Indyjskie przepisy, część 1 / Indian recipes, part 1

Kuchnia indyjska jest zdecydowanie moją ulubioną. Pełna smaków, aromatów, przypraw. Nigdy się nie nudzi, a jej zaletą jest to, że proste danie można przygotować z czegokolwiek, chociażby łodyg kalafiora. I jest naprawdę pysznie! Dzisiaj postanowiłam zebrać dla Was w jedno miejsce wszystkie, opublikowane dotąd, przepisy. Smacznego!

***
Indian cuisine is definitely my favourite. Full of flavours, aromas, spices. It's never boring and the best part is that you can cook dishes with everything! Cauliflower for example. And it's really tasty! Today I decided to write, for you, all the recipes, we published up until now. Bon appetite!

***

***
Pora na coś nowego, prawda? / It's time for something new, right? :)

 pooha

Tatuaże z henny / Henna tattoos

Pamiętam pierwszy raz kiedy namalowano mi henną wzór na mojej dłoni. To był maj, Karol Bagh, i właśnie kończyłam swoją pierwszą w życiu podróż do Indii. Wtedy jednak nie wiedziałam jeszcze, że nie jest to tylko atrakcja dla turystów.

Mehndi najbardziej kojarzone jest z Indiami i Pakistanem, ale od jakiegoś czasu jest tak popularne, że kobiety z całego świata nanoszą sobie malunki z henny na ciało. W Indiach stosuje się je na co dzień dla ozdoby ale również przy świętach i większych okazjach. Najbardziej popularny jest ślub - chyba każda indyjska panna młoda ma naniesione tatuaże na dłoniach i stopach. Najczęściej stosowane są wzory kwiatowe ale co zdolniejsi artyści nanoszą na ciało chociażby wizerunki Bogów. Tak naprawdę każda okazja jest dobra, żeby ozdobić się mehndi - Diwali, Karva Chauth , Holi, celebrowanie ciąży czy imieniny cioci.

W Delhi (i zapewne całych Indiach) rożki z henną możecie kupić niemal na każdym rogu. Znajdziecie je w kolorze czerwonym (maroon), pomarańczowym, czarnym, złotym a nawet białym. W bardziej zatłoczonych miejscach na ulicach siedzą panowie, którzy chętnie wyciągną od was od kilkudziesięciu do kilkuset rupii za piękne wzory na dłoniach czy stopach. Chłopcy z Tilak Nagar robią to naprawdę dobrze! Panie nie robią tego na ulicy, a w salonach urody. Przynajmniej ja nigdy nie widziałam żadnej kobiety malującej tatuaże na ulicy.

Ja sama niestety nie mam talentu do malowania i muszę się z tym pogodzić ;) Jednak równocześnie lubię malować sobie po skórze i zawsze mam w lodówce kilka tubek z henną. Cały czas próbuję i sprawia mi to dużo frajdy nawet jeśli moje tatuaże bardzo odbiegają urodą od tych profesjonalnych. Czasami oczom nie wierzę jakie fantastyczne rzeczy ludzie tworzą na ludzkiej skórze!

Kilka wskazówek : hennę przechowujcie w lodówce dla lepszego, trwalszego efektu. Jeśli chcecie aby Wasz tatuaż utrzymał się dłużej na ciele, kiedy wzór zaschnie ale skorupka jeszcze nie odpadnie posmarujcie ją sokiem z cytryny wymieszanym z cukrem. Hennę najczęściej nanosi się na dłonie i stopy, ponieważ te części ciała są ciepłe, a ciepło sprawia, że tatuaż jest ciemniejszy (dlatego henna we wnętrzu dłoni zawsze jest ciemniejsza niż ta na grzbiecie). To nie znaczy jednak, że nie możecie pomalować henną innych części ciała! Tutaj chodzi o kreatywność. Otwórz umysł i maluj!

 Moja ślubna henna / my bridal mehendi




I remember first time when I had henna drawn on my hand. It was in May, Karol Bagh and it was the last day of first in my life trip to India. Then I didn't know that it isn't just a tourist attraction.

Mehendi is the most popular in India and Pakistan, but lately they have become extremely popular that women from all around the world are making henna arts on their bodies. In India people do that on a daily basis or on holidays and big occasions. The most popular - wedding. I guess every bride has mehendi on hands and feet. The most often ones that you can see are flower motives but more talented artist make also Gods idols on the skin. And to be honest every occasion is good to make mehendi - Diwali, Karva Chauth, Holi, pregnant celebrations or aunts birthday party.

In Delhi (and probably all over India) one can buy henna cones in almost every corner. You can find them in maroon colour, orange, black, gold and even white. In more crowded places you will find men who will take from you several dozen or several hundred rupees for henna tattoo on hands or feet. Boys from Tilak Nagar make it really well. Women didn't do it on the streets, but in beauty parlours. At least I never saw on the street a woman making mehendi.

I myself, unfortunately, don't have the talent to make tattoos and  must live with it ;) But at the same time I love drawing on the skin and always stock a couple of cones with henna in my refrigerator. I try it all the time and have a lot of fun with it even if my tattoos look totally different than professional ones. Sometimes I can't believe how amazing desings people can make!

About henna : Keep it in the fridge for better, longer effect. If you want your mehendi to last longer on your skin - when your tattoo will dry but shell will not feed up - put on it this mixture : lemon juice mixed with sugar. People apply henna on hands and feet most often because those parts of body are more warm, and the tattoo is darker here (that's why mehendi on the inside of the hand is darker than on the back). But it doesn't mean that you can't put henna on other parts of body. It's about your creativity. Open your mind and draw!

Prawdziwy celebryta / Real celebrity

Shah Rukh Khana nie muszę chyba za bardzo przedstawiać. Zna go pewnie wielu z Was, nawet ci, którzy nie interesują się kinem Bollywood. Wszystko za sprawą filmu "Czasem słońce, czasem deszcz", który swego czasu był w naszym kraju bardzo popularny. Sama widziałam go chyba z dziesięć razy, przyznam bez bicia, że obejrzałam niemal wszystkie filmy z SRK, a jakieś 10 lat temu nawet się trochę w nim podkochiwałam. Kilka miesięcy temu zrecenzowałam jego biografię, którą możecie przeczytać tutaj: Król Bollywoodu.

Po tym wszystkim czego nasłuchałam się o tym sławnym bollywoodzkim aktorze myślałam, że w Indiach będzie wyskakiwał z lodówki i zza każdego rogu, a ulice będą oblepione jego podobiznami. (Kto wie, może tak jest w Mombaju, centrum przemysłu filmowego, gdzie SRK mieszka, a ludzie koczują pod jego domem w nadziei, że go zobaczą. Aktor wychodzi na balkon każdego poranka, żeby do nich pomachać. Serio.)

Tymczasem nie widziałam Shah Rukh Khana chyba na  zadnym bilbordzie w Delhi, tylko w dwóch programach telewizyjnych i jednej reklamie. Mało jak na tak ogromną gwiazdę.

Musicie wiedzieć, że my w Delhi (nie wiem jak jest w innych miastach) mamy swojego celebrytę, który faktycznie wychodzi z lodówki i na którego natkniecie się niemal wszędzie, bo ściany pełne są plakatów z jego twarzą. Poznajcie Babę Ramdev - najsłynniejszego jogina Indii i założyciela firmy Patanjali. Jego brodata, uśmiechnięta twarz straszy w telewizji, na małych plakatach i dużych bilbordach. A produkty jego firmy (kosmetyki, żywność, naturalne ziołowe leki) kupicie nie tylko w sklepach firmowych ale także w hipermarketach i kioskach.

Mam mieszane uczucia odnośnie tego pana. Z jednej strony sama używam wiele kosmetyków Patanjali, bo nie zawierają chemii, ceny są przystępne i ogólnie jestem z nich zadowolona (np. aloe vera żel, szampony do włosów, a ostatnio krem do mycia twarzy). Podziwiam też ogromny talent Ramdeva do prowadzenia biznesu, bo wie jak się wypromować.

