Tęsknota / Longing

Poranny telefon to nasz rytuał. Nawet jeśli jest to pięć minut nie możemy funkcjonować bez "dzień dobry" zaraz po przebudzeniu. Różnica czasowa ( + 3,5h lub +4,5h w Indiach w zależności od pory roku), okazała się nie być żadnym problemem. Chociaż to Abhi musi się poświęcać i często chodzi spać bardzo późno. Mierzymy się z tym, bo wiemy, że jest to tylko tymczasowa sytuacja i już niedługo będziemy budzić się i zasypiać o tej samej porze. No, prawie. Ja zawsze zasypiam pierwsza. A właściwie padam nieprzytomna tam gdzie siedzę ;)

Dzisiaj rano, kiedy Abhi zadzwonił żeby życzyć mi miłego dnia, w tle usłyszałam okrzyk mężczyzny. Bardzo charakterystyczny należący prawdopodobnie do ulicznego sprzedawcy owoców lub warzyw, zachęcający ludzi do robienia zakupów. Co ciekawe, nieważne w której części Delhi jesteśmy mam wrażenie, że głos każdego ulicznego sprzedawcy brzmi dokładnie tak samo. Kiedy usłyszałam ten okrzyk ogarnęła mnie tak duża tęsknota, że nie mogłam się z niej otrząsnąć przez kilka godzin. Okazało się, że tęsknię nie tylko za moim Narzeczonym, ale również za Indiami.

Cały dzień czułam na twarzy ciepło indyjskiego słońca, zapach jedzenia ze straganów. Słyszałam krzyki ludzi i uliczny hałas. Coś co nigdy nie umiera, dźwięk klaksonów i rowerowych dzwonków. Dźwięk New Delhi. Zawsze powtarzam, że tam na ulicach, nawet jeśli jesteś jedynym samochodem na drodze to i tak trąbisz. Jakby to była jakaś reguła, jakby Hindusi urodzili się z dodatkowym genem trąbienia we krwi.

Tęsknię nie tylko za naszymi wspólnymi, leniwymi porankami ale za tym momentem w ciągu dnia, kiedy po raz pierwszy wychodzimy z klimatyzowanego pomieszczenia na dwór i uderzenie gorąca oplata całe ciało. Lubię kiedy jedziemy razem rikszą, z której zawsze zsuwa mi się tyłek, lub motorikszą, która mknie przed siebie jak szalona. Lubię, kiedy przepychamy się wśród szalonego tłumu, do wagonu metra z groźną miną i morderczym wzrokiem. Bo każdy chce usiąść, a my po prostu chcemy wejść do środka. Tęsknię za naszymi wieczornymi spacerami poprzez market do ulubionego stoiska z kulfi i mlekiem szafranowym. Tęsknię za targowaniem się, w którym jeszcze jestem kiepska, ale kiedyś się nauczę. Tęsknię nawet za tym, że na stacjach metra trzeba oddać torebkę do skanowania i trzeba przejść przez bramkę. Czuję się potem jakby trochę bezpieczniej. Jest tak wiele rzeczy i miejsc w New Delhi za którymi tak bardzo tęsknię.

Powiedziałam o tym Abhiemu, a on się ucieszył i powiedział, że to znak. Teraz jestem nie tylko częścią niego, ale również częścią jego kraju. I ja zaczynam tak się czuć. Podzielona na pół. Niby polska, a już trochę indyjska. Jakbym znalazła drugi, prawdziwy dom. I jest mi z tym tak bardzo dobrze. Czas pokaże co dadzą mi Indie już za kilka dni. Tymczasem jestem tu, w Polsce, i tęsknię.

(Irrakuri)



 Sprzedawca papai / Papaya vendor
 Stacja metra / Matero station
 Rickshaw
Autorickshaw


Morning phone call is our ritual. Even if its only 5 minutes we can't start our day without greeting each other "Good Morning" after we get up. Time difference (+3,5 or 4,5 hour depends on the season) turned out not to be a problem. But Abhi very often must sacrifice and he goes to sleep veeeeery late. But we manage it because we know, its only a temporary situation and very soon we will wake up and sleep at the same time. Almost, because I always fall asleep first. Or, actually I just fall unconscious there where I am sitting ;)

Today, in the morning when Abhi called me to wish me good day I heard some man yelling in the background. It was a very characteristic voice of a street vendor of fruits or veggies telling people to buy his products. Its interesting that never mind in whichever part of Delhi we are I have a feeling that this yell always sounds the same. So when I heard that yell I started feeling so nostalgic that i couldn't stop thinking about it for many hours. So, it turned out, that I miss not only my Fiance but India as well.

For all day I felt the warmth of the Indian sun on my face, smell of the street food. I heard yells of people and street noise. Something which never dies is the sound of horns.The Sound of New Delhi. I am always saying that if you are in India and driving around you just honk. Just like that, like its some rule, like Hindu people are born with the honking gene.

I miss not only our , lazy mornings but also this moment in every day when we are going out from room with air conditioning to the street and I feel this first hit of high temperature on my face. I like when we are travelling in a rickshaw together, where I am always scared that I will fall , or when we travel somewhere by more comfortable and faster auto rickshaw. I like it when we are shoved menacingly and murdered in our eyes at the metro station. Because people are crazy , and they are desperate to sit in the train, whereas we just want get in. I miss our evening walks through the market to eat kulfi and drink saffron milk. I miss bargaining in the market, even if I am not to good at it. Some day I will learn. I miss even entering and exiting the metro station. I feel more safe after that. There are so many things and places in New Delhi that I miss so much.


I told Abhi about all this and he was happy and told me its a sign. Now I am not only a part of him but also a part of his country. And i really start to feel this. Split in half. Apparently Polish but a little Indian too. Its like I found a second, real home. And I feel so comfortable and good with this. Time will tell what India will offer me in a few days. But for now I am here, In Poland, and miss everything.

No comments:

Post a Comment