Skip to main content

Posts

Showing posts from November, 2016

Poniedziałkowy targ / Monday market

Witamy w raju. Miejscu rozkoszy każdego łakomczucha, admiratora dobrych smaków, kucharzy i gospodyń domowych. Miejscu kolorów, zapachów, hałasu i prawdziwej ekscytacji. W poniedziałki targ oficjalnie jest zamknięty, co w Indiach oznacza, że jest otwarty ;) To właśnie w poniedziałki na głównej ulicy w naszej okolicy rozstawiają się stragany z taką ilością owoców i warzyw, że trudno ogarnąć wszystko wzrokiem. W mój pierwszy poniedziałek na targu byłam tak zajęta rozglądaniem się dookoła, że nawet nie zrobiłam żadnego zdjęcia. Ostatnio udało mi się zrobić kilka ale byłam zbyt zajęta próbowaniem owoców, o których nigdy wcześniej nie słyszałam. Custard apple jest moim absolutnym faworytem. Targ rozstawia się po południu ale najbardziej opłaca się pójść na zakupy o godzinie 22, bo wtedy produkty są tańsze, a wybór wciąż ogromny. Kupicie tu również ubrania i buty, ale są słabej jakości i szkoda zawracać sobie nimi głowę. Sprzedawcy przekrzykują się nawzajem, nawołując do kupienia ich produk…

Pod wodą / Under water

Przez ostatnie kilka dni czuję się jak pod wodą. Wszystko widzę niewyraźnie jakby woda zaburzała moją percepcję i sprawiała, że jestem głucha. Jednocześnie jestem jak gąbka, chłonę wszystko z taką intensywnością jakbym za chwilę znów miała zniknąć z tej rzeczywistości.

Abhi zaczął niedawno nową pracę, nie miał więc żadnego urlopu. Oznaczało to, że niemal natychmiast musieliśmy wskoczyć w nową rutynę. Kiedy on idzie do pracy, ja zostaję w domu z jego mamą i uczę się otoczenia. Rozglądam się, pytam, czasem milczę, bo nie wiem co powiedzieć.
Czuję się jak ryba wyrzucona na ląd, bo kiedy patrzę w telewizor nie rozumiem zupełnie nic. Kiedy przychodzi do nas sąsiadka nie mam pojęcia o czym mówi dopóki nie zacznie mówić bezpośrednio do mnie po angielsku. Już chyba cały świat wie jaki jest mój ulubiony przysmak, bo sąsiadka niemal codziennie pyta mnie czy jadłam dzisiaj golgappas. Jestem jak pupilek, którego się ogląda i głaszcze po głowie.

W domu jest też pies, i to niemały. Zwierzę, któreg…

Review - Boombox Brewstreet -The next level of having fun. /Recenzja - Boombox Brewstreet - wyższy poziom dobrej zabawy.

Day after my arrival in New Delhi we decided to celebrate our final reunion. This time I came to India not only for holidays, not only for a couple of days but I came here to live and tame reality.

We didn't see each other for three long months. Weeks of longing, sadness, tense and stress because of fights with incompetet officials. It was obvious that after all these things we need to relax and just be happy together before facing new challenges (move to family house, work and new everyday rituals). Even when I was still in Poland Abhi found cafe, which brews there own beer : Molecule. Next to the drinks, menu promises really exciting food. So of course we really wanted go there.

When we arrived, we kissed the handle because in Molecule at this time was hosting a private party, which should have finished in the next hour. We are not people who give up so easly so we decided to wait in a different cafe, two levels higher. Cafe, who also brews their special beer. Boombox Brewstree…

ROZDZIAŁ 1, DZIEŃ 1. / CHAPTER 1, DAY 1.

Moje nowe życie zaczęło się jak zwykle. Z poślizgiem. Chyba pora przywyknąć, że każda moja podróż do Delhi to mały wybuch wulkanu. Całe szczęście był to ostatni raz kiedy podróżowałam sama. Po nieprzespanej nocy, cały poranek spędziłam z zamkniętymi oczami. Szybki prysznic, pakowanie ostatnich drobiazgów. Zapomniałam o woku, Mama mnie zabije. Wstałam dużo wcześniej, żeby z niczym się nie śpieszyć, jakbym przewidziała co czeka mnie później.

