Skip to main content

Nasz ślub, część 2 / Our wedding, part 2

Część pierwszą przecie tutaj : klik

Lubię wspominać dzień naszego ślubu. Myślę, że był jednym z najpiękniejszych momentów w moim życiu (razem z chwilą kiedy zobaczyłam Abhiego na lotnisku po raz pierwszy w życiu - do tej pory pamiętam jak pięknie pachniał i jak mocno biło mi serce). Przetrwaliśmy miesiące żyjąc ponad 6000 kilometrów z dala od siebie, przetrwaliśmy randki na Skype, tęsknotę a nawet nieporozumienia (Bariera językowa). Przetrwaliśmy to, bo nic nie jest ważniejsze od naszej miłości i pewności, że chcemy razem spędzić resztę naszego życia. Dlatego 10 grudnia 2016 roku w małej świątyni w Nowym Delhi, odbył się nasz ślub.

Jak wspominałam w poprzednim poście, nigdy nie chcieliśmy mieć wielkiego tłustego wesela dlatego zorganizowanie uroczystości w siedem dni nie było dla nas dużym wyzwaniem. Jednak nie obylibyśmy się bez pomocy bliskich za co jesteśmy wdzięczni.

Ten dzień był nie tylko szczęśliwy, ale również bardzo długi. Po porannych rytuałach i popołudniowej drzemce przyszła pora by zrobić ze mnie bóstwo! Spędziłam w zimnym pokoju z kosmetyczką jakieś trzy godziny. Nie, żeby tyle czasu się mną zajmowała. Kiedy mnie pomalowała, uczesała i pomogła założyć sukienkę mogłam usiąść spokojnie w fotelu z dala od zgiełku (w tym czasie do naszego domu przyszło chyba ze 30 osób), a ona zajęła się moją teściową i kuzynkami. Jeśli zastanawiacie się co założyć na Was indyjski ślub - w choli i lehendze będziecie czuć się jak milion dolarów. Polecam! W tym czasie teściowa przyniosła mi lunch (w wielu rodzinach panna młoda pości przez cały dzień i może zjeść coś dopiero po ceremonii zaślubin - na szczęście w naszym domu ta zasada nie obowiązuje!). Nadszedł czas kiedy wróciłam do naszego mieszkania i zobaczyłam przed sobą najprzystojniejszego mężczyznę na ziemi. Mojego przyszłego męża ubranego w prostą dothi kurtha, w której wyglądał po prostu nieziemsko!

Do świątyni pojechaliśmy razem ale do środka weszliśmy oddzielnie. Abhi z rodzicami - ja z kuzynkami. W końcu nadszedł ten długo wyczekiwany moment. Zanim usiedliśmy na podłodze przy ogniu, nałożyliśmy sobie nawzajem na szyje wieńce z kwiatów. Pięknie pachniały. Nie rozumiałam ani jednego słowa z wypowiadanych przez duchownego mantr, ale ogień, pomruki rozmów, zapach kwiatów i podniosła atmosfera ceremonii sprawiły, że czułam się jak bohaterka bajek o księżniczkach. Ślub w świątyni ma niesamowity, niepowtarzalny klimat i sprawia, że małżonkowie mogą się poczuć sobie jeszcze bliżsi. Moimi ulubionymi chwilami były te kiedy chodziliśmy razem dookoła ognia (pan młody prowadzi pannę młodą 4 razy, następnie panna młoda prowadzi pana młodego 3 razy) i kiedy Abhi zanurzył swoją obrączkę w sindoorze i nakreślił nim znak na moim czole, a następnie włożył na moją szyję ślubny naszyjnik - mangalsutrę.

Po ceremonii spadł na nas deszcz kwiatów, kilka osób założyło Abhiemu na szyję naszyjniki z pieniędzy i wszyscy chcieli zrobić sobie z nami milion zdjęć. A był to dopiero początek, ponieważ podczas kolacji tych zdjęć było jeszcze więcej. W czasie kolacji państwo młodzi powinni usiąść na scenie i czekać na gości, którzy podchodzą do nich, wręczają kopertę i pozują do zdjęcia. Jednak nasi goście od razu rzucili się na jedzenie (Pujabczycy :D), więc zeszliśmy ze sceny i cały wieczór spędziliśmy siedząc gdzieś na sali, a w tym czasie podchodzili do nas goście i nam gratulowali. Nie był to jednak koniec przyjęcia.

