Zapachy Indii / Whiffs of India

New Delhi to mieszanina zapachów tak skrajnych, że przyprawiają mnie o zawroty głowy i nudności. New Delhi jak żadne inne miasto, które odwiedziłam do tej pory. Jest wszystkim tym co dobre i złe w odpowiednich proporcjach. New Delhi to miejsce, które bywa trudne do zrozumienia, ale w którym mieszka mi się dużo lepiej niż w Warszawie.

Pierwszym zapachem, który pamiętam jest aromat słońca i parnego powietrza, które znokautowało moje nozdrza tuż po wyjściu z lotniska na nierówny chodnik Terminala Przylotów. Tutaj nawet pogoda ma swój zapach, który tak trudno opisać, a który jest tak specyficzny, że ciężko o nim zapomnieć. Całkiem przyjemne odczucie, które szybko zmienia się w zapach brudnej taksówki z siedzeniami przykrytymi folią. W zapach potu na ulicach, w metrze i barach. Bardzo częsty, bardzo intensywny i bardzo niemiły zwłaszcza w godzinach szczytu kiedy do wagonu metra ludzie rzucają się jak zwierzęta, jak dzieciaki skaczące do wody "na bombę". Z głośnym pluskiem lub niemal słyszalnym odgłosem łamanych żeber.

A kiedy wymęczona wychodzę ze stacji metra wprost na gwarną ulicę jednego z popularnych turystycznych miejsc, z całą siłą i stanowczością strzela do mnie pocisk w postaci krowich odchodów, brudnej krowiej sierści i marihuany. Krów jest tutaj niezliczona ilość. Stoją, przechadzają się dostojnie, kładą na ulicy i załatwiają swoje potrzeby jak i gdzie popadnie. Nauczona doświadczeniem staram się nie oddychać, aż dotrę do celu, do miejsca które pachnie tanim piwem i tanim jedzeniem. Ale jeszcze w międzyczasie krótki cios w postaci miliona nieumytych psów, głodnych smutnych, zgnębionych. Psów bez domów i szansy na lepszą przyszłość. Psów żebraków, które prysznic wezmą dopiero gdy spadnie deszcz.

Ale Indie to chyba dla mnie przede wszystkim jedzenie. Zapach intensywniejszy nawet od tego krowiego. Stary, przesmażony olej, cukier, smażona cebula, świeża cebula, garam masala, pomidory, chilli, mleko, jajka, przypieczone mięso, gorzki aromat ziół i słodka woń owoców. Wszystko to łączy się w całość idealną, całość która odbiera rozum i napełnia usta niepohamowanym apetytem.

I kiedy wydaje się, że mózg mój nie może znieść już ani kropli więcej, New Delhi nie daje mi nawet chwili wytchnienia. W drodze do domu, w autorikszy, do której wkrada się niespokojny wiatr, wkrada się też zapach wysypiska śmieci. Kwaśny, mdły, stary. Wysypiska śmieci po środku którego stoją dwa drzewa, a pomiędzy nimi zawieszona jest huśtawka. Wysypiska śmieci, które jest placem zabaw, placem radości. I nie ma, że po jakimś czasie widok dzieci na tym wysypisku nie robi wrażenia, że po jakimś czasie nic już nie czuć. Wszystko czuć ze zdwojoną siłą, kiedy słyszę krzyk i dziecięcy śmiech na tym wysypisku śmieci.

I wreszcie park i szare mury i znów zapach jedzenia i płynu do czyszczenia kafelków i perfum mojego męża w naszej sypialni i zapach bazylii na balkonie i ognia w kapliczce. Jest to zapach spokoju i miłości, który powoli wsącza się w moją skórę, żeby zostać w niej na zawsze. Jak na zawsze New Delhi będzie dla mnie domem i miejscem tysiąca aromatów.

 zapach słońca / whiffs of sun
 zapach krów / whiffs of cows
 zapach cebuli / whiffs of onion
zapach psów / whiffs of dogs

New Delhi it's a a blend of scents such extreme that gives me dizziness and nausea. New Delhi is diferrent that other cities I visited so far. It's everything what is good and bad in right proportion. New Delhi is a place sometimes hard to understand but where life for me is much better than in Warsaw.

First smell is aroma of sun and steam air which knocks out my nose after I went from the airport to the uneven sidewalk and dark street of the Arrivals Terminal. Here even weather has a smell, so hard to indentify but so specific that it's hard to forget about. But it's a very nice feeling and changes instantly in the stench of a dirty cab, with seats covered in foil. Of sweat on the streets, metro and pubs. very often, very intense and very unpleasant especially in the rush hour when people jump to the metro tramacar like animals, like kids jumping to the swimming pool "for a bomb". With a loud splash or almost audible breaking of the ribs.

And when tired I'm stepping out from the metro station right on the noisy street one of the very popular touristic area shoots me a smell of cows excrement, dirty cows fur and marijuana. There are lots of cows here. Standing, walking slowly, lying on the street, handling their needs how and where they want. Learned by experience I'm trying not breathe too much untill I reach my destination, to the place smells of cheap beer and cheap food. But before it happend my nose gets punched in the form of a million dirty dogs, starving, sad, unhappy. Dogs without home and without chance for a better future. Dogs-beggars whos next shower will happen when the rain will give them pools.

But India is mostly food for me. Smells more intense even than cows. Old overdone oil, sugar, fried onion, fresh onion, garam masala, tomatos, chilli, milk, eggs, grilled meat, bitter aroma of herbs, and sweet smell of fruits. All this merges into a perfect whole, the whole which takes the mind and fills the mouth with unrestrained appetite.

And when I think that my brain can't take any more, New Delhi doesn’t give me even a minute of relief. Traveling home, in an autorickshaw, where the unsettling winds come, the smell of the rubbish dump also seeps in. Sour, bland, old. Garbage dump in the middle of which grew two strong trees and there is a swing between them. Garbage dump which is a playground, a place of joy. And it's not like after some time you stop and get away with all these smells. All smells are doubled when I hear kids screaming and laughing in this dumpster.

And then the green park, and grey walls, and again smell of food and tile cleaning fluid and my husbands parfume in our bedroom, and basil on the balcony and fire in the temple. It's a fragrance of calmness and love which slowly bumps into my skin, to stay there forever. How forever New Delhi will be my home and place of a thousand aromas.

No comments:

Post a Comment