Z drugiej strony ten człowiek gra na ludzkich emocjach i naiwnych umysłach. W reklamach jego produktów usłyszycie, że tylko jego towar jest zdrowy i dobry i jeśli zależy Wam na dobrej jakości życia bez chorób to powinniście kupować tylko Patanjali. I wiele osób tak robi. Bo kto nie zaufa mężczyźnie ubranemu jak mnich z uśmiechem bez przerwy przyklejonym do twarzy, który w dodatku przyciąga tysiące ludzi na swoje sesje jogi!

Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu po siedmiu miesiącach w Delhi zrozumiałam, że nie Shah Rukh Khan a Baba Ramdev pełni tutaj rolę prawdziwego celebryty, w iście indyjskim stylu, czyli z rozmachem i na bogato (grając biednego). Delhijskie ulice już zawsze będę mi się kojarzyły właśnie z jego twarzą.

A Waszym zdaniem kto jest w Indiach największym celebrytą?



I think I don't have to introduce Shah Rukh Khan. A lot of people know him even they are not interested in Bollywood . Especially because of the movie "Kabhi Khushi Kabhie Gham..." which was very popular not only in India. I have seen this movie around ten times, and I can admit that I have seen almost all the movies with SRK, and even love him a bit around ten years ago ;) Couple months back I wrote a review about his biography, you can read it here : King of Bollywood.

After everything I heard about this famous bollywood actor I thought that in India he will jump from the fridge and from every corner. (Who knows, maybe in Mumbai it is like that because it is a movie industry city and SRK's home. A lot of people gather near by SRK's house , and every morning the actor comes out to the balcony and waves to his "Subjects" ;) No, seriously.)

Therefore I think, I haven't seen Shah Rukh Khan on any billboard in Delhi and only in two tv shows and one advertisment. Very less like for that big a celebrity.

So, you have to know that we in Delhi (I don't know how it looks in different cities) have our own celebrity who really jumps from the fridge and which you will meet almost everywhere because walls are full of his posters with his face. Meet Baba Ramdev - the most famoust yoga instructor in India and the owner of Patanjali brand. He is bearded and his smiling face scares us in the television, on small posters and big billboards. Products of his brand (cosmetisc, food, herbal medicine) you can buy not only at Patanjali stores but also in markets and small kiosks.

I have fixed feelings about this man. From one side I am using some Patanjali products because they are without chemistry, they are cheap, and actually just good (ex. aloe vera gel, shampoos, face wash). I also admit the big marketing talent of this man. He knows very well how to promote himself.

But in second way Baba Ramdev plays with human emotions and naive minds. In ads of his products you can hear that only things from Patanjali are good and healthy and if you  care for your health then you should only buy Patanjali. Smart right? And a lot of people are doing that! Who will not trust a man who wears clothes like a monk, with a smile on his face all the time ? And thousands of people attend his yoga sessions!

So after seven months in Delhi I understood that not only Shah Rukh Khan but Baba Ramdev is a real celebrity here. In indian, big , fat and rich style (playing poor). Delhi streets will always be associated for me with his face.

And who do you think is India's biggest celebrity?

Związek na odległość: Natalia i Abhishek / LDR : Natalia & Abhishek

Niedawno pisaliśmy Wam o tym jak bardzo podziwiamy pary, które miesiącami czy nawet latami żyją w związkach na odległość. To bardzo trudne i wymaga wiele cierpliwości, zaufania i miłości. Jednak takie związki się udają, a często są o wiele silniejsze niż te "zwyczajne". Wyobraźcie sobie jak wspaniały jest moment pierwszego spotkania w cztery oczy, ile emocji, ile radości!

Dzisiaj przedstawiamy Wam Natalię, która opowie Wam o swoim związku na odległość z Abhim. Już niedługo, nareszcie, spotkają się na żywo! Czy miłość nie jest piękna i warta pracy i poświęceń?

Jeśli i Wy chcecie podzielić się na naszym blogu swoją miłością na odległość, wyślijcie nam maila : polindidiaries@gmail.com

*

Lately we wrote how much we admire couples who live in long distance relationships for months or even years! It's very hard and it requires a lot of patience, trust and love. But these relations work and very often are stronger than the "usual". Imagine how wonderful is the moment of your first meeting face to face. How many emotions, a lot of joy!

Today we introduce to you Natalia, who will tell you about her long distance relationship with Abhishek. Soon, finally, they will meet in real life! Is love not beautiful and worth the work and sacrifices?

If you also want to share your story on our blog about your LDR love, send us an e-mail at : polindidiaries@gmail.com


*

Cześć wszystkim! Jestem Natalia i jestem polską dziewczyną, która jest po uszy zakochana w chłopaku z Indii - Abhim. 

Jesteśmy razem od 7 miesięcy, ale tak na prawdę nigdy się nie spotkaliśmy... ale to ma się zmienić wkrótce (bo za 3 miesiące), gdyż mamy się spotkać po raz pierwszy w życiu. Lecę do Delhi. Będzie to dla mnie druga podróż do Indii. Abhi bardzo chciał przylecieć do Polski tego lata, ale w związku z pewnymi komplikacjami i faktem, jak trudne jest zdobycie wizy do Europy dla obywatela Indii, nie udało mu się. Ja już po prostu nie mogę się doczekać kiedy będę w końcu w jego ramionach i przylatuję pierwsza. 

Ale pozwolę sobie opowiedzieć wam jak to wszystko się zaczęło... W 2015 roku byłam w Indiach w ramach szkolnej wymiany. Już wtedy zostałam całkowicie oczarowana przez Indie i mieszkających tam ludzi, w szczególności przez ich gościnność. Wtedy poznałam kuzyna Abhiego. Pod koniec 2016 roku, właśnie ten kuzyn pokazał Abhiemu mój profil na Instagramie, dodając, że jestem jego koleżanką z Polski i fajna ze mnie dziewczyna. Abhi musiał się z nim zgodzić i mnie polubić, dlatego napisał do mnie. Byłam bardzo zaskoczona, bo już wcześniej udało mi się zauważyć tego chłopaka, ale wydawał się zbyt przystojny i niedostępny. Zaczęliśmy ze sobą pisać i poczułam, że między nami jest jakaś więź. Okazało się, że mamy podobny światopogląd. Bardzo lubiłam z nim rozmawiać, ale szczerze mówiąc, nigdy nie pomyślałabym, że pewnego dnia zostanie moim chłopakiem. To byłoby zbyt piękne. 

Kolejnym krokiem była rozmowa przez telefon. Za pierwszym razem rozmawialiśmy może aż przez 4 godziny. Był bardzo miły i uroczy. Później był FaceTime. Ciągle rozmawialiśmy przez kilka dni i nasza więź stawała się coraz silniejsza. Rozmawialiśmy na poważne tematy, ale też żartowaliśmy i śmialiśmy się. Raz, kiedy mówiłam mu o czymś, on powiedział " nie mów tak do mnie więcej, bo się w tobie zakocham" i właśnie od tego wszystko się zaczęło. 

Czuję, że odnalazłam pokrewną duszę, że na tym świecie jest tylko jeden Abhi taki jak on, bo on jest na prawdę wyjątkowy. Pomimo tego, że jeszcze nigdy się nie spotkaliśmy, znamy się nawzajem chyba najlepiej. Nie mogę doczekać się naszego pierwszego spotkania, kiedy się przytulimy po raz pierwszy, pocałujemy... kocham go najmocniej. 

To właśnie jest historia mojego, naszego związku na odległość, ale w przyszłości jeszcze dużo się wydarzy, na razie to jest tylko początek. Wiem, że dla niektórych ludzi to może być niewyobrażalne, jak można być w kimś zakochanym po uszy bez spotkania tej osoby. Ludzie mówią dużo różnych rzeczy, które czasami bywają przykre, ale kto by się przejmował. Może i bycie w związku na odległość jest dość trudne, ale na pewno nie jest niemożliwe. Wiem, jak silna jest nasza miłość i że razem pokonamy wszystkie przeciwności losu i dystans także!


Hi! I'm Natalia and I'm a polish girl who is madly in love with an Indian boy - Abhi. 