Kiedy wróciliśmy do domu, w drzwiach czekały na nas dwie kuzynki. Był to czas ostatnich rytuałów. Kuzynki nie chciały wpuścić nas do domu dopóki im nie zapłacimy! I tak zaczęły się negocjacje...Przypomina mi to polski zwyczaj stawiania bram (przed, nie po ślubie) kiedy przyjaciele bądź sąsiedzi tarasują młodym drogę do kościoła i oczekują łapówki w postaci wódki. Kiedy w końcu mogliśmy wejść do domu musiałam przewrócić stopą garnek z suchym ryżem (na szczęście) i wejść prawą stopą (koniecznie!) w wodę zmieszaną z sindoorem i następnie znów prawą stopą zrobić pierwszy krok i przejść do naszej sypialni. Czynności te robi kobieta ponieważ w Indiach to panna młoda zawsze przeprowadza się do domu pana młodego, nie na odwrót. Następnie walczyliśmy z Abhim o obrączkę w misce pełnej mleka. Walczyliśmy trzy razy, zwycięstwo było wróżbą kto będzie w tym małżeństwie rządził. Wyszedł remis! Na końcu przesypywałam mąkę z rąk do rąk z mężem, teściami, bratem i kilkoma kuzynami i w końcu zostawiono nas w spokoju. Mogliśmy się przebrać, wypuścić wciągnięte brzuchy i cieszyć się swoją miłością. Od tej pory byliśmy mężem i żoną.

O symbolice ognia podczas indyjskiego ślubu i dlaczego państwo młodzi okrążają go siedem razy podczas ceremonii napiszę w następnym poście :)











First part you can read here: click

I remember the day of our wedding. I think, it was one of the most beautiful moments in my life ( with a moment when I saw Abhi on the airport for the first time - until now I remember how beautiful he smells and how hard was my heart pounding). We survived months living separately for more than 6000 km apart from each other, we survived Skype dates, longing and also misunderstanding (Language barrier). We survived it because nothing is more important than our love and surely that we want to spend together the rest of our lives. That's why on the 10th of December 2016 in small temple in New Delhi we got married. 

As I mentioned in the last post we never wanted to have a big fat wedding that’s why preparing for our celebration in seven day wasn't actually that hard. But we couldn't do it without our relatives who were very helpful, and thank you for that!

That day was not only very happy but also very long. After the morning rituals and some nap it was time to make me look like a Goddess ;) I spent in cold room with the beautician three long hours. Don't think that she was busy with me that long! When she applied make-up on my face , made my hair and helped me wear wedding clothes I could relax far away from the noise (at this time at our home were maybe around 30 people!) and beautician took care of my mother-n-law and cousins. If you are wondering what to wear on your indian wedding - in choli and lehenga you will feel like a billion dollars. I swear! At this time my mother-in-law gave me lunch (in many indian families bride fast all day and she can eat something only after wedding ceremony - luckily this rule doesn't apply in ur family!). After these 3 hours it was time to come back to our flat and finally see the most handsome man on this planet! My future husband wearing simple dothi kurta in which he looks amazing!

to the temple we rode together but we went in separately. Abhi with parents – and me with cousins. Finally this long expected time came. We sat in the front of fire and at this time Abhi and me exchanged flower garlands. They smell incredibly gorgeous. I didn't understand a single word from the mantras that the priest recited but the fire, buzz on conversations, smell of flowers and the raised atmosphere of this ceremony made me feel like a princess from a fairy tale. Wedding at the temple has amazing and unique climate which makes the newlyweds feel even more close to each other. My favourite moments were this when we walked around fire seven times (groom leads four times and bride leads three times) and when Abhi immerse his ring into a sindoor powder and make a sign on my forehead and then put on my neck my wedding necklace - mangalsutra.
After the ceremony guests showered on us flowers and some people put on Abhi’s neck necklace made from money . Next was the time for a million pictures. And it was the beginning because at the dinner people made a lot more pictures with us. At the dinner time newlyweds should sit on the scene where guest come, greet, give them envelope with some cash and….click pictures! But our guest were too busy to eat (Punjabis :D) so all evening we spent in the room walking around or sitting with friends. But still it wasn't the end of this day.

