Skip to main content

HOLI

13 marca obchodziliśmy w Indiach Holi. Jest to święto kolorów, radości, miłości i wiosny. Symbolizuje zwycięstwo dobra nad złem, oficjalnie kończy zimę i zaczyna wiosnę (chociaż u nas piękna, wiosenna pogoda już od jakichś dwóch tygodni, jeśli nie więcej). W tym dniu przede wszystkim chodzi o to by spotkać się z przyjaciółmi, dobrze się bawić, wybaczać i nie nosić w sercu urazy. Świętujący obrzucają się na ulicach kolorowym proszkiem, a także oblewają wodą. To święto jest odrobinę jak pomieszanie polskiego Pierwszego Dnia Wiosny i Śmigusa Dyngusa. Jednak jak zawsze znajdą się i tacy, którzy rzucają w ludzi na przykład pomidorami i jajkami, a to już jest mało przyjemne.

Przygotowania zaczęliśmy już w sobotę. Razem z teściową usmażyłyśmy chyba z milion słodkich gujiya - tradycyjny przysmak na tę okazję, ma kształt polskiego pieroga, smażony jest w głębokim tłuszczu, może być zanurzony w cukrowym syropie (nie musi, my nie robiłyśmy syropu), nadziany mieszanką migdałów, rodzynek, kokosa, semoliny i khoya (odtłuszczone mleko w proszku). Wróg każdego kto próbuje być na diecie, zwłaszcza że ciężko zjeść tylko jeden kawałek. Byłam bardzo podekscytowana na samą myśl o Holi dlatego w poniedziałek przed południem kiedy usłyszałam dźwięk bębnów i krzyki za oknem nie mogłam dłużej spać.

Napełniłam plastykowy pistolet wodą i natychmiast zaatakowałam męża, teściową i psa! Swoją drogą już od kilku dni na ulicach rozstawione były stoiska, na których można było kupić proszek we wszystkich kolorach tęczy, pistolety na wodę oraz...zasuszone krowie odchody. Tak. W noc poprzedzającą Holi ludzie rozpalają ogniska (u nas rozpalono duże ognisko przed świątynią) i wrzucają do ognia te zasuszone "niespodzianki". Na szczęście, na błogosławieństwo. Kojarzy mi się to trochę z topieniem naszej polskiej Marzanny w rzece. Żegnanie starego by powitać nowe.

Kiedy już obrzuciliśmy się kolorowym proszkiem, wyszliśmy z Abhim na spacer. Nasze osiedle było dosyć spokojne. Ulice obsypane kolorowe od proszku, gdzieniegdzie leżały balony napełnione wodą (dzieciaki stały na balkonie i zrzucały te balony ludziom na głowy), ale poza tym dookoła było dosyć cicho i spokojnie. Bardziej pusto niż zwykle ponieważ większość sklepów była zamknięta. Od czasu do czasu ulicą przejeżdżał jakiś skuter z kierowcą usmarowanym mieszaniną proszku i wody. To dosyć zaskakujące ale też odprężające - spokojne Indie. Na ulicach gdzie zazwyczaj panuje gwar, ludzie tłoczą się przy straganach z warzywami lub budkami z jedzeniem tym razem zostali w domu lub wybrali się odwiedzić rodzinę i przyjaciół.

Jak w każde polskie i indyjskie święto poza specyficznymi tradycjami chodzi również o jedzenie. Chyba wszyscy w naszym bloku przygotowywali gujiya. Próbowałam trzech lub czterech, ale nasze były oczywiście najlepsze! ;) Poza tym teściowa przygotowała specjalny obiad na tę okazję - chole bathure. Nigdy w życiu nie jadłam lepszego. Sposób w jaki przyprawiła to danie i jak je przygotowała znokautował moje kubki smakowe. Poza tym aromat chole czuć było już na ulicy pod blokiem. Zjedliśmy tak dużo, że przez resztę dnia nie mogliśmy się ruszać. Zupełnie jak po polskim Bożym Narodzeniu lub Wielkiejnocy, prawda? ;)

Strasznie się cieszę, że mogłam obchodzić Holi w Indiach. Wiem też, że wiele polskich miast organizuje obrzucanie się kolorowym proszkiem, dlatego jeśli macie okazję - zakładajcie stare ciuchy i idźcie! Zrelaksujcie się i dobrze się bawcie! Ja tymczasem czekam na Diwali, nie wiem czy uda nam się być wtedy w Indiach ale bardzo bym chciała. Jednak zanim to nastąpi jeszcze w marcu znów odbędzie się Navratri, czyli 9-dniowy post, o którym pisałam tutaj:(Navratri cz. 1 , Navratri cz. 2 , Navratri cz. 3). Będę mogła porównać oryginalną wersję, z moją polską. Navratri odbywa się dwa razy w roku.

Jak Wy spędziliście Holi? Ile gujiya's zjedliście? :D









On 13th March we celebrated Holi in India. It's a festival of colors, joy, love and spring. It symbolizes the victory of good over evil, official end of winter and the commencement of Spring (although we have good weather around the last two weeks). On this day it's important to spend time with the family and friends, have fun, forgive and don't keep hard feelings in your heart. People throw colorful powder and water on each other. This festival is a little like missed polish First Day of Spring and Smigus Dyngus. But of course, like always, some people are mean and throw tomatoes and eggs on others , and it's not nice.

