Skip to main content

ROZDZIAŁ 1, DZIEŃ 1. / CHAPTER 1, DAY 1.

Moje nowe życie zaczęło się jak zwykle. Z poślizgiem. Chyba pora przywyknąć, że każda moja podróż do Delhi to mały wybuch wulkanu. Całe szczęście był to ostatni raz kiedy podróżowałam sama. Po nieprzespanej nocy, cały poranek spędziłam z zamkniętymi oczami. Szybki prysznic, pakowanie ostatnich drobiazgów. Zapomniałam o woku, Mama mnie zabije. Wstałam dużo wcześniej, żeby z niczym się nie śpieszyć, jakbym przewidziała co czeka mnie później.

Warszawa w ten niedzielny poranek była cicha i mroźna. Tak ją zapamiętam. Bez tłumu, bez zgiełku, bez niepotrzebnego zamieszania. Krótkie pożegnanie z Siostrą i zniknęłam w rozległej paszczy lotniska. Usiadłam na podłodze i uświadomiłam sobie, że właśnie tego dokonaliśmy. Przetrwaliśmy długie miesiące i spełniliśmy swoje marzenie. Możemy być razem, możemy wziąć ślub i planować wspólną przyszłość.

Do czasu kiedy okazało się, że mój samolot jest opóźniony przez koszmarną pogodę w Moskwie. Nic dziwnego, powiecie. Takie rzeczy się zdarzają. Jasne. Pomijając fakt, że niecałe półtorej godziny na pokonanie dwóch ogromnych terminali to dobry czas. Kiedy czasu ubywa sytuacja zaczyna być nerwowa. Panowie z obsługi poinformowali mnie, że nie mam się czym martwić. W razie czego jest drugi lot o 19:40, na który zostanę przebukowana jeśli na pierwszy nie zdążę. Ale ja nie chciałam lecieć o 19:40. Ja chciałam już i teraz. Poza tym co można robić na lotnisku w Moskwie przez 4 godziny w stresie i złości, że to nie tak miało być?

W końcu ruszyliśmy. Zamiast o 10, czterdzieści minut później. Planowany przylot : 15:00. Samolot do Delhi startował o 15:20. Podobno miał być opóźniony, ale cholera wie co się w tej Rosji dzieje. W samolocie od ściśniętego żołądka przeszłam w stan letargu i rezygnacji. Zaczęłam planować co będę robiła na lotnisku. Miałam w kieszeni trochę rosyjskich rubli, więc musiałam mądrze rozplanować wydatki (na wódkę i słodycze oczywiście). ALE! Wylądowaliśmy o 14:30 co na nowo wzbudziło moje nadzieje. Lotnisko było zasypane śniegiem, ale wszystkie loty ruszały o czasie!!! Jednak co znaczy dystans i czas dla zakochanej kobiety? Zarzuciłam na plecy 10-kilogramowy plecak (tak, na maxa wykorzystałam lotniskowe limity) i 5-kilogramową torebkę i rzuciłam się w pogoń. Nie tylko z czasem, ale ze swoimi słabościami. Z minuty na minutę traciłam siły, ledwie podnosiłam nogi, schody były prawdziwą torturą. Motywował mnie mężczyzna czekający na mnie w Indiach i para z walizkami biegnąca za mną. Przecież nie mogłam zostać w tyle? Nigdy nie byłam tak spocona, moja twarz nigdy nie była tak czerwona, a mięśnie nóg i pleców tak napięte. Pomyślałam sobie, że jeśli maraton Iron Man jest jeszcze cięższy to zawodnicy tego wydarzenia są szaleńcami. Lub zwyczajnie moja kondycja jest do dupy.

