Recenzja książki : Ramajana / Ramayana : Book review

Ta książka czekała na mnie, na półce w moim rodzinnym domu, dwadzieścia lat. Dostałam ją jako nagrodę za dobre wyniki w nauce,w drugiej klasie podstawówki. Wtedy nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś będę mieszkała w kraju, w którym książka ta powstała. Teraz mam ochotę zapukać do drzwi Pani B. i jej podziękować, a tak się składa, że moja wychowawczyni z tamtych lat mieszka jedynie kilka ulic ode mnie. Wybrała świetną książkę. Wtedy, kiedy miałam 8 lat, powieść wydała mi się niesamowicie skomplikowana i porzuciłam ją po kilku stronach. Teraz połknęłam ją niemal jednym tchem.

Oczywiście jest to tylko nowela oparta na słynnym eposie. 7 potężnych ksiąg zmieszczono na 238 stronach, więc wyobraźcie sobie jak bardzo jest to streszczone. Nie jest też ona napisana w tzw. śloce ( metrum anusztubh) a zwykłą prozą. Jednak konsultowałam fakty z Abhim i wszystko co trzeba jest tutaj opisane. Dzieje Ramy od jego narodzin, poprzez dorastanie, podróże, wygnanie do lasu, wielką epicką walkę z Rawaną, po wygnanie Sity i wstąpienie do nieba. I jest to opisane wspaniałym, przystępnym językiem. Tak, że jeśli nie czujecie się na siłach by czytać oryginalny epos (w dodatku nie wiem czy jest przetłumaczony na język polski, na pewno na język francuski i angielski o czym we wstępie pisze autorka), a chcecie poznać dzieje mężnego Ramy, to jest książka dla Was!

Ramajana adaptacji Elżbiety Walterowej jest dedykowana głównie dla dzieci, jednak ja przyznam szczerze, że jako ośmiolatka miałam problemy ze zrozumieniem co czytam. Nie udało mi się to również kiedy byłam nastolatką. Dopiero teraz byłam gotowa na tę lekturę. I nie wiem czy dlatego, że coraz mocniej zagłębiam się w kulturze Indii czy po prostu dopiero teraz jestem wystarczająco inteligentna ;) :D Jednak polecę ją osobom w każdym wieku, bo czyta się wspaniale i nie licząc czasem bardzo górnolotnych wyrażeń, jest napisana dobrym, lekkim językiem, który usatysfakcjonuje każdego.

Do tej pory wiedziałam głównie to, że Rama zwyciężył Rawanę i dzień po Navratri celebruje się jego zwycięstwo paląc wielką postać demona każdego roku. Jednak z książki dowiedziałam się o wiele więcej! Chociażby tego, że Rama jest wcieleniem Wisznu, że Sita była córką Matki Ziemi, że spędził 14 lat na wygnaniu przez matkę jego brata (jakkolwiek to brzmi, ale ojciec Ramy miał trzy lub cztery żony - minimum, ale te były najważniejsze) chociaż miał być koronowany. Wcześniej nie wiedziałam, że po latach sprawowania rządów wygnał Sitę ponieważ lud wątpił w jej cnotliwość (wcześniej była porwana przez Rawanę, stąd wojna). Ta książka okazała się być dla mnie prawdziwą kopalnią wiedzy, którą prawdopodobnie każdy Hindus posiada już jako małe dziecko.

Ci z Was, którzy czytają naszego bloga wiedzą jak wielkim uczuciem darzę Boga Hanumana (Świątynia Boga Małpy), dlatego z niecierpliwością czekałam kiedy pojawi się w noweli. Byłam ciekawa każdego wydarzenia, w którym brał udział. Również o nim dowiedziałam się nowych rzeczy, chociażby że jest synem Boga Wiatru i potrafi dowolnie zwiększać swój rozmiar (tak sobie myślę, że może dlatego jego świątynia jest tak gigantyczna, bo Hanuman urósł do takich rozmiarów by przekroczyć 500 mil oceanu). Jestem zauroczona, jestem zachwycona, a przede wszystkim szczęśliwa, że wiem więcej o kulturze i wierze, która powoli staje się też moją.
Dziękuję Pani B., że podarowała mi Pani tę książkę. Nawet nie wie Pani, że było to dziełem przeznaczenia bym ją dostała!