We are together for 7 months now but in fact we have never met... But this is going to change pretty soon (after 3 months) as we are going to meet each other for the very first time. I'm coming to Delhi, for me it would be the second trip to India. Abhi wanted to come to Poland this summer but due to some complications and the fact how difficult it can be for an Indian citizen to get a visa to Europe he couldn't. So I just can't wait to be in his arms and I'm the first to come. 

But let me tell you how it all started... I was in India in 2015, I went there as a part of a school exchange program. I got totally charmed by India and people there, especially by their hospitality. At that time I met a cousin of Abhi. In the end of 2016 that cousin showed him my instagram profile and said to him that I'm his friend from Poland and I'm a nice girl. He liked me and decided to text me. I was really surprised because previously I have seen that boy already and he seemed to be very handsome and inaccessible also. We started chatting and I felt that there is some kind of connection between us. We had the similar point of view. I enjoyed talking to him but honestly I have never thought that he could ever be my boyfriend. It would be too perfect. 

The next step was a phone call. For the first time we talked maybe for 4 hours... he was so sweet and nice. Then we had a FaceTime. We were talking for few days on call and our bond was getting stronger. We were talking about serious matters but also laughing and joking. Once I was telling him something he said "don't say like this more because I'm afraid I will fall in love with you"...and this is how our relationship started. 

I feel like I have found my soulmate. I feel like there is only one Abhi like him in the whole world, he is so special. Although we haven't met yet still we know each other best. I'm looking forward to our first meeting, first hug, kiss... I love him the most. 

This is my, our long distance relationship story but still much more is going to happen, it's just the beginning. For some people it might be unimaginable how can we be so much in love with each other without even meeting... People say many different things that hurt sometimes, but who cares. Maybe it is difficult to be in a long distance relationship but definitely it is not impossible. I know how strong our love is and that we can overcome every difficulty and the distance also!


Wieczory i poranki / Evenings and Mornings

Jeszcze kilka tygodni temu byłam przekonana, że już nigdy w życiu nie będziemy musieli żyć z Abhim na odległość, całe tysiące kilometrów od siebie. Budziłam się i zasypiałam w objęciach ukochanego mężczyzny i myślałam, że tak już będzie zawsze i czułam z tego powodu ogromną ulgę.

I wtedy nagle nasz świat wywrócił się do góry nogami. Właściwie to sami go sobie wywróciliśmy, bo nikt nas do tego nie zmuszał.

Kiedy odprowadziłam mojego męża na lotnisko, nie mogłam przestać płakać i płakałam całą drogę powrotną do mojego rodzinnego miasta. Nagle wszystko przestało mnie cieszyć, bo czułam jakby do Indii odleciała również część mojej duszy, spakowana w kieszeń Abhiego. 

Nie powinno tak być. Jesteśmy młodym małżeństwem i powinniśmy być razem. Z jednej strony jesteśmy silni, bo bardzo się kochamy i wiemy, że jest to tylko czasowa sytuacja. Ale z drugiej strony nie sądziliśmy, że tym razem będzie nam aż tak bardzo ciężko.

Randki na Skype nie cieszą jak kiedyś, za czasów kiedy byliśmy po prostu parą zakochanych w sobie ludzi. Nie cieszą, bo po ślubie i pół roku tak blisko siebie, tęsknota jakimś sposobem stała się tysiąc razy większa niż kiedyś. Ale najgorsze w tym wszystkim są wieczory i poranki.

Poduszka obok jest pusta i zimna. W nocy wyciągam rękę, żeby objąć męża i trafiam w próżnię. Śmiech przez telefon brzmi zupełnie inaczej, a serial "Dwóch i pół" oglądany samotnie w ogóle nie bawi. Nikt mi nie chucha o świcie na szyję, a kiedy otwieram rano oczy wita mnie cisza, smutek i poduszka w kształcie kupy (którą uwielbiam, bo to prezent od najlepszej kuzynki na świecie, ale jak wymownie opisuje naszą obecną sytuację!).

Wspaniale mi się mieszka w moim rodzinnym domu, ale przez cały dzień czuję, że czegoś mi brak. Jakbym była niekompletna. I wiem, że mój mąż czuje to samo. Życie na Skype jest do bani. Tyle Wam powiem.


Just a few weeks ago I was so sure that we will not live apart me and Abhi never again. All these thousand kilometers from each other. I woke up and fell asleep in my beloved man's arms and thought that it will be forever and always like that. And I felt huge relief because of that.

And then suddenly our world turned upside down. Actually, we turned it upside down by ourself because nobody pushed us to do that.

When I escorted my husband to the airport, I couldn't stop crying and was crying all way back to my hometown. Suddenly everything stopped making me happy because I felt like a huge part of my soul also left to India, packed into Abhi's pocket.

It shouldn't be like that. We just got married and we should be together. From one side we are very strong because we love each other so much and know that this is only a temporary situation. But from second part we didn't expected that it will be so hard.

Skype dates are not that fun like in the past when we were just a couple in love. They are not fun, because after wedding for half a year we were so close thats why longing somehow becomes a tousand time harder than earlier. But the worst are evenings and mornings.

Pillow next to me is empty and cold. In the middle of night I stretch my hand to embrace my husband and get into a vacuum. Laugh on the phone sounds different and series "Two and a half men" is not that funny like always. No one dawn breathes on my neck and when in the morning I am oppening my eyes only silence and emptiness welcome me. And pillow in poo shape (which I love because it's a present from favourite cousin sister but how eloquently describes our present situation!).

I love living in my family house, but for all day I feel like missing something. Like I am incomplete. And I know that my husband feels the same. Skype Life sucks. I'm telling you.

Dookoła Delhi : Co robić na Karol Bagh? / Around Delhi : What to do on Karol Bagh

Słowo "bagh" oznacza ogrody i wiele lat temu ta dzielnica była naprawdę zielona i można nią było z przyjemnością przemierzać rowerem (możecie o tym poczytać w książce "Delhi. Miasto ze złota i snu." Rany Dasgupty).

W Karol Bagh, które ja znam nie zostało już niemal nic z uroku sprzed lat. Ulice są brudne, głośne i tłoczne. Kosze na śmieci są przepełnione i cała okolica pachnie potem i jedzeniem.
A mimo to mam wiele dobrych wspomnień z tej dzielnicy, bo to właśnie tutaj spędziłam swoje pierwsze w życiu dziesięć dni w Delhi.

Wzdłuż głównej ulicy ciągnie się targ (w poniedziałki przepełniony straganami z jedzeniem, tanimi ubraniami - chociaż nie tak tanimi jak na Sarojini Nagar, butami, sprzętem elektronicznym, kosmetykami, plastykowym bezużytecznym badziewiem i całą masą najróżniejszych rzeczy.)W poniedziałek oficjalnie targ jest zamknięty. W praktyce zamknięte są sklepy w budynkach ale handel kwitnie na chodnikach.

To tutaj kupiłam swoją pierwszą w życiu kurti, jadłam pierwsze kulfi i po raz pierwszy dałam namalować sobie tatuaż z henny na dłoni. To tutaj zjecie najlepsze pucchka w Delhi ( o którym pisaliśmy wcześniej : Top 10 ulicznego jedzenia w New Delhi), a blisko stacji metra dostaniecie też pyszne chow mein i pav bhaji.

Pomimo, że ulicę tę zalewa gigantyczna fala ludzi, rowerowi rikszarze pędzą między zaułkami na złamanie karku (okazuje się, że siedzenie w fotelu takiego pojazdu to też sztuka, której trzeba się nauczyć!), a pomiędzy ludzką masą przeciskają się samochody.

Może na Karol Bagh nie ma zabytków i historycznych pomników ale to miejsce na pewno warto odwiedzić. Najlepiej w poniedziałek. Żeby wtopić się w tłum i poczuć klimat prawdziwego indyjskiego targu. Pilnujcie torebek i plecaków i przygotujcie się na zażarte targowanie. Karol Bagh wstyd opuścić z pustymi rękami!



 Kulfi walla / Stoisko z kulfi

August 2016 / Sierpień 2016

Word "bagh" means gardens and years ago this area was really green and people could ride around on bikes with pleasure (you can read about it in the book "Capital. A portrait of Delhi in the Twenty-First Century" Rana Dasgupta).