Dystans, który przespacerowałabym w 30 minut, pokonałam w 15. Prawie wyplułam płuca ale zdążyłam na samolot, który nie był opóźniony ani o minutę. Usiadłam w swoim fotelu i współczułam mojemu współpasażerowi, że będzie musiał mnie wąchać tyle godzin. Na szczęście bardzo twardo zasnął (znieczulenie?), a ja po raz pierwszy od dawna miałam przyjemność z czytania książki ("Filary ziemi" Ken Follet). Trochę sobie popłakałam ze zmęczenia i ze szczęścia, trochę pospałam śniąc o tym co nas czeka.

I tak dotarłam o czasie do Delhi. A tam, kiedy w końcu dorwałam moje bagaże, czekał na mnie ON. Przytulił mnie mocno, tak jak chciałam. Jego twarz cała rozpromieniła się w uśmiechu. Jak mawia moja Mama : gdyby nie uszy, śmiałby się dookoła głowy. I z serca spadł mi wielki kamień. Zaczęła się nowa rzeczywistość i poszukiwania bankomatu z gotówką. Dla tych co nie wiedzą, co dzieje się w Indiach : http://indianexpress.com/article/india/india-news-india/rs-500-and-rs-1000-declared-illegal-full-statement-of-the-governments-decision-4364850/

Ale to nieważne, nie teraz. Tylko te oczy, te dłonie, ten śmiech mają teraz znaczenie. Tak właśnie skończył się pierwszy dzień naszego prawdziwego życia. Teraz możemy zacząć być. Tu i teraz.

(Irrakuri)




My new life starts like usual. With sleeping. I guess, its time to get used to this, that my every travel to India must be like a small volcanic eruption. But luckily, it was last time when I'm travelled alone. After sleepless nights, all morning I spent with closed eyes. Quick shower, packing last things. I forgot about work, my Mom would kill me. I woke up very early to not hurry up. Like I felt that I need rest before this crazy day.

Warsaw this sunday morning was quiet and frozen. And that I will remember it. Without crowd, noise, unnecesary fuss. Short goodbye with Sister and I disappeared in big  jaws of the airport . I sat on the floor and realized that we did it. We survived long months and let our dreams come true. We finally can be together. We can get married and start planning our future together.

By that time when I noticed that my flight is late because of the awful weather in Moscow. Nothing weird, you can say. Things like that happens. Of course! Skipping that fact, lest that hour and a half to overcome the distance of two huge terminals is quite enough. But when you have less then that, situation can be pretty nervous. Airport staff told me not to be worried because I have next flight at 19:40 and in case I will be late, I can go this airplane. But I never wanted to travel at 19:40. I wanted to board here and now! Otherwise what will I do at the airport in Moscow for 4 hours? In stress and anger, with a thought that its supossed be like that!

Finally, we moved. Not at 10 am, but 40 minutes later. Planned arrival : 15:00. Flight to Delhi should move at 15:20. It's Possible that this flight can be late too, but who knows what is going on in Russia? In the airplane I went from compressed stomach to lethargy and resignation. Then I started to plan what I will do with free time. I had in my pocket some russian rubles, so I should plan how smartly to spend them (on vodka and sweets of course!). BUT! We landed at 14:30 so my hope was reborn. Airport was all in snow but of course all airplanes started on time. But what is distance and time for love and a desperate woman? I hung my 10 kg backpack on my back plus 5 kg bag and started to run. It was my pursuit not only with time but also with my weakness. I lose strength from minute to minute, I bearly could lift my feet, stairs was like a huge torture. My motivation was my Man waiting for me in India, and couple withsuitcases running behind me. I couldn't be worst than them right? I never was that sweaty, my face never was that red, and legs muscles that tense. I thought that as if  I was in the Iron Man competition, then competitors must be crazy! Or my condition sucks.

Distance, normally I can walk peacefully in 30 minutes, I ran in 15. I almost spat my lungs out but I could reach the airplane, which wasn't late even for one minute. I sat on my chair and felt very sorry for my fellow passengers,because he will have to smell me all the way ;) Fortunately he felt asleep (anesthesia?), and I for the first time after long weeks had a pleasure from reading a book ("The pillars of the earth" Ken Follet). I cried a little because of tiredness, and slept a little dreamed about how close is our future.