***

"Niechaj ludzie mądrzy głoszą "Ramajanę" równą Wedom podczas ceremonii zadusznych.
Kto wysłucha "Ramajany", ten, jeśli pragnie potomstwa uzyska syna, jeśli pragnie bogactwa, otrzyma je.
Kto recytuje co dzień choćby jedną strofę "Ramajany", ten od wszelkich grzechów się uwalnia.
Kto czyta "Ramajanę" ten wraz z dziećmi i wnukami zażywać będzie szczęścia na tym i na tamtym świecie.
Kto słucha "Ramajany" z nabożeństwem i bez gniewu, tego omijają nieszczęścia i przeszkody, ten otrzyma od Ramy upragniony dar, a bogowie są doń przychylnie usposobieni.
Kto w skupieniu głosi "Ramajanę" rano, w południe i wieczorem, ten nie zazna smutku.
Kto sławi "Ramajanę", temu powinno się ofiarować szaty, krowy i złoto. "

***

A dla tych, którym książka nie wystarcza lub nie chce im się czytać, wspaniały film. Bardzo polecam!!!!

(Irrakuri)

Tytuł książki : Ramajana
Autor: Elżbieta Walterowa
Wydawnictwo : Alfa (1993)
ISBN: 83-7001-649-9


***


This book waited for me 20 years on the shelf in my hometown. I got it for good grades in the second class of primary school. Then I never thought that in the future I will live in the country where this book was created. Now I want to knock the Ms B door and say thank you to my preceptress. She picked up a great book. Then, when I was 8 years , this story was too complicated for me and I dropped it after several pages. But recently, I just "ate" it in few days.

Of course its only a novel based on this famous epos. Author wrote 7 big books into 238 pages, so imagine how it's summary would look like. This book is also not written in śloca, but regular prose. But I consulted facts with Abhi and all the most important things are there, and they are real. Rama's life beginning from his birth, through his growth, travels, exile to the forest, fights with demons, epic fight with Ravana, and even the exile of Sita and ascension. All these things are written in nice and simple language. So if you don't  feel strong enough to read original Ramayana (i don't know if it is translated in polish, I heard only about french and english), but you want know more about brave Rama, this book is for you!

Ramayana is Elżbieta Walterowa adaptation, and she dedicated this book mainly for kids, but I as 8 year old kid had huge problems to understand what I am reading. I tried second time when I was a teenager. Until now when I felt ready to read this book. I don't know if its because I am more and more immersed into the culture of India or maybe only now i am intelligent enough ;) :D Anyways, i recommend this book to people of every age, because it reads beautifully, even language is bombastic sometimes, rest is simple and nice to read. Good for everybody. 

So until now I knew only the basics, that Rama beats Ravana and this win is celebrated after Navratri in India, and this day is called Dussehra. From this book i learned a lot more! Even that Rama is an incarnation of Vishnu and Sita was daughter of Mother Earth. That Rama spent 14 years in the forest because of his brothers mother (Rama's father was a king and has 3 or 4 wifes or even more). I didn't know that after long years Rama exiled his beloved wife Sita because his subjects doubted her chastity. This book turned out to be for me a real mine of knowledge that probably every Indian has come across already as a small child.

Those of you who read the blog, know how much I like Lord Hanuman (Hanuman Temple) so i waited with impatience when he appeared in the novel. I was curious about every event in which he participated. About him I also learnt so many new things! That he was son of Viju (wind god) and he can change his size (and i think maybe thats why his temple is so huge, because he can grow up that big to step 500 miles oceans to reach Lanka island). I am charmed, I am delighted and above all happy that I know more about the culture and faith, which slowly becomes mine.
So, thank you, Ms. B that you gave me this book! You even don't know that it was the work of destiny!

***
If you can't find short version of Ramayana or don't like read here is amazing movie! Enjoy!



Nie zawsze jest energia.../ Low energy...

Ostatnio przeczytałam gdzieś takie zdanie : ja nie mam problemów, ja mam zadania. W ostatnim czasie mam wrażenie, że to zdanie najlepiej oddaje czasem naszą sytuację. Miłość jest piękna i zwycięża wszystko, ale życie na Skype nie zawsze usłane jest różami, zwłaszcza kiedy musisz użerać się z urzędnikami. 

Jak to jest? Czy to ja jestem głupia czy urzędnicy po prostu są szkoleni tak by nie udzielać konkretnych odpowiedzi? Aby z mojego USC dostać dokument potrzebny mi do ślubu, muszę pokazać w urzędzie stosowny dokument mojego Narzeczonego. Nie wizę, nie dowód osobisty. Papier potwierdzający fakt, że mój Narzeczony jest kawalerem. Właściwie nie ma w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że w Indiach nie ma urzędów stanu cywilnego, a za papierem trzeba się nalatać (by dostać odpowiednie pieczątki) i trochę zapłacić (ok. 200 pln!). To też nie jest koniec świata jednak kiedy po raz kolejny trafiam na niekompetentnych urzędników, którzy nie są w stanie powiedzieć ani wytłumaczyć mi czego ode mnie wymagają, a w mailach sami sobie zaprzeczają, a później idą w zaparte...wtedy opadają mi ręce. Wtedy mam ochotę krzyczeć i kogoś uderzyć. Zwłaszcza kiedy udzielenie odpowiedzi "tak" lub "nie" stanowi przeszkodę trudniejszą niż 12 prac Herkulesa.


