Poniedziałkowy targ / Monday market

Witamy w raju. Miejscu rozkoszy każdego łakomczucha, admiratora dobrych smaków, kucharzy i gospodyń domowych. Miejscu kolorów, zapachów, hałasu i prawdziwej ekscytacji. W poniedziałki targ oficjalnie jest zamknięty, co w Indiach oznacza, że jest otwarty ;) To właśnie w poniedziałki na głównej ulicy w naszej okolicy rozstawiają się stragany z taką ilością owoców i warzyw, że trudno ogarnąć wszystko wzrokiem. W mój pierwszy poniedziałek na targu byłam tak zajęta rozglądaniem się dookoła, że nawet nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Ostatnio udało mi się zrobić kilka ale byłam zbyt zajęta próbowaniem owoców, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Custard apple jest moim absolutnym faworytem. Targ rozstawia się po południu ale najbardziej opłaca się pójść na zakupy o godzinie 22, bo wtedy produkty są tańsze, a wybór wciąż ogromny. Kupicie tu również ubrania i buty, ale są słabej jakości i szkoda zawracać sobie nimi głowę. Sprzedawcy przekrzykują się nawzajem, nawołując do kupienia ich produktów. Jest to jeden, nieprzerwany natłok słów, krzyku i ulicznej wrzawy.

Zaczynamy od wszelkiej maści ziaren, ryżów i fasoli. O kolorach i kształtach o jakich możecie sobie tylko zamarzyć. Pół kilograma fasolki mung, kilogram cieciorki, dwa kilogramy ryżu basmati. Kiedy torba jest pełna i ciężka - szukamy ziół. Fenungreek, kolendra, szczypiorek, szpinak i wiele więcej. Nigdy nie lubiłam świeżej kolendry, jej zapach przyprawiał mnie o mdłości. Doceniłam ją dopiero tutaj, w Indiach. Zwłaszcza, że kolendrę dodaje się do wielu dań. Pachnie oszałamiająco. Jak najlepsze perfumy. To jest trochę jak z daniami, których nie znosimy w dzieciństwie, a zaczynają nam smakować kiedy dorastamy. (Buraki!!) Kolendra z dnia na dzień została moją przyjaciółką. Zawsze proszę o więcej.

Nareszcie nadchodzi pora by znaleźć warzywa i owoce na nadchodzący tydzień. Indie to kraj ziemniaka i cebuli (w sumie jak Polska, prawda?) je się ich dużo każdego dnia. Kupujemy też marchewki, kalafiory, białe rzodkiewki, bakłażany, bitter gourd (nawet po przygotowaniu jest gorzki, ale intensywny i w sumie przyjemny w smaku - jedna z ciekawszych rzeczy, które ostatnio próbowałam), pomidory (również bardzo popularne), papryki, jabłka, pomarańcze, banany, papaje, guawy i wiele wiele wiele więcej. Można brać wszystko jak popadnie lub użyć wyobraźni. W każdym bądź razie po wizycie na targu żaden posiłek nie może być nudny. Nie z taką ilością wspaniałych produktów.

A kiedy już, zupełnie zmęczeni i obciążeni kilogramami pysznych roślin wracamy do domu (kilka metrów od nas dzieje się to wszystko!!!) zatrzymujemy się przy straganie z moim ukochanym jalebi. Pierwszy, gorący jeszcze, kawałek natychmiast wpycham do ust. Kolejny zjadamy spacerując, a następny w domu. I czuję się jak w niebie. Tyle radości w jeden poniedziałkowy wieczór. Witamy w raju. Zapraszamy na targ.

A Wy macie swoje ulubione miejsca, w których zaopatrujecie się w zieleninę?

(Irrakuri)


 custard apple
 guawa

 bitter gourd and some roots


jalebi <3

Welcome to paradise. Place of pleasure for every greedy eater, food lover, cook and houswife. Place of colours, smell, noise and real excitement. On Monday the local  market is officialy close, but in India it means the opposite,that its open. On Monday on the main street in our neigbourhood stalls are set up with a lot of veggies and fruits that its difficult to embrace it by vision. On my first visit to Monday market I was so busy looking around that I didn't click any picture. Last Monday I took some but again, I was too busy tasting fruits I never saw in my life. Custard apple is my favourite now! Market starts in the afternoon but its better to go there at 10pm because products are cheaper but the same good quality. You can also buy shoes and clothes but quality is not good so its not worth bothering your head. Sellers scream loudly calling to buy there stuff. Its one big accumulation of words, scream and street noise.

We started with seeds, rices and beans. With all colours and shapes you can dream of. Half kg of moong beans, one kg chickpea, two kg basmati rice. When bag is full and heavy we started looking for herbs. Fenungreek, coriander, dill, spinach and much more. I never liked fresh coriander, this smell made me feel sick. I appreciate this herb here, in India because people mix it in a lot of dishes. And now its smells amazing for me. Like the best perfume. Its a little like with dishes we hate in childhood but start to admire it when we grow up. Coriander suddenly become my best friend. I always want more.

Now its time for veggies and fruits for next week. India is a country of potato and onion (like Poland, right?) people consume it a lot every day. We also picked carrots, cauliflower, radish, eggplant, bitter gourd (even after its cooked its still bitter but its one of the most interesting things i tried in last weeks), tomatoes (also very popular here), bell peppers, capsicum, apples, oranges, bananas, papayas, guavas and many many more. You can get everything just like that or use you imagination. Anyways any dish you prepare will not be boring. Not with that many products you can get.

And finally, when we are tired with heavy bags of kilos of beautiful fresh plants we are going back home (only several meters from our house!!!)with ! but first a quick stop at the jalebi stall. My favourite sweet on the planet. First, still hot, piece I quickly gobble in my mouth. Second we ate while we were walking,and  rest at home. And I feel like I am in heaven.Such a joyous Monday evening, Welcome to paradise. Welcome to the Monday market.


And what about you Guys? Do you have your faourite place where you buy greens?

No comments:

Post a Comment