And that I reached to Delhi. And there, when I finally had my baggage, waited HIM. He huged me that tight I needed. Smile put sunshines on his face. My Mom always tells me : If not a ears he would have smile around his face. Then i dropped a huge stone from my heart. New reality is to start searching for ATM with cash. Info for people who don't know what's going on in India : http://indianexpress.com/article/india/india-news-india/rs-500-and-rs-1000-declared-illegal-full-statement-of-the-governments-decision-4364850/


But its not important. Not now. Important is only those eyes, hands, smile. Only this is what matters . So thats how it looked and finished our first day of our real life. Now we can live. Here and now.

Comments

  1. read your narratives.
    felt warm and happy
    even though have never met
    nor known

    ReplyDelete
    Replies
    1. It's so nice to read that!
      Thank you :)
      A&J

      Delete
  2. Przypomniał mi się mój transfer z lotniska krajowego na międzynarodowe w Delhi.. dokonałem niemożliwego kosztem prawie uduszenia się, kilkakrotnym prawie upadku i przepoconych ciuchów do cna :D powodzenia w realizacji planów i szczęścia dla Was od "Indomaniaka" :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polecam zabrać wrotki następnym razem, ja myślę o tym całkiem poważnie :D Dziękujemy Indomaniaku i wszystkiego dobrego również dla Ciebie :)))

      Delete
  3. Wishing all the luck you can have in this world! I'm so happy for you! Still I'm waiting for my turn to have the last travel alone, and read this renews my hope ❤️

    ReplyDelete
    Replies
    1. Hello Juliana! Thank you so much! We are keeping fingers cross for you now! Traveling alone so far away is awful right? All the best for you <3

      Delete

Post a Comment

Popular posts from this blog

Związek na odległość: Natalia i Abhishek / LDR : Natalia & Abhishek

Niedawno pisaliśmy Wam o tym jak bardzo podziwiamy pary, które miesiącami czy nawet latami żyją w związkach na odległość. To bardzo trudne i wymaga wiele cierpliwości, zaufania i miłości. Jednak takie związki się udają, a często są o wiele silniejsze niż te "zwyczajne". Wyobraźcie sobie jak wspaniały jest moment pierwszego spotkania w cztery oczy, ile emocji, ile radości!

Dzisiaj przedstawiamy Wam Natalię, która opowie Wam o swoim związku na odległość z Abhim. Już niedługo, nareszcie, spotkają się na żywo! Czy miłość nie jest piękna i warta pracy i poświęceń?

Jeśli i Wy chcecie podzielić się na naszym blogu swoją miłością na odległość, wyślijcie nam maila : polindidiaries@gmail.com

*
Lately we wrote how much we admire couples who live in long distance relationships for months or even years! It's very hard and it requires a lot of patience, trust and love. But these relations work and very often are stronger than the "usual". Imagine how wonderful is the moment o…

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Just be happy / Po prostu bądźcie szczęśliwi

We hope that you are leaving behind a year full of exciting emotions and good days. In 2018 we wish you love. Because love is a thing which makes people more happy and keeps them smiling. Just be happy guys.

Merry Christmas and a happy New Year!

J&A

***
Love II

Love is a cup of coffee with cinnamon. Sweet and black like November nights.
Love is the smell of chocolate cake. Fresh and warm meltng in my mouth.
Love is the green of coriander, queen of the herbs.
Love is the Sun and blue sky, touching and shining on my cheeks.
Love is the summer so hot that only dreams about bath tub full of ice cubes can reduce this pain.
Love is a loud laugh flying around the room.
Love is the masala chai served at five, punctual like a clock.
Love is a blanket and book in moody autumn evenings when night don't want to go away.
Love is love. It's you and me. In health and sickness. Sadness and happiness. When you are close to me of far far away.
Love is the math and chemistry and music and vo…