I wtedy trochę sobie płaczę z bezsilności, że nie można kochać tak po prostu. Tyle mówi się o globalizacji, ale miłość ludzi z innych krajów wciąż stwarza jakieś problemy, a już najbardziej irytuje mnie niekompetencja ludzi, którzy kompetentni być powinni. Bo cytowania

paragrafów kompetencją nazwać nie jestem w stanie.

I kiedy jest mi tak smutno i źle, pocieszam się, że to już ostatnie tygodnie, które spędzimy oddzielnie (16 dni!!!). I wtedy dzwonię do Abhiego i widzę jego uśmiech, który rozpromienia cały ekran laptopa i mój pokój też. I wtedy słyszę jego głos i tylko on jest mnie w stanie uspokoić. Bo wierzę w nas, w niego, w siebie, w miłość i w przeznaczenie. I wtedy znów zwyczajnie chce mi się...chcieć. I działać. I będę to robić, może nie zawsze ze stoickim spokojem, ale wiem, że o miłość trzeba walczyć. W miłość trzeba wierzyć. Miłości trzeba zaufać. Ja ufam.


Ps. Pozdrawiam Polską Ambasadę w New Delhi, z którą kontakt telefoniczny jest chyba niemożliwy, a mailowy co najmniej śmieszny oraz USC w moim rodzinnym mieście. Jeśli wymagamy czegoś od petenta, trzeba wiedzieć czego konkretnie wymagamy. Określenie "jakikolwiek dokument", a później odrzucenie "jakiegokolwiek dokumentu", nie jest już nawet śmieszne.


(Irrakuri)


Recently I read somewhere a sentence : I don't have any problems I have tasks. Lately I have an impression, that this sentence is talking exactly about our situation. Love is beautiful and wins everything, but Skype life its not the only easy road, especialy when you have to argue with office workers.

How is it? Am I stupid or the office workers are trained to not give us concrete answers? To get NOC document from my registry office I need to show them my Fiance's NOC. Not visa, not passport, not ID. Papers shows that my Fiance is a bachelor. And, of course, its nothing wierd, but in India registry office doesn't exist, and to get this document you must run around like stupid, and pay extra money (around 200 PLN). And I know, its not end of the world, but its another time when i met incompetent officials, who even can't explain to me which document they want exactly, they were talking about different things on the phone and wrote  different things on emails, they are ignorant and stubborn...then I had moments, when I felt powerless. I wanted to just scream and punch somebody. Especialy when a simple answer like "yes" or "no" for officials is harder than Hercules's 12 Works.


Then I cried a little because of this situation , that we can't just love how we want. Social media talking bullshit about globalisation, but interracial love between people from different countries causes some problems all the time. And the most annoying thing is when people who should be competent are totally incompetent! For me quote paragraphs is not competent, its something everybody can do.


So when i feel so sad and bad, I remember that these are our last weeks living separately (16 days!!!). Then I call Abhi and I see his smile lighting all laptop monitor and even all my room. And then I hear his voice and he is the only one person on this planet who can calm me down. Because I believe on us, on him, me, love and destiny. And then again I want to fight. And Iwill .Maybe not always with stoic peace, but I know that its worth fighting for love. Its worth to belive in love. You should trust love. I trust. 


PS. Regards to Polish Embassy in New Delhi, who never answered the phone, and mailing them is pretty funny. Regards to my hometown Registry Office. If you require something from a petitioner you MUST know WHAT you require! If you are writing "any document", and then it's rejected as "any document", its not funny and primarily unprofessional.


Przepis na kotlety ziemniaczane z sago / Recipe: Potato chops with sago

Święto Navratri wyzwala kreatywność. Zakazy na nakazy 9 dniowego postu skłaniają do kombinowania, by nie utknąć jedząc cały czas tego samego. W Indiach jest zdecydowanie prościej, bo zjecie w knajpach dania przygotowane zgodnie z regułami postu, a w sklepach kupicie nawet chipsy Lay's, również przygotowane tak, by osoby, które poszczą były pewne, że użyto w nich tylko dozwolonych składników. Ja w Polsce miałam odrobinę trudniej, jednak post nie był niemożliwy. A momentami, stawał się wręcz bardzo przyjemny. Królem Navratri został Pan Ziemniak. Zjadłam go pod kilkoma postaciami, jednak dopiero w czwartek przygotowałam przepis, który "sprzedał" mi Abhi. Rzecz najprostsza w wykonaniu i absolutnie pyszna. Kocham jeść, ale nie lubię stać godzinami w kuchni. Ten przepis okazał się strzałem w dziesiątkę. Przedstawiam Wam:

Przepis na kotlety ziemniaczane  z sago:

- 5 ziemniaków ugotowanych w mundurkach.
- 1 garść sago namoczonego przez min. 30 min. w wodzie.
- sól, pieprz, kumin, chilli.
- olej do smażenia.
- czerwona cebula drobno posiekana (nie podczas Navratri)

Ugotowane ziemniaki rozgniatamy na puree. Dodajemy odciśnięte z wody sago, przyprawiamy według gustu, dodajemy cebulę. Formujemy kotleciki i smażymy na złocisty kolor. Kotleciki są chrupiące z wierzchu i miękkie w środku. Prawda, że proste? To banał a daje wiele możliwości i smakuje jak kawałek nieba!

Ja moje kotleciki zjadłam z pieczoną marchewką i gotowaną brukselką. Po poście dodam pokrojoną drobno czerwoną cebulę, która doda aromatu i ostrości. Jestem przekonana, że to danie polubi każdy, nawet dzieci (a może zwłaszcza?).

Jestem królową w kuchni. A kiedy mogę mieć obiad zrobiony w pół godziny, jestem cesarzową! :D
PS. Sago kupicie chociażby na allegro czy w sklepach z orientalną żywnością.
Sago wygląda jak tapioka (to też skrobia), jest jednak dużo mniejsze od pereł tapioki. Wytwarza się je z wnętrza palmy sagowej. Użyłam go również, do przygotowania sabudana kheer. Ale o tym innym razem ;)

Smacznego!

(Irrakuri)



Navratri festival triggers creativity. 9 day fast rules make you to start thinking what to do to and not eat just one or two products all the time. In India situation is more simple because you can eat in restaurants dishes prepared with fast rules. In shops you can even buy special Lay's chips made for this occasion. In Poland it was a little more difficult for me, but fast wasn't impossible! And sometimes (or even more than sometimes) was pleasure! The King of Navratri this time for me was Mister Potato. I  ate it and made in several ways, but recipes which "Abhi" told me I made on Thursday and i felt in love with this food. It was the simplest thing ever, and so delicious at the same time! I love to eat but i hate to stay in the kitchen for hours. So this recipe was the best shot! So here you are :

Recipe for potatoe chops with sago:

- 5 potatoes boiled with skin
- one hand of sago soaked in water for 30 min.
- salt, black pepper, cumin, chilli powder
- oil
- one small red onion finely chopped (not for Navratri)

Boil and peel  off the potatoes mash for puree. Add sago immersed in water, put all spices how you like and onion (if it not Navratri). Make small cutlets and fry till golden . They should be crunchy outside and soft inside. Isn't it trivial to make? This recipe is childish simple but belive me, it tastes like heaven!

I ate my cutlets  with baked carrot and boiled brussel sprouts. After Navratri i definitely add to this dish chopped red onion, it makes this chops more intense. Im sure that this dish will be a hit with everybody  even kids!

In the kitchen im a queen, but when i can have dinner made in half an hour i am a empress! :D
PS. You can buy sago on allegro.pl (in Poland) and shops with oriental food.

Sago looks like tapioca pearls (its also starch) but its smaller. Extracted from the spongy centre, or pith, of various tropical palm stems. I also used sago to prepare sabudana kheer but i will write about it some other time ;)


Bon Appetit!

Moje pierwsze Karva Chauth / My first Karva Chauth

W środę, po raz pierwszy celebrowałam Karva Chauth. Według tradycji tego dnia kobieta pości (nie je ani nie pije) od wschodu słońca do wschodu księżyca w intencji długiego życia swojego męża. Tego dnia, przed wschodem słońca poszcząca może zjeść ile tylko zdoła, jednak następny posiłek zje dopiero wieczorem, kiedy księżyc pojawi się na niebie. Kobieta patrzy wpierw na księżyc, następnie na swojego małżonka i wtedy para spożywa wspólny posiłek. W związku z tym dniem odbywa się wiele rytuałów, kobiety nakładają na ręce tatuaże z henny i nie powinny wykonywać codziennych czynności domowych.

Nie jestem jeszcze żoną, jednak jest to kwestia tygodni (o rany!) dlatego bardzo ważne było dla mnie by celebrować to święto. Karva Chauth widziałam kilka lat temu w filmie "Żona dla Zuchwałych". Sama wiedziałam, że będę chciała obchodzić to święto niedługo po tym gdy wyznaliśmy sobie z Abhim swoje uczucia po raz pierwszy, a wtedy nawet nie przypuszczałam, że będę jego narzeczoną! Myślę, że podskórnie czułam, że z tym człowiekiem spędzę resztę mojego życia już kiedy zobaczyłam jego pierwsze zdjęcia i promienie słońca w jego oczach.