In Karol Bagh, which I know is almost nothing left from the charm from the past. Streets are dirty, loud and crowded. Trash cans are full and all area smells sweat and food.
And yet I have many a good memories of this district because here I spent my first ten days living in Delhi.

Along the main street stretches the market (on Mondays full of food stalls, cheap clothes - but not as cheap as in Sarojini Nagar, shoes, electronic stuff, cosmetics, plastic useless shit and a lot of different things). On Monday officialy market is closed but in reality closed are shops in the buildings and trade flourishes on sidewalks.

Here I bought my first kurti, I ate first kulfi and for the first time somebody drew mehendi on my hand. Here you will eat the best pucchka in Delhi ( we wrote about it here : Top 10 of street food in New Delhi), and near by Metro Station you will get good chow mein and pav bhaji.

Although this street is flooded by giant amount of people, bike rickshaws rush between the alleys to break the neck (It turns out that sitting in an armchair of this vehicle is also an art you have to learn!) And also cars are squeezed between the masses.

Maybe in Karol Bagh there are no historical monuments but this place is definitely worth a visit. Best on Monday. To blend into the crowd and feel the atmosphere of a true Indian market. Watch your purses and bagpacks! And be prepare for big bargaining! It's a shame to leave Karol Bagh empty-handed!

Long distance relationship / Związek na odległość

Before we started with Abhi again live in the distance I had no idea that so many people live this way!

The people in long distance relationships is huge, and many of them live this way for years! I admire them very much! For me is very hard, and it's only a month now...

How do you manage to persevere in this difficult situation? How long have you been together in only virtual relation until you've met for the first time?

How strong must be the love between two people so the long distance relationship works. In addition, such relationships are often a thousand times stronger and more durable than those in which people are close from day one.

I'm huging all the couples who don't fall asleep together today and can only send a virtual kiss to their beloved. You are awesome!

If you would like to share your story on our blog, please send us an email at: polindidiaries@gmail.com

***

Zanim zaczęliśmy z Abhim ponownie żyć na odległość nie miałam pojęcia, że tak wiele osób żyje w ten sposób!

Społeczność ludzi w relacjach na odległość jest ogromna, a wiele z nich żyje tak latami. Bardzo ich podziwiam, bo sama ledwie wytrzymuję, a to dopiero miesiąc.

Jak udaje Wam się wytrwać w tej trudnej sytuacji? Jak długo byliście razem tylko online dopóki nie spotkaliście się po raz pierwszy?

Jak silna musi być miłość pomiędzy dwojgiem ludzi, żeby związek na odległość w ogóle się udał! W dodatku takie związki są często tysiąc razy silniejsze i trwalsze niż te, w których ludzie mają się na wyciągnięcie ręki od pierwszego dnia.

Ściskam wszystkie pary, które nie zasną dzisiaj w objęciach, a będą mogły jedynie przesłać wirtualnego całusa swoim ukochanym. Jesteście niesamowici!

Jeśli macie ochotę podzielić się swoją historią na naszym blogu, prześlijcie nam maila na : polindidiaries@gmail.com







Polska. Kazimierz Dolny - raj na ziemi. / Poland. Kazimierz Dolny - paradise on the Earth

Kazimierz Dolny to niewielkie miasteczko w województwie lubelskim, na wschodzie Polski. Jest położone nad prawym brzegiem Wisły w przepięknie malowniczej i zielonej okolicy. Jest to moje absolutnie ukochane miejsce na świecie dlatego marzyłam, żeby pokazać je Abhiemu najszybciej jak to tylko będzie możliwe.

Do mojego rodzinnego miasta dotarliśmy w poniedziałek późnym wieczorem, a już w środę rano wyruszyliśmy we trójkę (wraz z Mamą, naszym rajdowym kierowcą) na podbój Kazimierza.
Rzeka, Kazimierski Park Krajobrazowy (zapiera dech w piersiach!), wąskie uliczki, zakamarki, zabytki i piękne charakterystyczne budownictwo sprawiają, że tak łatwo jest zakochać się w tym miejscu. Warto zostać tutaj dłużej niż na jeden dzień.

Kazimierz Dolny od dziesiątek lat upodobali sobie artyści. Np. malarze i rzeźbiarze, o których możecie przeczytać w książce "Miasteczko w laserunkach. Kazimierz Dolny" Ryszarda Jana Czarnowskiego i Marty Wandy Terajewicz (szczerze polecam!). Ilość galerii artystycznych na tak małej przestrzeni jest wręcz zaskakująca. Na chodnikach, Rynkach (Małym i Dużym) zobaczyć możecie młodych artystów pochylonych nad płótnami malujących w skupieniu bardziej lub mniej popularne widoki (być może kreśląc swoje prace semestralne).

Jednak to nie wszystko! Pozostając w sferze sztuki odbywa się tutaj kilka festiwali. Dwa moje ulubione: filmowy i sztuk wszelakich Dwa Brzegi oraz muzyczno-kulturalny Kazimiernikejszyn. Nie ma nawet czasu na chwilę nudy podczas tych dużych i absolutnie fantastycznych wydarzeń, w których zakochana jestem bez pamięci.

Jeśli lubicie sztukę folklorystyczną to Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych jest tym czego szukacie. A jeśli interesujecie się kulturą Żydowską przyjedźcie na Festiwal Pardes. W końcu przed laty Kazimierz Dolny był w dużym stopniu zamieszkany przez społeczność Żydowską, a na samym początku ulicy Lubelskiej znajduje się dawna Synagoga (teraz pensjonat, kawiarnia, sklep z pamiątkami i sala, w której odbywają się m.in. wystawy).

Jest to tylko kilka większych pośród wielu innych fantastycznych wydarzeń w tym niesamowitym miasteczku. Kazimierz Dolny nie jest duży, ale czasem mam wrażenie, że tydzień to za mało, żeby zobaczyć wszystko, co jest tam do zobaczenia. Popularne : Góra Trzech Krzyży, ruiny Zamku, Baszta, Muzeum Nadwiślańskie i jego oddziały (również zamek w Janowcu, po drugiej stronie Wisły - dostaniecie się tam promem), Kościół Farny, Kamieniołom. Do tego wszystkiego dochodzą przepiękne wąwozy (Korzeniowy Dół, Plebanka, Małachowskiego), Dom Kuncewiczów, zabytkowy Wiatrak w Męćmierzu, Krowia Wyspa, Spichlerze, Zamek w Bochotnicy (no dobra...ruiny, właściwie tylko część jednej ściany się zachowała ale w jakiej okolicy!). I to nadal nie jest wszystko! Wierzcie mi, że jest tego o wiele więcej!

Zamek

Najbardziej lubię Kazimierz w środku tygodnia kiedy jest tam mniej tłoczno. Tym razem mogliśmy zostać tam tylko przez jeden dzień, więc chciałam wykorzystać ten czas do maximum. Na szczęście Abhiemu spodobało się tutaj na tyle, że chciał przyjechać do miasteczka ponownie. Niestety nie udało nam się tego dokonać podczas tego urlopu. Jednak chyba domyślacie się gdzie pojedziemy w pierwszej kolejności kiedy mój mąż wróci do Polski? ;)

Wiem, że się rozpisałam i szczerze powiedziawszy mogłabym zapełnić jeszcze z milion stron o miasteczku, które oszałamia swoim wdziękiem i usidla niewinne serca. Jednak o niektórych wydarzeniach i miejscach chciałabym napisać oddzielne posty. Tymczasem polecam gorąco abyście odwiedzili Kazimierz Dolny w wolnej chwili, bo naprawdę warto. Zanim Wam się to uda sięgnijcie po wspomnianą wcześniej książkę "Miasteczko w laserunkach..." oraz "Dwa Księżyce" Marii Kuncewiczowej (film na podstawie tej książki jest równie wspaniały).

Niedługo na blogu pojawi się również recenzja nowej książki, której akcja toczy się między innymi w Kazimierzu Dolnym. Pozostańcie czujni ;)

Byliście kiedyś w Kazimierzu? Jakie zrobił na Was wrażenie? Jakie jest Wasze ulubione miejsce na świecie, do którego wracacie w każdej wolnej chwili?


