Ostatnie dni / Last days

To moje ostatnie dni w Polsce. Ostatnie dni rozłąki i tęsknoty. Nie mogę uwierzyć, że czas obchodzi się z nami tak łagodnie i płynie szybciej niż się tego spodziewałam. Pamiętam dzień wylotu z Indii, płakałam wtedy tak jakby jutra miało nie być. Płakałam, tak że brakowało mi tchu. Kiedy Abhi pocałował mnie i przytulił po raz ostatni byłam przekonana, że nie przetrwam tych pięciu miesięcy (wtedy mieliśmy trochę inne plany).  Przez chwilę nawet nie chciało mi się wstawać z łóżka, moje życie straciło sens, bo mój Ukochany mieszka 6000 kilometrów ode mnie.

I właśnie wtedy zdecydowaliśmy, że nie chcemy tyle czekać. My wiemy, że jesteśmy dla siebie stworzeni i chcemy być małżeństwem, bo właśnie to jest nam pisane. Jakby było nam przeznaczone się spotkać i stworzyć wspólnie rodzinę. Dlatego z pięciu miesięcy rozłąki zrobiły się trzy. I chociaż wciąż nie brzmiało to dobrze, bo 90 dni wydawało się wiecznością to postanowiliśmy to przetrwać.

I nagle z trzech miesięcy zrobiły się trzy dni. Odliczamy je z niecierpliwością dziecka czekającego na Świętego Mikołaja. Abhi przygotowuje nasze miejsce do życia, ja zamykam sprawy. Zwolniłam się z pracy, powiadomiłam właścicielkę mieszkania o wyprowadzce, porozmawiałam z Mamą i Siostrą. I poczułam ulgę. Poczułam się wolna. Po ośmiu latach pracy, która wykańcza mnie rutyną, po 9 latach w Warszawie, która nigdy nie była mi przyjazna, czuję jakbym nareszcie wracała do domu.

I nagle wszystko okazało się piękniejsze. Wracam do domu przez Park Skaryszewski i wszystko mi się podoba. Widok z oddali na Pałac Kultury i Nauki, jezioro, drzewa i kolory liści. Żegnam się więc z szarymi chodnikami, obdrapanymi murami, poszarzałą trawą i czuję akceptację w każdym podmuchu wiatru. Choć tak naprawdę nie potrzebuję jej, bo mam akceptację w sobie. Idę więc do domu, który już niedługo będzie domem kogoś innego i robię zdjęcia. By pokazać je Abhiemu, ale też żeby zatrzymać wspomnienia. Żeby mieć dla siebie kawałek tego, co było w jakiś sposób moje przez tyle lat. Żegnam się, bo wiem, że nie na zawsze. Żegnam się, bo wiem, że za kilka dni utonę w ramionach ukochanego mężczyzny, który jest mi przeznaczony. Człowieka, z którym chcę spędzić więcej niż jedno życie. Mojej Połowy.

(Irrakuri)




These are my last days in Poland. Last days of separation and longing. I can't belive that time treats us so gently and flows faster that I expected. I remember the day when i left India, I cried like crazy. I cried that much that I couldn't breath. When Abhi kissed me and hugged me for the last time I was sure i can't survive those 5 month separately (then we had different plans). I had a moment when I couldn't wake up from the bed, my life lost sense because my beloved Man was living 6000 km away from me.

And then we decided that we don't want to wait so long. We know that we are made for each other and we want to get married because its written for us in heaven. It was written for us to meet and create a family together. Thats why we cancelled 5 months and made it to three. It still doesn't sound good because 90 days is like forever but we decided to survive it.

And suddenly 3 months turned in 3 days. We were counting them like an impatient kid waiting for Santa Clause. Abhi preparing our place to live, I am closing my things. I quit my job, spoke to the landlord about my vacating the house, talked with Mum and Sister. And I felt relief. I felt freedom. After 8 years in job with a wearing routine, after 9 years in Warsaw which never was friendly to me I finally felt like I am back home.


And suddenly everything became more beautiful. Im going back to home thru Skaryszewski Park and I like everything. View of Palace on the Science and Culture, lake, trees and leaves falling on the ground. I bid adieu to the gray sidewalks, shabby walls, old grass and i felt the acceptance in every wind blow. But actually I don't need acceptation, because I have it inside me. So, I am walking home and taking pictures. To show them to Abhi, and to keep memories. To have with me pieces of things which are mine a little and for all these years. I say my goodbye and know it's not forever. I say my goodbye  because I know that in couple of days I will drown myself in arms of my beloved man, who is my destiny. Man with whom I want to spend even more than one life. My Half.

No comments:

Post a Comment