Na ten dzień wzięłam urlop w pracy, ponieważ bałam się, że będę zbyt osłabiona. Nie chciałam popełnić żadnego błędu w dokumentach. Dzień wcześniej zrobiłam Abhiemu niespodziankę. Kupiłam tubki z mehndi i zrobiłam sobie tatuaż na dłoni. Po raz pierwszy w życiu sama! Może moim rysunkom daleko od ideału, ale jestem z nich dumna, a radość i miłość w oczach Abhiego na widok henny na mojej dłoni sprawiły, że wszystko nabrało dla mnie jeszcze większego sensu. W środę wstałam przed świtem, zjadłam bardzo obfity posiłek i poszłam spać z nastawieniem, że spędzę cały dzień w łóżku.

Jak się okazało, jakieś nadprzyrodzone siły dały mi cały ogrom energii tego dnia! Załatwiłam sprawę w banku, zrobiłam zakupy (tak, wiem miałam się relaksować), ugotowałam jedzenie na lunchbox do pracy i kolację, zrobiłam pranie, napisałam nowy post na bloga i dopiero wtedy usiadłam i obejrzałam Ramajanę. To było niesamowite! Nagle przestałam skupiać się na jedzeniu, a zaczęłam dostrzegać inne rzeczy. Wszystko było jasne i wyraźne i wiem, że to miłość Abhiego dodała mi sił. Pościłam nie tylko w intencji jego długiego życia, ale również w intencji naszego małżeństwa, by było szczęśliwe i abyśmy zawsze byli dla siebie dobrzy. Niestety poprzez złą pogodę nie byłam w stanie wieczorem dostrzec księżyca na niebie. Co wtedy zrobił mój Narzeczony? Poprosił o przerwę w pracy i wyszedł na dwór żeby pokazać mi księżyc na niebie przez telefon, a następnie swoją twarz. Najpiękniejszą twarz jaką w życiu widziałam. I przysięgam, czekolada nigdy nie smakowała tak dobrze! ;)

Wspomniałam o filmie Żona dla Zuchwałych nie bez przyczyny. Ci z Was, którzy widzieli ten film, wiedzą na pewno, że główny bohater (grany przez słynnego Shahrukh Khana) pościł razem z ukochaną kobietą, która miała wyjść za innego mężczyznę. Abhi tego dnia był moim Rajem. Pościł razem ze mną i uważam, że była to najpiękniejsza i najbardziej romantyczna rzecz jaką dla mnie zrobił. Wzruszył mnie swoim wsparciem i wzrusza mnie swoją miłością, oddaniem i czułością. To on dodał mi sił podczas Karva Chauth i dodaje mi sił każdego dnia. I mam nadzieję, że tak pozostanie już do końca świata i jeden dzień dłużej.

Karva Chauth było wspaniałym doświadczeniem, które uświadomiło mi jak wielką moc mają miłość i wiara. Nie mogę się doczekać przyszłego roku, kiedy będę pościć i celebrować ten dzień mając swojego mężczyznę u boku. Kiedy podczas wschodu księżyca będę mogła spojrzeć Abhiemu prosto w oczy i powiedzieć mu jak wiele dla mnie znaczy.

***

Dziewczyny, czy Wy pościłyście dla swoich mężów, narzeczonych? Jak się czułyście? Czy macie swoje sposoby na walkę z głodem i pragnieniem? Czy Wasi partnerzy poszczą razem z Wami?





On last Wednesday I celebrated Karva Chauth for the first time. According to the tradition this day women fast (don't eat and drink anything) from sunrise to moonrise praying for her husbands long life. That day, before sunrise she can eat as much as she want, but next meal she will eat in the evening when the moon will rise. Women first look at the moon, then at her spouse and then they eat dinner together. There are many rituals on this day, women put mehndi (Henna) on they hands and shouldn't do housework.

Im not a wife yet, but I will be in few weeks (OMG!) thats why it was very important for me to celebrate this holiday, even if im still in Poland. I saw Karva Chauth couple years ago in the movie "Dilwale Dulhania Le Jayenge". I knew that I will fast after the day when Abhi and I confess our feelings for very first time (at that time I never thought I will be his fiance one day!). I think, I just felt that I will spend rest of my life with him when I saw his first picture and sunshine in his eyes.

