Indian bureaucracy. / Indyjska biurokracja.


When I'm thinking what I prefer : To do something in the Indian office or bite my hand? I choose  the second option. Polish offices are also not an alley full of flowers (Low energy) but if you have an appointment for Monday at 10 am you can be sure that you will be accepted at about this time (and sometimes in the room you will see a nice lady seated). In India if you have appointment in office for Monday at 10 am, probably you will get  your case on Friday at 18:00 pm. Two weeks, several visits and bribes later.

Bribe. In Poland we have old movies (made by a very famous director) when officers look like witches and look at applicants like for the worst kind of people but at one second they are changing into angels when someone places an expensive coffe / chocolate / tights at their desks. And those movies were based on reality! In India rather no one changes into an angel (often they are nicer but it is like japan smile - you never know what is hidden under it). Officers here expect extra money for their "big and hard work" and they expect to be treated like gods. People almost kiss their hands because they know that is the only one way to not spend half of their life at these offices.

When we tried to register our marriage (and we did it after several efforts)I saw one of the officers who had only one task and it was taking bribes. He walked the applicants to the door and took bribes in the hall when they shook hands ( do you remember in one of the Friends episode where Chandler tried to give bribe to the restaurant menager to get table faster?) and he even didn't hide with this act! He only made faces like master to his slave...

So, we registered our marriage for couple of weeks. We were at the office several time for 6-8 hours because for example the officer who should start his job at 11 he came at 15:00 ! We were repeatedly sent to different places to get some nonsense papers. And at first time we even heard than we can't register our marriage! Why? Apparently the queen clerk didn't like us  our faces or whatever.
Finally we managed it, but doing anything in Indian offices is real hell. For example: FRRO workers are mostly nice and helpful (beside two person) but you must be prepare yourself for hours of waiting and minimum two times visits. Documents  to apostille is on the website at a cost of 50 INR. When you are going to the Ministry of  External Affairs people demand around 2000-4000 rupees!!! Is that madness?

That's why I think that India is a country with a big potential but its hidden in pockets of thiefs, officers (is not the same?), political and naive people who can't (don't want?) to oppose these beasts! People who think that there is no other way to manage things! Will there ever be a change in the Indian bureaucracy, or will it always be an effort like 12 work of Hercules? (great scene I remember from Asterix and Obelix when thay try to done something in the office and they run to many different rooms and for a lot of different floors, do you remember that? It's about India!)

What are your experiences with bribes / taking anything in Indian offices?




Kiedy zastanawiam się co wolę : załatwić coś w indyjskim urzędzie czy odgryźć sobie rękę? Wybieram drugą opcję. Polskie urzędy również nie są ścieżką usłaną różami (Nie zawsze jest energia), ale jeśli masz umówioną wizytę na poniedziałek o godzinie 10, masz pewność, że zostaniesz przyjęty mniej więcej o tej porze (a czasem nawet za biurkiem będzie siedziała miła pani). W Indiach, jeśli umawiasz się na spotkanie w urzędzie w poniedziałek o godzinie 10, prawdopodobnie załatwisz sprawę o 18 w piątek. Dwa tygodnie, kilka wizyt i łapówek później.

Łapówka. Kojarzycie filmy Barei, w których wredne urzędniczki patrzą na petentów jak na najgorszy sort podludzi, ale momentalnie zmieniają się w anioły kiedy na biurku pojawia się droga kawa / czekoladki / rajstopy? W Indiach raczej nikt nie zmienia się w anioła (z reguły są milsi ale jest to sympatia z rodzaju japońskiego uśmiechu - nie wiesz co się pod nim kryje). Urzędnicy tutaj oczekują, że za swój "ogromny wysiłek" dostaną do kieszeni extra pieniądze, i że w ogóle będą traktowani jak bogowie. Ludzie niemal całują ich po rękach, bo wiedzą, że w innym wypadku swoją sprawę będą załatwiali wieczność (albo jak to się mówi do "świętego nigdy").

Kiedy próbowaliśmy zarejestrować nasze małżeństwo (i udało się po kilku próbach) zaobserwowałam jednego z pracowników urzędu, którego jedynym zadaniem było przyjmowanie łapówek. Odprowadzał petentów do drzwi, przyjmował łapówki na korytarzu przy podawaniu ręki (pamiętacie scenę z "Przyjaciół" kiedy Chandler próbował przekupić kierownika sali w restauracji żeby szybciej dostać wolny stolik?) i nawet się przy tym nie krył! Robił tylko ważne miny. Jak to pan, dobry dla swego poddanego...

Nasze małżeństwo tak naprawdę rejestrowaliśmy kilka tygodni. Byliśmy w urzędzie kilka razy po 6-8 godzin, bo np. urzędnik, który powinien zacząć pracę o 11 pojawiał się w biurze o 15. Byliśmy wielokrotnie odsyłani w różne miejsca, żeby załatwić jakieś bzdurne papiery i papierki. Na samym początku usłyszeliśmy nawet, że w ogóle nie ma szans żeby nasze małżeństwo zostało zarejestrowane! Dlaczego? Najwyraźniej nie spodobaliśmy się królowej urzędniczce, więc taki miała kaprys.

W końcu się udało, ale załatwianie czegokolwiek w indyjskich urzędach to prawdziwa gehenna. Np. pracownicy FRRO są generalnie mili i pomocni (poza dwoma osobami) ale nastawcie się na wiele godzin czekania co najmniej dwukrotnie. Apostille dokumentów to według strony internetowej koszt 50 rupii, ale na miejscu usłyszycie kwoty w przedziale 2000-4000 INR !!! Czy to nie jest istne szaleństwo?

Między innymi właśnie dlatego Indie to kraj z potencjałem upchanym po kieszeniach złodziei, urzędników (czy to nie to samo?), polityków i naiwnych ludzi, którzy nie potrafią (nie chcą?) przeciwstawić się tym bestiom. Ludzi, którzy myślą, że w inny sposób nie da się niczego załatwić. Czy w indyjskiej biurokracji kiedykolwiek zajdą zmiany czy już zawsze będzie to wysiłek na miarę 12 prac Herkulesa? (Obraz wspaniale oddaje jedna z części Asterixa i Obelixa, w której chodzą w urzędzie od pokoju do pokoju, z piętra na piętro i trwa to długie godziny! Pamiętacie? To o Indiach!).

Jakie są Wasze doświadczenia z łapówkami / załatwianiem czegokolwiek w indyjskich urzędach?

2 comments:

  1. A zastanawiałam się nad zarejestrowaniem naszego małżeństwa w Nepalu ale chyba damy sobie spokój po tym co przeczytałam ��

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jeżeli rejestracja małżeństwa nie jest obowiązkowa (do OCI card), to w sumie czemu by sobie nie odpuścić ;) Ja potrzebowałam do wizy X, plus wizę dla męża do PL łatwiej wtedy dostać ;)

      Delete