***

Kazimierz Dolny is a small town on the right bank of the Vistula river in the Lublin Voivodeship at Eastern Poland. It's my absolute favourite place on the planet that's why I dreamt to show it to Abhi as soon as possible.

We reached my home town on Monday late evening and on Wednesday morning we were on our trip to Kazimierz (with my Mom, who was our special driver). The river, Kazimierz Landscape Park (breathtaking!), small alleys, nooks and crannies, monuments and beautiful characteristic buildings make it so easy to fall in love with this town. And it's worth to stay here longer than only one day. 

Kazimierz Dolny since decades is loved by artists. About painters and sculptors you can read in book "Miasteczko w laserunkach. Kazimierz Dolny" Ryszard J. Czarnowski and Marta W. Terajewicz (unfortunately I don't know if it was translated to English language :( ). Number of art galleries on such a small space is surprising. On sidewalks or Markets (Small and Big) you can see young artist leaning over canvas painting in focus less or more popular views.

But that'snot all! If we are talking about art you can discover many festivals in this town. Two my favourite : moview and arts : Two Riersides and music and cultural Kazimiernikejszyn. At time when festivals are at Kazimierz Dolny you will not have even a split second to be bored! There are two absolutely amazing events worth to visit and have a lot of fun.

If you like folklore art then Festival of Folk Singers and Bands will be perfect for you. If you are interested about jewish culture you must come on Pardes Festival. You must know that years ago Kazimierz Dolny was largely occupied by the Jewish community, and on the beggining Lubelska street there is an former Synagogue (now guesthouse, cafe, gift shop and the hall with exhibitions).

These are just some of the many other fantastic events in this amazing little town. Kazimierz Dolny is not big but sometimes I feel that week is not enough to see everything there. Popular: Three Crosses Top, ruins of the castle, defensive tower, Nadwislanskie Museum and it's branches (also the castle in Janowiec, on the other side of the Vistula - you get there by ferry), very old churches, quarry. Plus beautiful gorges (Korzeniowy Dol, Plebanka, Malachowskiego), Kuncewiczes House, historic windmill in Męćmierz, Krowia Wyspa, Granaries, castle in Bochotnica (ok...only ruins...ok...one wall but in what area!). And it is still not everything! Believe me there is much more to see in Kazimierz Dolny!

Castle

The most I like Kazimierz in the middle of week when it is not that crowded. Unfortunately this time we had only one day here and I wanted to use it to its maximum. Happily Abhi loved the town enough to want to visit it again. You can guess where I will take my husband in the first place when he will be back to Poland ;)

I know this post is long but to be honest I can write much more but I want to save some things for next posts. Especially events or restaurants. Meanwhile, I highly recommend you to visit Kazimierz Dolny in a free moment, because it is really worth it. Before you will do this you can read books to feel the atmosphere. "Miasteczko w laserunkach..." I wrote earlier about it and "Two moons" by Maria Kuncewicz (movie based on this book is also amazing).

Soon on the blog I will publish review of new book which is taking place in Kazimierz Dolny. Stay tuned!

Have you ever been to Kazimierz? What impressed you? What is your favorite place in the world to which you return at any given moment?

***







Wegetariańskie dylematy / Vegetarian dilemmas

Indie często są postrzegane jako raj dla wegetarian. Czy to prawda? I tak i nie. Zależy od której strony na to spojrzeć. I żeby było jasne : jeśli raj, to dla wegetarian ale nie wiem czy dla wegan.

Na chyba każdym produkcie w sklepie możecie zauważyć zieloną lub czerwoną kropkę. Zielona oznacza, że produkt jest wegetariański, a czerwona, że produkt jest mięsny. Warto wiedzieć, że jajka w Indiach są zaliczane do produktów mięsnych. Jednak bawole mleko jest produktem wegetariańskim dlatego jeśli jesteście weganami i zobaczycie na produkcie zieloną kropkę (ciasta bez jajek są tutaj bardzo popularne ale często zamiast nich dodaje się do niego więcej mleka) uważnie przeczytajcie skład.

W restauracji każdy wegetarianin na pewno będzie czuł się jak w niebie. Menu jest zawsze veg i non-veg, a często opcji wegetariańskich jest więcej niż tych mięsnych. Poza tym, np. w Delhi znajdziecie niezliczoną ilość knajp czysto wegetariańskich (według statystyk północ Indii jest bardziej wegetariańska niż południe). W barach typu fastfood (np. Subway czy KFC) dania mięsne i bezmięsne przygotowywane są na osobnych stanowiskach.

Targi tutaj są obfite w owoce i warzywa. Jeżeli zostajecie w Indiach na dłużej i nie będziecie mieszkać w hotelu, codziennie możecie gotować nową, wymyślną potrawę. Ja sama wiele roślin próbowałam czy nawet widziałam w Delhi po raz pierwszy w życiu. Większość z nich jest absolutnie przepyszna.

Dlaczego zatem poddałam w wątpliwość fakt, że Indie są rajem dla wegetarian?

Z powodu pestycydów. Rolnicy pryskają rośliny na polach taką ilością chemii, że ciężko uwierzyć, że ludzie tutaj nie mają dwóch głów i siedmiu nóg! A to nie wszystko! Sprzedawcy na targu pryskają owoce i warzywa specjalną mieszanką (masalą), aby ładniej wyglądały i przetrwały długie godziny na słońcu. Obejrzyjcie filmik.


Właśnie dlatego ten raj jest według mnie taki wątpliwy. Pamiętajcie też, że rośliny najlepszej jakości w Indiach lądują w pięciogwiazdkowych hotelach i restauracjach. Druga kategoria to rośliny wysyłane na eksport, a my dostajemy na targach czy w sklepach owoce i warzywa dopiero trzeciej kategorii. Nie mamy też pewności jak dokładnie (i czy w ogóle) rośliny są myte w małych restauracjach (bo na ulicznych stanowiskach chyba nie bardzo...) dlatego jeśli gotujecie w domu poświęćcie więcej uwagi niż zwykle na mycie owoców i warzyw.
W końcu rośliny to moc zdrowia, prawda?





Very often people see India as a paradise for vegetarians. It is true? Yes and no. It's depends on how you are look at it. And to be clear : in my pinion if paradise then for vegetarian but not for vegan.

I think that in almost every product from the shop you can see green or red dot. Green means that product is vegetarian and red - non-vegetarian. It's good to know that eggs in India are non-vegetarian but buffalo milk is vegetarian so if you are a vegan and you will see green dot on the product read ingredients very carefully (cakes without eggs are very popular in India but then often cooked with more milk).

In restaurants for sure every vegetarian will feel like in heaven. Menu is always veg and non-veg, and vegetarian option are often more than meat. Besides, ex. in Delhi you will find a lot of restaurants pure vegetarian (according to statistics North India is more vegetarian than South). In fastfood restaurants (like Subway or KFC) veg and non-veg dishes are very often prepared in different stalls.

Markets here are full of fruits and vegetables. If you planning to stay in India for longer and you will not lie in the hotel, you can cook everyday something new and will never be bored. I have seen here a lot of plants for the first time in my life! Most of them are absolutely delish!

So, why I said that I doubt that India is a paradise for vegetarians?

Because of pesticides. Here farmers are spraying plants in the fields with a lot of insecticides and pesticides that it is hard to believe that people don't have two heads and seven legs yet! And thats not all! Sellers on the markets spray fruits and vegetables with a special mixture (masala) to make it look better and survive many hours under the sun. Watch this short video :


That's why this paradise is doubtful for me. Remember also that the best quality plants in India are exported abroad. Second quality is for the hotels and we on the markets get the third quality vegetables and fruits. We also don't know how carefully (even if) plants are washed at small restaurants and street stalls...That's why if you are cooking at home put a little more affort to wash the vegetables and fruits. 
Finally they are power for health, aren't they?