At Wednesday I took a day off from work because I was afraid that I will be too weak and can make some mistake in documents. Day before Karva Chauth I planned a surprise for Abhi. I bought small tubes with henna and made tattoo on my hand alone for the frst time ever! Maybe its not perfect, but Im so proud of myself. And I knew that I did this good when I saw love and happiness in Abhi's eyes and it made all the more sense. On Wednesday morning before sunrise I ate a very big breakfast and went back to sleep with thoughts that I will spend all day at bed.

But no! Some supernatural power gave me enourmous amount of energy that day! I went to the bank, and for food shopping ( I know I shouldn't stress myself), I cooked food for next day, made laundry, wrote new post on the blog and then sat and watched Ramayana. It was amazing! Suddenly I stopped focusing on the food and started appreciating another things. Everything was so bright and clear. I know that its Abhi's love that gave me so much strength. I fast not only for his long life but also for our marriage and love. 

Unfortnately because of the ugly weather I wasn't able to see moon on the sky. And you know what my Fiance made? He took a break at work, stepped outside and called me to show me the beautiful moon in India. Then he showed me his face. The most beautiful face on this planet. And I swear, chocolate never was so damn good! ;)

Earlier I mentioned about Dilwale Dulhania Le Jayenge not without a reason. If you have watched this movie you know that the main character (played by Shahrukh Khan) fast together with the woman who he loves even if she was before merriage with another man. This day Abhi was my Raj. He fasted with me and I think it was the most beautiful and romantic thing he has ever done for me. He moved me with his support, as he always moves me with his love, tenderness and devotion. He gave me power on Karva Chauth and gave me strength every day. I hope he will be that supportive for rest of our life and more. 

Karva Chauth was an amazing experience for me, it made me realize how big power you have in love and faith. I can't wait for the next year when I will fast and celebrate this day with Love of my Life next to me. Then when the moonrises I will look straight in his eyes and can tell him how important and valuable he is for me. 

***

Girls, have you fasted on Karva Chauth for your husbands, fiances? How did you feel? What are your ways to fight with hunger and thirst? Is your spouse fasting with you?

Dlaczego krowy w Indiach są święte? / Why cows are holy in India?

Nigdy nie miałam żadnych wyobrażeń na temat indyjskich krów. Wiedziałam tyle, co usłyszałam przypadkiem, że święta i że po ulicy chodzi jak i gdzie chce. Jest to jedno z moich ulubionych zwierząt i bardzo chciałam te święte krowy zobaczyć na własne oczy. Jednak po powrocie z Indii pytano mnie czy ludzie przed tymi krowami klękają, a na każdym rogu ulicy stoi kaplica czcząca te zwierzęta. Serio?

Właściwie nie dziwią mnie te pytania, nie jest to temat powszechny w Polsce (tak podejrzewam), zwłaszcza jeśli nie interesujemy się zbytnio kulturą Indii. W szkołach raczej o tym nie uczą. Albo ja nie byłam na tej lekcji. (Cz w szkołach w ogóle uczą nas o Indiach?).
Po kolejnym pytaniu, jak to właściwie z tymi krowami jest, postanowiłam zapytać mojego prywatnego eksperta. Odpowiedzi jakiej udzielił mi Abhi, sprawiły, że zapaliła mi się lampka w głowie. Rany! To logiczne! Te krowy to naprawdę genialne zwierzęta!

Przede wszystkim, nie, krowy nie są w Indiach otaczane wyjątkowym kultem i nikt nie bije im pokłonów. Tak, chodzą po ulicach i nikt ich nie zabija. Ale dlaczego?
Krowa w Indiach kojarzona jest z postacią Matki. Już w wierzeniach wedyjskich była przedstawiana jako matka, a Słońce i Księżyc pod postaciami cielaków były jej dziećmi. W naszych czasach jest to zwierzę niezwykle życiodajne. Jej mleko, które możemy pić daje nam cały ogrom produktów (sery, jogurty, lody - mleko używane jest w ogromnej ilości indyjskich deserów i potraw). Jest to ta, która daje mleko - czyli matka, żywicielka.  Mniej pachnąca strona, to jej odchody. Dodawane są do kompostu, który użyźnia glebę, która rodzi nam warzywa i owoce. Kolejny dowód na to jak magiczną i wielką moc ma to zwierzę. Poza tym krowa jest zwierzęciem, które nie tylko wdycha ale również wydycha (!!!) tlen! Czy to nie jest niesamowite? W czasach, w których wycina się masowo drzewa (które dostarczają nam tlen), w ogóle nie docenia się krów, które nam go nie zabierają!

W zamian za tak wspaniałe dary ludzie starają się otoczyć krowy opieką, a przede wszystkim nie zabijać ich i nie spożywać ich mięsa. Dla niektórych z Was może Wam się wydać to śmieszne i bezsensowne. Mnie to przekonuje. Dla mnie szacunek do krowy jest formą podziękowania za to ile dobra to zwierzę nam daje.

