Skip to main content

Jak zorganizować ślub w 7 dni.../ How to plan wedding in 7 days...

W pewną grudniową sobotę wybraliśmy się do świątyni, żeby porozmawiać z duchownym o naszym ślubie. Byliśmy bardzo podekscytowani i nie mogliśmy się doczekać. Nie spodziewaliśmy się jednak, że wszystko potoczy się tak szybko! Duchowny, który nas przywitał jest drobnym, szczupłym mężczyzną o miłym uśmiechu i ciepłym spojrzeniu. Przywitał nas przyjaźnie i po chwili wyznaczył nam termin na kolejną sobotę, czyli dokładnie siedem dni później!!! Kolejny dobry dla nas termin (w Indiach wierzy się w układ planet i gwiazd, które sprzyjają dobremu życiu) wypadał na marzec. Uznaliśmy zatem, że jest to znak od Boga i trzeba brać się do roboty!

Wszystkie potrzebne dokumenty mieliśmy gotowe już dawno. Nigdy też nie planowaliśmy tradycyjnego, tłustego wesela na milion osób. To zmniejszyło nasze problemy o połowę. Jednak gdyby nie rodzice Abhiego, a zwłaszcza Mama, która natychmiast zajęła się wszystkim, pewnie bylibyśmy ugotowani. Ta kobieta jest niezniszczalna. Włączyła jej się opcja "robot" i nie spoczęła dopóki wszystko nie zostało dopięte na ostatni guzik. Zatem naszym (moim i Abhiego) największym zmartwieniem były nasze ślubne stroje. Moją suknię (a właściwie spódnicę zwaną lehenga i bluzkę zwaną choli) kupiliśmy w niedzielę. Po przymiarce zupełnie czerwonej i niemal kupieniu ślicznej różowej okazało się, że pisana jest mi złota. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia. Abhi zdecydował się na dhoti kurta ale kupiliśmy ją dopiero trzeciego dnia poszukiwań. Warto było czekać, bo w złotej kurcie był przystojniejszy niż wszyscy aktorzy Bollywood razem wzięci <3

W ciągu tych siedmiu dni żyliśmy trochę jak we śnie. Nie bardzo wiedząc co się dokładnie z nami dzieje. Teściowa załatwiła catering i wszystkie niezbędne do ślubu rzeczy. Nagle zaczęli odwiedzać nas członkowie rodziny, większość z nich nie mówi po angielsku więc moim zadaniem było się z nimi witać i ładnie uśmiechać. W uśmiechaniu jestem dobra. I na stałe zostałam ochrzczona "Tina", bo łatwiej jest to imię wymówić.

I chociaż przez ten tydzień mieliśmy wiele stresu i nerwów, znaleźliśmy czas na ślubne mehendi dla mnie, a także chwilę by wyrwać się na targ i zjeść najlepsze aloo tikki jakiego do tej pory próbowaliśmy. I wszystko udało się załatwić na czas. Moja mangalsutra (zamówiona przez Abhiego dużo wcześniej), którą uwielbiam, bransoletki na ręce, ślubna biżuteria, bransoletki na nogi, organiczny sindoor na co nalegałam, słodycze dla gości, dodatkowe krzesła i miejsce dla kuzynki i cioci, które zostały z nami na kilka nocy by we wszystkim pomóc, i które były nieocenione. Okazuje się, że jeśli czegoś bardzo chcemy i mamy wokół siebie wspaniałych ludzi, to wszystko jest możliwe. A ponieważ moja rodzina niestety nie mogła ze mną być w tym wspaniałym i pięknym dniu planujemy powtórkę z rozrywki w świątyni w Warszawie. Ale będzie się działo! Nie możemy się doczekać :)

Ile czasu Wy mieliście na przygotowanie Waszego ślubu? 

(Irrakuri)




Other Saturday we went to the temple to talk with priest about our wedding. We were very excited and couldn't wait for that. But we didn't expect  everything will be so fast! Priest who welcome us is a thin man with nice smile and warm eyes. He welcome us very friendly and give us date of next Saturdays, exactly seven days later!!! Next good date for us (in India people belive in stars and planet condition, which makes married life better and happier) was in march. So we decided that it's sign from God and we should start working on it!