We started preparing for Holi on Saturday. Together with my mother-in-law we made, I guess, a billion gujiya's - traditional sweet for this occasion. It's a snack in the shape of polish dumpling , deep fried oil, can be dipped in sugar syrup (don't have to, we didn't), stuff with almonds, raisins, coconut, semolina and khoya (dried skimmed milk). Gujiya it's a enemy of everybody who is trying hard to be on diet, especially that it's very hard to eat only one piece. I was so excited about Holi! That's why on Monday, before afternoon when I heard the sound of drums and people screaming outside I couldn't sleep more!

I fill my plastic gun with water and immidiately attacked my husband, mother-in-law and our dog! By the way from past several days on the streets you can find people selling powder in all colors of the rainbow, plastic guns for water and...dried cow's poo. Yes. At night before Holi people kindle fire (in our neighborhood fireplace was in the front of the temple), and put there this dried "surprises". For happiness, for blessings. It's remind me a little our polish tradition of drowning Marzanna in to river. Goodbye to the old to welcome the new.

When we finish smearing each other with the pink powder, we went with Abhi for a walk in the neighborhood. Our colony is fairly quiet. Streets was studded with colorful powder, here and there lay balloons filled with water (kids throw them on the people from the balcony), but neighborhood was calm, and quiet. More empty than usual because most of the shops were closed. Sometimes some scooter drove on the street with driver smeared with colors and water. It was surprising but also relaxing - calm India. On the streets which usually are crowded, with loud people and horns this time they stayed at home or go visit family and friends.

Like every polish and indian holiday food is very important. I think, everybody in our block made gujiya. I tried three or four kinds, but of course, our’s was the best! Otherwise mother-in-law made for this occasion a special meal - chole bathure! I never ate better! The way how she seasoned it, and spices she used was absolutely amazing! And the aroma of this dish we could smell on the street! Even now, when I write about it I'm already hungry!!! We love chole bathure, and ate so much of it that for rest of the day couldn't move. It's totally like in Poland on Christmas or Easter Eve right?
I'm so happy that I could be on Holi in India. I know, that several of polish cities organised Holi with colorful powders, so if you can, wear old clothes and go! Have fun! It's really a great festival! Meanwhile, I'm waiting for Diwali. I don't know if we will be in India then but I really want it! But before Diwali, now in March we will celebrate Navratri again, 9 days fast I wrote about here: (Navratri part 1 , Navratri part 2 , Navratri part 3). This time I will be here, in India so I can compare Navratras with my polish version.

How did you celebrate your Holi? How many of gujiyas did you ate? ;)


Comments

Popular posts from this blog

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Polska vs. Indie / Poland vs. India

Tak, Indie to niesamowity kraj. Jest jak inna planeta, nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca. Czasami czuję się tutaj jak kosmita, tak bardzo wszystko w tym kraju jest inne od tego co znam, od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. A jednak czuję się w Indiach swobodnie, dobrze, jak w domu. Możliwe, że jednym z powodów jest fakt, że mieszkamy w stolicy państwa. Myślę, że każda stolica w każdym kraju jest trochę jak samotna wyspa, ludzie są tacy sami, mówią tym samym językiem, a jednak zasady panują tu trochę inne. Ludzie są jakby bardziej swobodni i nowocześni. Stolice krajów, które znam zawsze są trochę jak oddzielne państwa.

Podobnie jak ludzie z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy na studia czy do pracy tak samo mieszkańcy małych miast Indii wyruszają do Delhi po lepszą przyszłość (ale ponieważ kraj jest gigantyczny, ludzie południa wyruszają do Mumbaju). Podobnie jak w Warszawie, ludzie w Delhi czują się na początku zagubieni i przytłoczeni ogromem miasta, tłok…

Moja indyjska teściowa / My indian mother-in-law

Moja nowa rodzina składa się (poza Mężem) z Mamy, Taty, Brata i psa. Mieszkanie z nimi jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Codziennie uczymy się siebie nawzajem i póki co całkiem nieźle nam idzie. Oczywiście najwięcej czasu spędzam z Mamą Abhiego i porównuję wszystkie stereotypy na temat hinduskiej teściowej znalezione w Internecie do tego co mam w rzeczywistości. Stereotypy o hinduskiej teściowej nie różnią się właściwie niczym od tych o polskiej teściowej. Obie przedstawiane są jak co najmniej nieludzkie potwory. Obie to niemal najgorszy rodzaj człowieka. Wystarczy poczytać kawały. Albo inne blogi.

Moja Teściowa dużo się śmieje. Robi najlepszą masala chai na świecie (nasz codzienny rytuał to kubek herbaty o 19:00 i "niestety" jakieś ciastko też ;) ). Gotuje tak, że już nigdy nie będę szczupła (i w przeciwieństwie od tego co zdarzało mi się czytać, nie ukrywa skrzętnie swoich przepisów - od pierwszego dnia pokazuje jak przygotowywać potrawy i odpowiada na każde mo…