***
Co innego Nandin, zwierzę, którego dosiada Bóg Siwa. Na pierwszy rzut oka na obrazku poniżej wydać Wam się może, że jest to krowa. Jest to jednak byk, który symbolizuje wyzwoloną duszę ludzką. W niektórych regionach jest traktowany jako samodzielny bóg i on faktycznie ma swoje świątynie, lub jego wizerunek jest umieszczany przy głównym wejściu świątyni. Jednak Bóg Siwa jest jednym z najważniejszych w hinduistycznym panteonie zatem jego wierzchowiec również musi być wyjątkowy, prawda?


***

Co sądzicie o krowach w Indiach? Jakie fakty i mity na ich temat słyszeliście, a jeśli byliście w Indiach, jak wyglądało Wasze zderzenie z rzeczywistością?

(Irrakuri)





I never had any imagination about indian cows. I only know what i heard by chance, that they are holy and can walk wherever they want. Its one of my favourite animal so I really wanted to see holy cows on my own eyes. But when I came back from India to Poland, people started asking me if people in India kneel before cows and on every corner of street i can see cow temples. What the hell?

Ok. Actually this questions did not suprised me, because its not a popular subject in Poland (I think so), especially if we are not too much interested of Indian culture. At the school we never had any lessons about it. Or maybe I was sick that day. (Whether in school we were taught about India?).
After another question how it actually is with these cows I decided to ask my private expert. Answer what Abhi gave me lit up a lamp in my head. Gosh! Its logic! Those cows are really amazing animals!

So, first thing, no! Cows in India are not huge, wierdly cult and nobody kneels before them when you come across one. But yes, they walk around the streets how they want and like, and nobody kills them. But why?
Cows in India are associated with the figure of the Mother. Already in vedic beliefs she was portrayed as a mother. Sun and Moon portrayed as a calf were her children. In present time its a animal totally life-giving. Her milk, we can drink but also we can make so many products from it (like cheese, curd, ice creams (kulfiii <3) - milk is used in many indian deserts and dishes). So cows provide milk -like Mother. The other way, less fragrant, its her excrement. We add it to the compost that fertilizes the soil, which gives us vegetables and fruits.  Another proof how magic and big power this animal has! Besides, cow inhales and exhales (!!!) oxygen. Isn't it amazing? In times in which people massively cut down trees (which gives us oxygen), we not only appreciate cows, which didn't take it off from us!

So, in return for such great gifts, people try sorround care of cows. First of all, do not kill them, and don't eat beef. For some of you it can sound funny and pointless. But I am convinced. For me the respect we give to cows its a form of gratitude for all goods we have from this animal.

***
Different is Nandi , which Lord Shiva mounts. At first glance (on picture) you can think it is a cow. But its a bull which symbolizes the relieved human soul. At some regions of India it is treated as a separate god and has temples or its image placed at the main entrance of the temples. But Lord Shiva is one of the most important in indian pantheon so his palfrey shoud be unique, right?

***

What do you think about cows in India? What facts and myths have you heard about them? And if you were in India, how was your collision with reality?

Navratri, część 3. / Navratri, part 3.

Na studiach, wykładowca socjologii mówił nam, że kiedy odwiedza jakieś miasto po raz pierwszy idzie najpierw na cmentarz, bo tam poznać miejsce można najlepiej. Ja zawsze powtarzam, że według mnie daną kulturę można poznać poprzez religię i celebrowaniu świąt. Dlatego między innymi obchodziłam w tym roku Navratri razem z Abhim. Choć celebrowałam to święto głównie dlatego, że chciałam i jestem kompletnie zafascynowana wszystkimi rytuałami i regułami.

Moja polska wersja Navratri była uboga, chociażby dlatego, że nie wszystkie produkty spożywcze są tutaj łatwo dostępne (chociażby sago czy mąka gryczana i semolina), ale także dlatego, że nie znam tu nikogo kto również świętuje ten festiwal, zatem robiłam wszystko sama.

Post okazał się trudniejszy niż oczekiwałam. Mogłam jeść naprawdę wiele produktów, tymczasem czwartego dnia przyszedł kryzys. Jedyne czego pragnęłam najbardziej to kawa i czekolada. Nie pomyślałam ani razu o zrezygnowaniu z postu, jednak ponieważ z natury jestem niskociśnieniowcem, tego dnia cała drżałam kiedy czułam zapach kawy (a czułam często, bo kolega z pracy pije ją litrami). Jednak to przeszło i nie wróciło więcej. Przez pierwsze trzy noce miałam również koszmary senne i przeraziło mnie to. Czułam, że Bogini mnie nie akceptuje i nie chce żebym się do niej modliła. Było mi smutno, ale się nie poddałam. Po raz kolejny zapaliłam przed nią lampkę i powiedziałam, że będę to robić nawet pomimo koszmarów. Będę to robić, bo chcę. I koszmary ustały...