We prepared all the documents earlier to avoid any last moment issues. We also had never planned a traditional big, fast indian wedding for a billion guests. Its made our problems less. But if it was not for Abhi's parents, especially Mother who immidiately started preparing everything, we probably was cooked. This woman is made from iron. She turns on her robot mode and didn't rest until everything was done perfectly. So our (my and Abhi) biggest dilemma was to buy our wedding outfits. My dress (lehenga and choli) we bought on Sunday! After trying all that is red and almost bought a pretty pink lehenga we decided to get gold. I fell in love with this dress from the very first look. Abhi decided to wear dhoti kurta but we bought is after three days of hunting. But was worth the wait because in gold kurta he was more handsome than every Bollywood actors together <3

In  these seven days we lived a little like in a dream.  We had no clue what is happening around us. Mother-in-law organised catering and everythng we needed for wedding. Suddenly family members start visiting us, a lot of them don't speak english so my role was to welcome them and smile nicely. I'm good in smiling and I was called "Tina", because my name was too hard for people.

And even if  we had to deal with a  lot of stress and nervous situations, we found time for bridal mehendi for me, and visited the market to eat the best aloo tikki we ever tried. And everythng was executed on time. My mangalsutra (ordered long time ago and I love it!), bangels, bridal jewelery, bracelets on feet, organic sindoor, sweets for guest, more space at home for family and cousin sister and aunt who stayed with us for couple of days to help us and they were great! So it's true if you want something very badly and you have great people around you, everything can happen! And because my family couldn't be with me on this beautiful day we decided to repeat all of this in Warsaw when we will visit Poland. It will be epic! We can't wait!


How much time did it take for you guys to prepare for your wedding?

Comments

  1. Trochę zabawy jest ze ślubami, w Polsce jest kocioł a co dopiero w Indiach. W 2005 roku byłem u kolegi w Kerali na weselichu, gości około 1000!, jadło się w namiotach przy długaśnych stołach, ale organizacja była ok. Sama ceremonia w czymś w rodzaju teatru, niezapomniane przeżycie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. 1000 osób? Rany! Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić tylu osób na weselu :D

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Polska vs. Indie / Poland vs. India

Tak, Indie to niesamowity kraj. Jest jak inna planeta, nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca. Czasami czuję się tutaj jak kosmita, tak bardzo wszystko w tym kraju jest inne od tego co znam, od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. A jednak czuję się w Indiach swobodnie, dobrze, jak w domu. Możliwe, że jednym z powodów jest fakt, że mieszkamy w stolicy państwa. Myślę, że każda stolica w każdym kraju jest trochę jak samotna wyspa, ludzie są tacy sami, mówią tym samym językiem, a jednak zasady panują tu trochę inne. Ludzie są jakby bardziej swobodni i nowocześni. Stolice krajów, które znam zawsze są trochę jak oddzielne państwa.

Podobnie jak ludzie z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy na studia czy do pracy tak samo mieszkańcy małych miast Indii wyruszają do Delhi po lepszą przyszłość (ale ponieważ kraj jest gigantyczny, ludzie południa wyruszają do Mumbaju). Podobnie jak w Warszawie, ludzie w Delhi czują się na początku zagubieni i przytłoczeni ogromem miasta, tłok…

Moja indyjska teściowa / My indian mother-in-law

Moja nowa rodzina składa się (poza Mężem) z Mamy, Taty, Brata i psa. Mieszkanie z nimi jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Codziennie uczymy się siebie nawzajem i póki co całkiem nieźle nam idzie. Oczywiście najwięcej czasu spędzam z Mamą Abhiego i porównuję wszystkie stereotypy na temat hinduskiej teściowej znalezione w Internecie do tego co mam w rzeczywistości. Stereotypy o hinduskiej teściowej nie różnią się właściwie niczym od tych o polskiej teściowej. Obie przedstawiane są jak co najmniej nieludzkie potwory. Obie to niemal najgorszy rodzaj człowieka. Wystarczy poczytać kawały. Albo inne blogi.

Moja Teściowa dużo się śmieje. Robi najlepszą masala chai na świecie (nasz codzienny rytuał to kubek herbaty o 19:00 i "niestety" jakieś ciastko też ;) ). Gotuje tak, że już nigdy nie będę szczupła (i w przeciwieństwie od tego co zdarzało mi się czytać, nie ukrywa skrzętnie swoich przepisów - od pierwszego dnia pokazuje jak przygotowywać potrawy i odpowiada na każde mo…