Warszawa w ten niedzielny poranek była cicha i mroźna. Tak ją zapamiętam. Bez tłumu, bez zgiełku, bez niepotrzebnego zamieszania. Krótkie pożegnanie z Siostrą i zniknęłam w rozległej paszczy lotniska. Usiadłam na podłodze i uświadomiłam sobie, że właśnie tego dokonaliśmy. Przetrwaliśmy długie miesiące i spełniliśmy swoje marzenie. Możemy być razem, możemy wziąć ślub i planować wspólną przyszłość.

Do czasu kiedy okazało się, że mój samolot jest opóźniony przez koszmarną pogodę w Moskwie. Nic dziwnego, powiecie. Takie rzeczy się zdarzają. Jasne. Pomi…

Jutro / Tommorow

Wiele rzeczy wydarzy się jutro.
Wiele nowych historii zaczniemy kreować wspólnie.
Jutro spędzę kilka godzin w chmurach, tak jak lubię najbardziej. I znów poplamię palce atramentem. Ale najpierw po raz ostatni spojrzę przez gocławskie okno.
Jutro odetchnę nowym, a już tak bardzo znanym powietrzem. Znów będę się zastanawiać czy ludzie obok, rozmawiają o zwyczajnych sprawach czy za chwilę dojdzie do bójki. Bo Hindusi nawet kiedy są spokojni, krzyczą.
Jutro zamknę moje dwie walizki i wpuszczę w otchłań czarnej taśmy. Stłoczone w jednym miejscu rzeczy, gromadzone przez lata, zabiorę w podróż życia.
Jutro znów poczuję pod palcami jego miękkie włosy, gładką i ciepłą skórę. Wyczuję lekki zapach perfum i pomady.
Jutro utonę w uścisku tak mocnym, że aż zabraknie mi tchu, i w końcu poczuję na ustach smak jego warg i dobrych słów.
Jutro usłyszę śmiech i będę płakać z żołądkiem ściśniętym ze wzruszenia. Tak bardzo te trzy miesiące dały mi w kość, i tak wiele mnie nauczyły.
Jutro będzie nowy dzień…

Ostatnie dni / Last days

To moje ostatnie dni w Polsce. Ostatnie dni rozłąki i tęsknoty. Nie mogę uwierzyć, że czas obchodzi się z nami tak łagodnie i płynie szybciej niż się tego spodziewałam. Pamiętam dzień wylotu z Indii, płakałam wtedy tak jakby jutra miało nie być. Płakałam, tak że brakowało mi tchu. Kiedy Abhi pocałował mnie i przytulił po raz ostatni byłam przekonana, że nie przetrwam tych pięciu miesięcy (wtedy mieliśmy trochę inne plany).  Przez chwilę nawet nie chciało mi się wstawać z łóżka, moje życie straciło sens, bo mój Ukochany mieszka 6000 kilometrów ode mnie.

I właśnie wtedy zdecydowaliśmy, że nie chcemy tyle czekać. My wiemy, że jesteśmy dla siebie stworzeni i chcemy być małżeństwem, bo właśnie to jest nam pisane. Jakby było nam przeznaczone się spotkać i stworzyć wspólnie rodzinę. Dlatego z pięciu miesięcy rozłąki zrobiły się trzy. I chociaż wciąż nie brzmiało to dobrze, bo 90 dni wydawało się wiecznością to postanowiliśmy to przetrwać.

I nagle z trzech miesięcy zrobiły się trzy dni. Odli…

Polska - Miejsca / Poland - Places.

To już prawie koniec odliczania do naszego spotkania (5 dni!!!). Tym razem lecę do New Delhi na dłużej. Może na stałe. Może na zawsze. Bardzo dużo planujemy, rozmawiamy o przyszłości, marzymy. Jedno czego jesteśmy pewni, to że chcemy być razem. Nieważne na jakim kontynencie, w jakim kraju, w jakim mieście. Ważne abyśmy naszą podróż przez życie odbyli razem. Na chwilę obecną marzy nam się Polska, więc wieczorami często zastanawiam się gdzie chciałabym zabrać Abhiego, które miejsca mu pokazać. A jest tego dużo, i każdego dnia wpadam na kolejny pomysł.

Abhi nigdy nie był w Europie, ale inne kraje odkładam na dalszy plan. Polska ma tyle wspaniałych miejsc, że nie wiem ile miesięcy będziemy potrzebować, by to wszystko zobaczyć. Najpierw moje ulubione, a później te, których sama nigdy nie widziałam.