LATO / SUMMER

zgubiłam wspomnienie
to w którym siadywałyśmy nad rzeką
trzymając w dłoniach zimne butelki z piwem
nie było w tych dniach żadnych uniesień
romantycznych wschodów słońca ani wyznań
chyba byłyśmy jeszcze dziećmi
pamiętam trawę jak bardzo była zielona
sok z mleczy brudził nasze spodnie
lato było ciepłe a rzeka szumiała
tęsknotą i trochę frustracją
jak pękająca taśma kasety magnetofonu
w trakcie ulubionej piosenki
megnetofon - to takie śmieszne słowo
pamiętasz je jeszcze? wtedy wszystko było śmieszne
i dużo łatwiej oddychało się powietrzem
i liczyło chmury, te podobne do królików
albo do rycerzy
do dziś mam w książce zasuszone kwiaty z tamtej łąki
i do dziś czuję
zapach tamtych jabłek

tamto wspomnienie
złożyłam na cztery jak kartkę z pamiętnika
którego wtedy nie pisałam
otwieram czasem oczy i widzę tamto lato
ostatnie, słodkie lato kiedy wciąż
byłyśmy dziećmi.


I lost my memory
this, when we were sitting at the river
holding hands with cold bottles of beer
nothing special in these days
no romantic sunrises or confessions
I think we still were kids
I remember how green the grass was
dandelions juice stained our pants
summer was warm and the river hummed
longing and frustration a bit
like a cracking cassette tape on the tape recorder
in the midle of the favourite song
tape recorder - it's a funny word
do you even still remember it? everything was funny at that time
and much easier it was to breath that air
and to count clouds, with shape of rabbits and unicorns
or knights
to this day I have dried flowers from that meadow in the book
and to this day I can feel
smell of those apples

that memory
I made as a diary card
which I did not write then
sometimes I open my eyes and see that Summer
last, sweet Summer
when we still were kids. 

Dookoła Delhi : PAHARGANJ / Around Delhi : PAHARGANJ

Nigdzie w Delhi nie widziałam tylu cudzoziemców co właśnie w tej okolicy. Nawet w Red Fort czy Lotus Temple! Pewnie dlatego czuję się tutaj bardziej swobodnie. W tej okolicy ludzie rzadziej odwracają się i patrzą na mnie zszokowani kolorem mojej skóry. Tutaj jestem jedną z wielu ;)

Paharganj to tania baza noclegowa i dobry punkt, z którego można się wybrać na zwiedzanie miasta. Tutaj, wzdłuż jednej ulicy znajdziecie niezliczoną ilość hoteli, hosteli, restauracji i barów. To właśnie na Paharganj znajduje się cudowna koreańska knajpka, o której pisaliśmy wcześniej ( Shim Tur ). A także restauracja z genialną pizzą w dobrej cenie (Sam's Cafe) ale z koszmarną obsługą. Chyba nigdzie nie widziałam kelnerów mniej zainteresowanych klientami.  Bar z tanim piwem, świetnym kurczakiem i karaluchami w toalecie (MyBar). Fakt, miejsce jest dosyć obskurne ale ci, którzy bywali ze mną w gdańskim Absyncie, uznają MyBar za niemal luksusowy ;)

Paharganj to również targ i raj hippisów. Możecie się tutaj poczuć jak na Woodstock '69. Spotkacie ogrom turystów z długimi, brudnymi włosami w szerokich ubraniach, relaksujących się skrętem marihuany.

Wzdłuż ulicy, po obu stronach, poza hotelami i restauracjami rozciągają się sklepy i sklepiki z biżuterią (tak ogromnego wyboru kolczyków, naszyjników, pierścionków i bransoletek nie widziałam nigdzie), ubraniami (zadziwiająco mały wybór strojów indyjskich za to ogrom t-shirtów, kolorowych spodni, lnianych koszul czy toreb ), wyrobów skórzanych (buty, torebki, kurtki), książek (w jednym sklepie mają nawet kilkanaście w języku polskim! Niezbyt dobrych, ale wciąż!), czy chociażby miejsc, w których kupicie milion różnych bibułek do skrętów/papierosów czy herbatę (wybór herbat jest spory ale targowanie się z właścicielem sklepu to droga przez mękę, nawet jeśli jest się w tej dziedzinie mistrzem!).

Trzeba się jednak oswoić z zapachem tego miejsca. Pierwsze co uderza w twarz po wyjściu ze stacji metra to silny zapach krowich odchodów. Bo krów jest tutaj niezliczona ilość. Do tego dodajcie wąską ulicę pełną spacerujących ludzi, riksze, samochody, stoiska z jedzeniem, żebraków...łatwo się zniechęcić.

Ostatnio potrzebowaliśmy na szybko skorzystać z kafejki internetowej. Znaleźliśmy jedną, do której wchodzi się przez hol hotelu i restaurację. Restauracja okazała się być również sklepem z europejskimi serami i ciastami. Abhi uwielbia apple strudel, więc postanowiliśmy zrobić sobie przerwę. Wtedy zauważyłam karalucha leniwie wylegującego się na kawałku ciasta. Kiedy zwróciliśmy uwagę sprzedawcy, w odpowiedzi otrzymaliśmy...uśmiech. Mężczyzna nawet nie zamierzał ruszyć robaka. Jak się domyślacie, Abhi musiał obejść się smakiem.

Takie jest właśnie Paharganj. Głośne, tłoczne, brudne, śmierdzące i pełne niespodzianek. Jeśli Wam to nie przeszkadza, spędzicie tutaj fajny czas!

Paharganj to stacja metra : Rama Krishna Ashram Marg.








Nowehere in Delhi have I seen so many foreigners that I came across at this area. Even at Red Fort or Lotus Temple! In this neigborhood people rarely turn around and look at me shocked at the colour of my skin. Here I am one of many ;)

Paharganj is a cheap sleeping base and point from where you can go visit other places in the city. Here, at only one street you will find a lot of hotels, hostels, restaurants and bars. It's here, in Paharganj, is a lovely korean restaurant we wrote about here some time ago (Shim Tur ). But you can also find here places with really awesome pizza at a very reasonable  price (Sam's Cafe) but with awful staff. Never seen waiters less interested with clients like here.  Bar with cheap beer, great chicken and cocroaches in the toilet (MyBar). Yes, this place is a little creepy but this people who in the past went with me to Absynth Cafe in Gdańsk, Poland they will say that MyBar is almost luxury ;)

Paharganj is also market and paradise for hippies. You can feel here like on Woodstock '69. You will meet a lot of tourists with long, dirty hair in loose clothes, relaxing with weed.

Walking through the street, both sides, besides hotels and restaurants you will also find small and big shops with : jewellery (I have never seen such a huge choice of earrings, necklaces, rings and bracelets), clothes (suprisingly small choice of indian clothes, but a lot of t-shirts, colorful big pants, hemp shirts or bags), leather products (like shoes, bags or jackets), books (in one bookstore they have even dozen of polish books! Not too good, but still!), or even places where you can buy a lot of cigarette papers or tea (choice of tea is ok but bargaining with shop owner is really painful even if you are a master at it).

You need to get used to the smell of this area. First what punches you in your face after leaving the metro station is the smell of cow excrements. Many of them you wll find here. Street is narrow here plus a swarm of people walking around , rickshaw, autorickshaws, cars, food stalls, beggars...it's easy to give up on this place.

One day, we needed a internet cafe very quickly for some important documents that we had to print. We found one, where you must enter walking through the hotel reception and restaurant. Restaurant was also a shop with european cheeses and cakes. Abhi loves apple strudel so we decided to stay there longer. Then I noticed cockroach laying on the piece of the pie. When we told about it to the seller, he only...smiled. He didn't even bothered to touch the bug. So as you can guess, Abhi didn't have the apple strudel that day...

This is Paharganj. Loud, crowded, dirty, stinky and full of surprises. If this does not bother you, you will spend a great time here!

Paharganj is a metro station : Rama Krishna Ashram Marg.

Sto lat dla nas! / All the best for us!

Celebrujemy dzisiaj nasz mały sukces ponieważ Polindi Diaries obchodzi swoje pierwsze urodziny!

Dokładnie 13 lipca 2016 roku opublikowaliśmy swój pierwszy post (Początek, część 1) i od tamtego czasu piszemy coraz więcej i sprawia nam to ogromną radość! Sto lat dla nas i dla Was!

