on this place. If you want to use powder sindoor - use only in winter!

Liquid sindoor:

My favourite! In the market you can find a lot of different brands which offers organic option. I'm using Blue Heaven for 60 rupees. It's efficient but not that much like the powder one. Dries very fast and doesn't smear during the heat. It's very easy to apply (looks like a lip gloss). Perfect for women who prefer only a small dot on their forehead. I found it in three colours : maroon (my favourie), red and orange-red.

And you? which sindoor do you prefer? Or do you do it yourself? Or do you skip the tradition at all?

Comments

Popular posts from this blog

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Polska vs. Indie / Poland vs. India

Tak, Indie to niesamowity kraj. Jest jak inna planeta, nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca. Czasami czuję się tutaj jak kosmita, tak bardzo wszystko w tym kraju jest inne od tego co znam, od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. A jednak czuję się w Indiach swobodnie, dobrze, jak w domu. Możliwe, że jednym z powodów jest fakt, że mieszkamy w stolicy państwa. Myślę, że każda stolica w każdym kraju jest trochę jak samotna wyspa, ludzie są tacy sami, mówią tym samym językiem, a jednak zasady panują tu trochę inne. Ludzie są jakby bardziej swobodni i nowocześni. Stolice krajów, które znam zawsze są trochę jak oddzielne państwa.

Podobnie jak ludzie z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy na studia czy do pracy tak samo mieszkańcy małych miast Indii wyruszają do Delhi po lepszą przyszłość (ale ponieważ kraj jest gigantyczny, ludzie południa wyruszają do Mumbaju). Podobnie jak w Warszawie, ludzie w Delhi czują się na początku zagubieni i przytłoczeni ogromem miasta, tłok…

Moja indyjska teściowa / My indian mother-in-law

Moja nowa rodzina składa się (poza Mężem) z Mamy, Taty, Brata i psa. Mieszkanie z nimi jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Codziennie uczymy się siebie nawzajem i póki co całkiem nieźle nam idzie. Oczywiście najwięcej czasu spędzam z Mamą Abhiego i porównuję wszystkie stereotypy na temat hinduskiej teściowej znalezione w Internecie do tego co mam w rzeczywistości. Stereotypy o hinduskiej teściowej nie różnią się właściwie niczym od tych o polskiej teściowej. Obie przedstawiane są jak co najmniej nieludzkie potwory. Obie to niemal najgorszy rodzaj człowieka. Wystarczy poczytać kawały. Albo inne blogi.

Moja Teściowa dużo się śmieje. Robi najlepszą masala chai na świecie (nasz codzienny rytuał to kubek herbaty o 19:00 i "niestety" jakieś ciastko też ;) ). Gotuje tak, że już nigdy nie będę szczupła (i w przeciwieństwie od tego co zdarzało mi się czytać, nie ukrywa skrzętnie swoich przepisów - od pierwszego dnia pokazuje jak przygotowywać potrawy i odpowiada na każde mo…