- Chcę go zabrać do Kazimierza Dolnego. Jednego z moich miejsc na ziemi. Małego miasteczka na wschodzie Polski, leżącego nad piękną rzeką Wisłą. Miasteczka, w którym nie istnieje nuda nawet kie…

Dwie walizki. / Two suitcases.

Kiedy moja Mam zabrała do siebie samochód pełen moich rzeczy, a nie była do nawet ćwierć tego co mam uświadomiłam sobie, że pora zacząć powoli się pakować. Lecę liniami lotniczymi Aeroflot, które pozwalają mi zabrać dwie walizki (23 kg każda) i jeden bagaż podręczny (do 10 kg). Zatem muszę spakować swoje życie w dwie walizki...

Największym problemem są moje książki. Nie sądziłam, że w ciągu ostatnich 9 lat życia w Warszawie zgromadziłam ich tak wiele! Mama zabrała ze sobą całkiem sporo, dużo już sprzedałam, a one wciąż wychodzą jakby ze ścian, jakby teleportowały się do mojego pokoju z innych planet. Nie mogę zabrać ze sobą wszystkich ulubionych książek, ponieważ nie starczyłoby mi miejsca na nic innego (nie mówiąc już o limicie kilogramów), poza tym gdzie zmieszczę moje buty? ;)

Każdy dzień przybliża mnie do życia z moim ukochanym mężczyzną i jestem z tego powodu szczęśliwa i podekscytowana. Nie mogę się doczekać przyszłości, którą niedługo wspólnie zaczniemy kreować. Na 100%, bez s…

Inny kraj. / Another country.

Od zawsze marzyłam o tym, żeby podróżować. Wpatrywałam się w zdjęcia z całego świata niczym przysłowiowa sroka w gnat. Jednak zawsze brakowało mi odwagi by ruszyć się gdziekolwiek poza już dobrze znane mi (i kochane) miejsca. Dopiero miłość popchnęła mnie do spakowania walizki i wyruszenia w świat bez zastanawiania się, bez wahania i bez strachu. Jedynym moim lękiem było "co jeśli nie spodobam się Abhiemu na lotnisku i będziemy musieli spędzić razem całe 10 dni?". Ale nawet te wątpliwości minęły kiedy siedziałam już w samolocie. Czułam, jakbym jechała do siebie.

Nigdy nie zapomnę pierwszego podmuchu gorącego powietrza prosto w moją twarz, kiedy zmęczona ale szczęśliwa wyszłam z lotniska na terminal. Już wtedy, pierwszego wieczoru, w pierwszych minutach mojego pobytu w Indiach zaczęłam chłonąć wszystko jak gąbka. Musiałam dzielić swoją uwagę pomiędzy cudowną miłość, a podekscytowanie wszystkim co nowe. A w Indiach wszystko jest nowe. New Delhi jest tak różne od Warszawy, że …

Tęsknota / Longing

Poranny telefon to nasz rytuał. Nawet jeśli jest to pięć minut nie możemy funkcjonować bez "dzień dobry" zaraz po przebudzeniu. Różnica czasowa ( + 3,5h lub +4,5h w Indiach w zależności od pory roku), okazała się nie być żadnym problemem. Chociaż to Abhi musi się poświęcać i często chodzi spać bardzo późno. Mierzymy się z tym, bo wiemy, że jest to tylko tymczasowa sytuacja i już niedługo będziemy budzić się i zasypiać o tej samej porze. No, prawie. Ja zawsze zasypiam pierwsza. A właściwie padam nieprzytomna tam gdzie siedzę ;)

Dzisiaj rano, kiedy Abhi zadzwonił żeby życzyć mi miłego dnia, w tle usłyszałam okrzyk mężczyzny. Bardzo charakterystyczny należący prawdopodobnie do ulicznego sprzedawcy owoców lub warzyw, zachęcający ludzi do robienia zakupów. Co ciekawe, nieważne w której części Delhi jesteśmy mam wrażenie, że głos każdego ulicznego sprzedawcy brzmi dokładnie tak samo. Kiedy usłyszałam ten okrzyk ogarnęła mnie tak duża tęsknota, że nie mogłam się z niej otrząsnąć p…