Nazwę Polindi Diaries wymyślił Abhi i bardzo się cieszę, że nie walczyłam o swoją nazwę, która teraz wydaje mi się głupia ;)

Jesteśmy Polindi, a nasza polsko-indyjska miłość daje nam energię, by odkrywać wspólnie świat.

Życzymy sobie kolejnych lat i przygód na naszym blogu, a Wam, żebyście zawsze nam towarzyszyli!

Wszystkiego inspirującego!


All the best for us!

Today we are celebrating our little success because its Polindi Diaries's first birthday!

Exactly on the 13th of July 2016 we published our first post (Beginning, part 1) and since that time we are writing more and more and we have a lot of fun because of that! Happy birtday for us and to you!

The name Polindi Diaries is Abhi's idea and I'm happy that I didn't argue to push my name, which sounds very stupid for me right now ;)

We are Polindi and our polish-indian love gives us energy to discover the  world together. We wish to ourself many years and adventures on our blog and for you to be with us in our small world!

All inspirations to you and to us!

Pozdrowienia z Moskwy! / Greetngs from Moscow!

Tym razem podróż z Delhi do Warszawy mocno dała nam w kość. A wszystko to za sprawą lotniska Sheremetyevo w Moskwie. Z przykrością stwierdzamy, że pracownicy tego lotniska są niepomocni i nieprzyjaźni, a w dodatku nie potrafią się uśmiechać. Za to stewardessy linii lotniczych Aeroflot (co do jednej!) pracują tam chyba za karę i w ogóle pod groźbą śmierci w męczarniach. Baliśmy się ich zapytać o cokolwiek w obawie, że na resztę podróży zostaniemy zamknięci w ciasnej toalecie.

Mieliśmy kiepskie połączenie do Polski, bo w Moskwie przyszło nam czekać aż 9 godzin (chociaż czas we dwoje mija dużo szybciej). Pierwszym zaskoczeniem było dla nas to, że bez roamingu w telefonie nie mogliśmy się połączyć z wi-fi (taki problem nie istnieje na lotniskach w Warszawie i Delhi). Byliśmy tą sytuacją mocno zestresowani, bo nie mogliśmy skontaktować się z naszymi rodzinami, żeby poinformować ich, że wylądowaliśmy bezpiecznie i w ogóle wszystko jest ok.

Przez kilka godzin siedzieliśmy zmartwieni i zdołowani, bo jak wcześniej wspomnieliśmy - od obsługi tego lotniska ciężko oczekiwać jakiejkolwiek pomocy (poza jedną panią, która próbowała ale się nie udało - niemniej doceniamy trud). W dodatku sprzedawcy w sklepach i stoiskach nie mówili po angielsku (lub udawali, że nie mówią. Ciężko nam uwierzyć, że na międzynarodowe lotnisko zatrudnia się osoby bez znajomości jednego z najbardziej popularnych języków na świecie).

Doszło do tego, że zaczęliśmy pytać innych pasażerów czy mają dostęp do Internetu i wtedy trafiliśmy na dziewczynę, która bez wahania dała nam swoją komórkę, dzięki czemu mogliśmy powysyłać maile do przyjaciół i rodziny.

Po stresujących dziewięciu godzinach na lotnisku, na którym naprawdę ciężko jest o jakiś ludzki, życzliwy odruch, szczęśliwie wylądowaliśmy w Warszawie i mieliśmy nadzieję, że ten zły czas na Sheremetyevie nie będzie dla nas złą wróżbą na nadchodzące trzy tygodnie.

Hej, Moskwo! Co z Wami? Gdzie się podział Wasz uśmiech?

Wierzymy w karmę. Wierzymy, że zarówno dobro jak i zło zawsze powracają dlatego dziewczynę, która pomogła nam na lotnisku na pewno spotka wkrótce coś wspaniałego. Przesyłamy moc pozytywnej energii! I szeroki uśmiech oczywiście.

Jakie są Wasze doświadczenia z lotniskiem Sheremetyevo?




yummy wafles for crazy insane price.../pyszne wafelki za bardzo zawyżoną cenę...

This time travel from Delhi to Warsaw wasn't for us too nice. Everything because of Sheremetyevo International Airport in Moscow. We regret to say that the staff of this airport is unhelpful and unfriendly, and in addition they just can't smile. Plus the crew of Aeroflot airlines (every single freaking one!) work there probably as a punishment for some crime or under the threat of death in torture. We was scared to ask about anything to not be closed in small toilet for the rest of the flight...

We had a very uncomfortable change to Poland, because in Moscow we had to wait for nine hours for the next flight (but we must admit that time together goes faster). First surprise was for us that we couldn't connect wi-fi on our phones without roaming (it's not a problem on airports in Warsaw or Delhi). We were very stressed because of this situation because we couldn't contact our families to let them know that we are alive. 

For couple of hours we were worried and depressed because as we said earlier - it's hard to expect any help from staff on this airport (besides one lady who tried but it didnt work - but we appreciate the effort). In addition sellers in shops don't speak English (or lie about it because it's really hard to believe that international airpor hired people who don't know one of the most popular languages on the planet).

We started asking other passengers if they had access to the internet and then we met girl who without any doubts gave us her cellphone so we could send e-mails to our friends and family.
After stressful nine hours at the airport, where really waited for some human, friendly reflex, we happily landed in Warsaw and just had hope that it wasn't a bad omen for the next three weeks. 

Hello, Moscow! What is wrong with you? Where is your smile?! 

We belive in karma. We believe that everything what is good or bad coming back. That's why we know that the girl who helped us on airport something will happen wonderful soon. We are sending a lot of positive energy! And big smile of course!

What are your experiences with Sheremetyevo Airport?

Nowa Ania z Zielonego Wzgórza (serial Netflixa) / Anne with an E (Netflix tv show)

Dziękuję Netflixie za nową Anię z Zielonego Wzgórza! (Nie sądziłam, że to powiem...)

Ania Shirley zajmuje w moim sercu szczególne miejsce (jak zapewne w przypadku wielu dziewczyn). Za moich czasów ta książka była lekturą szkolną. Na podstawie tej książki dostałam moją pierwszą szóstkę na lekcji języka polskiego za wypracowanie. Do tej pory jestem z niego dumna. Historia tej dziewczynki spodobała mi się tak bardzo, że przeczytałam wszystkie kolejne części.

Film (1985). Obejrzany chyba z tysiąc razy. Ulubiony, wspaniały, wzruszający. Był i tak naprawdę do tej pory jest dla mnie doskonały. Nigdy nie odmawiam kiedy znów puszczają go w telewizji. Za Gilberta chciałam nawet kiedyś wyjść za mąż ;). Kiedy szukałam informacji o nowym serialu, przeczytałam że stara wersja jest cukierkowa i nierzeczywista. Nie zgadzam się, nie uważam żeby tamci aktorzy byli skończonymi pięknościami. Poza tym nie ograbia się człowieka z dziecięcych miłości! Jest to jedna z rzeczy, którą zawsze będę idealizowała. Bo dała mi niezliczone ilości godzin w fantastycznym świecie i pozwoliła rozwinąć skrzydła. Dzięki Ani (książce i filmowi) zaczęłam pisać i przestałam bać się marzyć (a ci co mnie dobrze znają wiedzą, że mam bujną wyobraźnię).

Nadeszła pora na zupełnie nowy serial. "Anne with an E". Nie wiedziałam, że powstaje. Nie wiedziałam, że istnieje. Trafiłam przez przypadek na Instagramie na zdjęcie znajomej. Postanowiłam sprawdzić i natychmiast się oburzyłam. Po co odgrzewać stare kotlety? Dlaczego ludzie nie tworzą nic nowego tylko wciąż kręcą nowe wersje czegoś starego? Byłam bardzo oburzona przez całą godzinę! Pękłam. W końcu to Ania. ;) Opis serialu głosi, że nowa wersja jest bardziej surowa, rzeczywista. Że Ania jest brzydka, a serial pokazuje brud i niedostatki tamtych czasów. Trochę tak, trochę nie.