When we came back home, in the doorway waited for us our two cousins. It was time for the last rituals. Cousins didn't want to let us in before we pay them! So we (Abhi) started to negotiate. It's reminds me of a polish ritual of gates (before, and after wedding) when the newlyweds friends or neighbours obstructs the way to the church (traditional gate is made from flowers, sometimes it's just a table) and don't let the young couple to get in before they pay (not money but vodka). When we finally entered the house I had to kick over from my right foot a pot with rice (for happiness!) and then step (right foot first it's very important) into a bowl with water mixed wth sindoor powder. Then I had to take the first step on the floor (yes, right foot) and go to our bedroom. All these things are done by the woman and not the man because in India after wedding it's the who woman moves to her man’s house and not the opposite. After that me and Abhi will play for a ring in the bowl with milk. We did this ring finding three times, the winner is the one who will be the boss at home. Draw was our result! In the end I exchanged flour from hand to hand with my husband, in-laws, brother and some cousins and that was over and people left us alone. We could change clothes, let our sucked in stomaches out and just enjoy our love. Since then we are husband and wife. 

About the symbolism of fire on Indian weddings and why the bride and groom walk around the fire seven times I will write in next post :)

Comments

Post a Comment

Popular posts from this blog

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Polska vs. Indie / Poland vs. India

Tak, Indie to niesamowity kraj. Jest jak inna planeta, nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca. Czasami czuję się tutaj jak kosmita, tak bardzo wszystko w tym kraju jest inne od tego co znam, od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. A jednak czuję się w Indiach swobodnie, dobrze, jak w domu. Możliwe, że jednym z powodów jest fakt, że mieszkamy w stolicy państwa. Myślę, że każda stolica w każdym kraju jest trochę jak samotna wyspa, ludzie są tacy sami, mówią tym samym językiem, a jednak zasady panują tu trochę inne. Ludzie są jakby bardziej swobodni i nowocześni. Stolice krajów, które znam zawsze są trochę jak oddzielne państwa.

Podobnie jak ludzie z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy na studia czy do pracy tak samo mieszkańcy małych miast Indii wyruszają do Delhi po lepszą przyszłość (ale ponieważ kraj jest gigantyczny, ludzie południa wyruszają do Mumbaju). Podobnie jak w Warszawie, ludzie w Delhi czują się na początku zagubieni i przytłoczeni ogromem miasta, tłok…

Moja indyjska teściowa / My indian mother-in-law

Moja nowa rodzina składa się (poza Mężem) z Mamy, Taty, Brata i psa. Mieszkanie z nimi jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Codziennie uczymy się siebie nawzajem i póki co całkiem nieźle nam idzie. Oczywiście najwięcej czasu spędzam z Mamą Abhiego i porównuję wszystkie stereotypy na temat hinduskiej teściowej znalezione w Internecie do tego co mam w rzeczywistości. Stereotypy o hinduskiej teściowej nie różnią się właściwie niczym od tych o polskiej teściowej. Obie przedstawiane są jak co najmniej nieludzkie potwory. Obie to niemal najgorszy rodzaj człowieka. Wystarczy poczytać kawały. Albo inne blogi.

Moja Teściowa dużo się śmieje. Robi najlepszą masala chai na świecie (nasz codzienny rytuał to kubek herbaty o 19:00 i "niestety" jakieś ciastko też ;) ). Gotuje tak, że już nigdy nie będę szczupła (i w przeciwieństwie od tego co zdarzało mi się czytać, nie ukrywa skrzętnie swoich przepisów - od pierwszego dnia pokazuje jak przygotowywać potrawy i odpowiada na każde mo…