Ludzie od castingów na pewno wykonali swoją robotę w 100%. Ania jest genialna. Jest tak urokliwa i ma tak niesamowity uśmiech, że przez to staje się najpiękniejszą dziewczynką na świecie. Chuda jak patyk, z piegami (kocham), rudymi włosami, gada jak najęta i ucieka w świat fantazji w każdej możliwej chwili - wypisz wymaluj Ania z książki. Przyznam szczerze, że każda postać z tego serialu z biegiem czasu zdobyła moje serce. Nawet jeśli w pierwszej chwili tęskniłam za aktorami ze starej wersji filmu to po kilku scenach okazywało się, że w tym serialu wszystko gra! Mateusz, Maryla, Małgorzata, Diana, Gilbert. O rany! Cholernie dobrze opowiedziana historia.

Dlaczego właściwie wszystko w tym serialu mi odpowiada? Odpowiedź jest prosta. Książka i stary film to historia dla dziewczynek / nastolatek, które są bardziej naiwne i wciąż wierzą w idealny świat. Czasem się złoszczą i płaczą ale nieustannie marzą o księciu na białym koniu. I chcą żeby wszystko było piękne. Zatem jeśli stary film jest cukierkowy - to wspaniale. Taki właśnie powinien być. Pobudzał rozedrgane dusze młodych dziewcząt. Moją na pewno.

Nowy serial to wersja dla dojrzałych kobiet, które pamiętają te chwile uniesienia sprzed lat, ale nie są już naiwne. Nadal lubią historie miłosne, ale nie wierzą w księcia na białym koniu. I wiedzą, że nie wszystko w życiu jest idealne, nie wszystko jest dobre i nie wszystko idzie tak jakby chciały. Ale nie tracą nadziei i walczą o siebie. Nowa, serialowa Ania jest też trochę feministką. W pierwszym odcinku pyta Marylę dlaczego nie może wykonywać tej samej pracy co chłopcy? Przecież jest silna i pracowita. Niczego jej nie brakuje. No właśnie. Nie dość, że niczego jej nie brakuje to w dodatku ma dużo więcej. Wyobraźnię i inteligencję.

Polecam! Romantykom, pragmatykom, sceptykom i w ogóle wszystkim.

Pierwszy sezon ma 7 odcinków i już widzę, że planowany jest kolejny. Nie mogę się doczekać!


Thank you Netfilx for the new "Anne from the Green Gables"! I didn't think that I will say this...

Anne Shirley has a very special place in my heart (I guess a lot of girls have feel the same way). When I was in primary school this book was one of the compulsory lectures. Based on this book I got my first A grade from polish language lessons for a short tale. I'm proud of it till this day. Story of this redhead girl was so amazing for me that I had read all parts about her adventures.

Movie (1985). I watched it around a thousand times. My favourite, wonderful and touching. Was and actually still is very perfect for me. I never complain when this movie is on the tv. I even wanted to get married to Gilbert when I was younger ;). When I started looking for information about the new Netfilx series I read one opinion that the old version is candy and unreal. I don't agree with it, I don't think so that the actors from the old version are top model kind of beauty. Besides, you can't just depreciate childhood love! ;) Anne from Green Gables is a story I will always idealize. Because it gave me uncountable hours in an amazing world and let me expand my wings. Because of Anne Shirley (book and the movie) I started to write and stopped to be afraid to dream (and this to you who know me well know that I like to swing in the clouds).

Years later it's time for a new series. "Anne with an E". I didn't know about it until I watched a picture on one of my friends  Instagram . I was indignant at first. Why to make the same story again? Why people can't make something new but still trying to make a better version of something old? It's boring! I was very upset for a entire HOUR! I gave up. It's Anne. The series's description is that the new version is more raw, real. That Ania is ugly, and the series shows the dirt and deprivation of that time. Kind of yes, kind of no.

Casting people have 100% certainly done their job well . Anne is brilliant. She is so charming and has such an amazing smile that she becomes the most beautiful girl in the world. Thin like a stick, with freckles (I love them!), red hair, talks all the time and runs into imaginary world all the time - she is exactly like the Anne from a book! And to be honest, every character from this show won my heart. Even if at first I missed the actors from the old version of the film, after a few scenes, it turned out that in this series everything plays! Matthew, Marilla, Rachel, Diana, Gilbert. Oh my! Bloody well-told story.

And actually why I like almost everything in this story? The answer is simple. The book and old movie are stories for girls / teens who are more naive and still believe in the perfect world. Sometimes they get angry and weep but they always dream of a prince on a white horse. And they want everything to be just beautiful. So if the old movie is candy - great! This is a point! That how it should be! Stimulate souls of the young girls. Mine for sure.

The new series is a version for mature women who remember these moments of elation from years ago but they are no longer naive. They still like love stories but don't belive in prince on a white horse any more. And they know that not everything in life is perfect, not everything is good and like they want. But they never lose hope and fight for themself.

New Anne from Netflix series is also a little feminist. In the first episode Anne asks Marilla that why can't she do the same job as boys? After all, she is strong and hardworking. She is not worst. Exactly ! Not enough that she is not worst than boys and she has a lot more to offer. Imagination and intelligence.

I would recommend! For romantics, pragmatists, skeptics and everybody else.

The first season has 7 episodes and I already watched that and another season is planned. Yaaayy! I can't wait!

Witajcie z powrotem! / Welcome back!

Spędziliśmy trzy wspaniałe tygodnie w Polsce. Naszą podróż mogliście śledzić na Instagramie i Facebooku. Odwiedziliśmy nie tylko moje rodzinne miasto ale również Warszawę, Gdańsk, Sopot, Gdynię, Kazimierz Dolny (mój ukochany!) i Janów Podlaski. Gdańsk został zdecydowanym faworytem Abhiego.

Nie myślcie jednak, że nie tęskniliśmy za naszym blogiem! Dlatego właśnie wracamy z nową porcją postów, przemyśleń, historii, recenzji, wspomnień a przede wszystkim pozytywną energią! W Polsce wiele się wydarzyło ale przede wszystkim zaszło kilka zmian. Byliśmy zmuszeni do podjęcia bardzo ciężkiej dla nas decyzji.

Na kilka kolejnych miesięcy powróciliśmy do życia na odległość. Niektórzy z Was na pewno pamiętają nasze posty z czasów Życia na Skype. Abhi wrócił do Indii 4 lipca, a ja zostałam w Polsce. Bardzo długo się nad tym zastanawialiśmy i przeprowadziliśmy wiele rozmów i dyskusji. Na chwilę obecną takie rozwiązanie jest dla nas po prostu najbardziej rozsądne i daje nam szansę na lepsze życie.

Trzymajcie kciuki za nas i za to aby nasze plany powiodły się tak jak sobie zamarzyliśmy. Tymczasem my wracamy do życia (jako tako, bo bez siebie bardzo nam ciężko - podziwiamy pary, które żyją w ten sposób przez lata!) i od dzisiaj posty znów będą pojawiać się regularnie.

Dużo postów, dużo słów, tak jak lubimy :)

 Sopot
 Gdańsk
 Janów Podlaski
Biała Podlaska

We spent three fantastic weeks in Poland. You can follow our travel on Instagram and Facebook. We visited not only my home town but also Warsaw, Gdańsk, Sopot, Gdynia, Kazimierz Dolny (always my number one) and Janow Podlaski. Gdańsk is definitely Abhi's favourite!

But don't think that we didn't miss our blog! That's why we are coming back with new portion of posts, thoughts, stories, reviews, memories and mostly - positive energy! In Poland some things are changed in our life. We had to make a very hard decision for us.

For the next couple of months we are back living in a long distance relationship. Some of you for sure remember our posts from the times when we had our Skype Life. Abhi came back to India on the 4th of July and I stayed in Poland. We thought about this for very long, and talk about it a lot. For this time this solution is just the most smart for us and gives us the chance for a better life.

Keep fingers crossed for us and our plans to make them as we dream about it. Therefore we are coming back to the "normal" life (living apart is very dificult for us and we admit couples who are in long distance relationships for years!) and from today we can promise you that we will again publish new posts very regularly.

 A lot of posts and words. As we like :)