Podczas festiwalu nauczyłam się też nowych przepisów (pakora, kotlety ziemniaczane, sabhudana kheer) lub doskonaliłam już znane (parantha - z mąką gryczaną jak dla mnie, początkującej, bardzo trudne do wykonania).

Jednak Navratri to nie tylko jedzenie. Moją ulubioną porą dnia był moment kiedy po prysznicu, przed posiłkiem,  zapalałam lampkę przed wizerunkiem Bogini. Wyciszało mnie to, stałam się bardziej refleksyjna, spokojna, jakby bardziej radosna. I chociaż trudno było utrzymać pozytywne myśli każdego dnia (o walce z urzędnikami napiszę w innym poście), to starałam się zawsze znajdować pozytywne strony. Chociażby wieczorny telefon od Abhiego. Nie mam ubrań we wszystkich kolorach Festiwalu ale starałam się zakładać chociaż jeden element (na przykład pomarańczowe kolczyki bransoletka). Świętowałam Navratri w Polsce również dlatego, że nie wiem gdzie będziemy mieszkać za rok i tak naprawdę nie wiem kiedy będę mogła celebrować ten festiwal w Indiach, a bardzo chciałam tego doświadczyć. Udało się!

Te dziewięć dni udowodniło mi, że jestem silniejsza niż mi się wydawało. Jestem w stanie ćwiczyć silną wolę bardziej i mogę być bardziej wytrwała (chociaż po 5 miesiącach dosyć ścisłej diety, po której schudłam 13 kg chyba wiem czym jest dyscyplina ;) ). Okazuje się, że kawa wcale nie jest mi potrzebna by przetrwać dzień, nawet jeśli mam niskie ciśnienie. Piłam zieloną herbatę i świeże owocowe soki i po kilku dniach byłam senna coraz mniej, a w sobotę spędziłam 17 godzin na nogach. Bez kawy. Nauczyłam się też być mniej krytyczna wobec siebie. Dążenie do zachodniego ideału kobiety to jak walka z wiatrakami. Telewizja sprzedaje nam anorektyczne obrazy kobiet, które mieszają nam w głowie. Nie chcę tak wyglądać. Chcę być sobą. Podczas Festiwalu nauczyłam się też, że nie istnieje coś takiego jak "nie umiem się modlić". To nie o to chodzi. Jeśli jesteś szczery sam ze sobą, wszystko co robisz jest szczere. Wystarczy wiara i dobra wola. To był piękny czas. I bez względu na to gdzie będziemy mieszkać w przyszłym roku, wiem że również będziemy celebrować Navratri, bo to dobry czas.

(Irrakuri)

 Kwiaty zebrane na łące / Flowers gathered from the meadow
 Moja domowa, mała kapliczka / My home small temple
Sabhudana kheer

***

In college, a professor of sociology told us that when visiting a city for the first time he always go first to the cemetery, because there you can get to know the place well. I always say that to me the given culture can be recognized by faith and celebration of holidays. Therefore, among others, I celebrated this year Navratri with Abhi. Although I celebrated this festival mainly because I wanted to and I was completely fascinated by all the rituals and rules.

My Polish version of Navratri was poor, only because not all foods are readily available here (even sago or buckwheat flour and semolina), but also because I do not know anybody who also celebrates this festival here, so I did everything alone.

Post proved to be more difficult than I expected. I could eat a lot of products, while by the fourth day crisis struck. The only thing I wanted most was coffee and chocolate. Not even once I thought to drop my fast,  even because i have an issue with my blood pressure and that day I was shaking when I felt the smell of coffee (and often felt, because a colleague drank liters of it). But it passed and did not return anymore. For the first three nights I had nightmares which also scared me. I felt that the Goddess does not accept me and does not want me to pray for her. I was sad, but i did not give up. Once again, I lit a lamp in front of her and said that I would do it even though i have nightmares. I do it because I want to. And the nightmares stopped ...

During the festival also I learned the new recipes (pakora, potato chops, sabhudana kheer) or perfected already known (parantha - from buckwheat flour for me, novice, which was very difficult to do).
However, Navratri is not just about food. My favorite time of day was the moment when, after a shower, before a meal, I lit a lamp in the front of the image of the Goddess. I became more calm , I became more reflective, quiet, and more joyful. And although it was hard to keep positive thoughts every day (about the fight with officials write in another post), I tried to always find the positive side. Even an evening phone call from Abhi. I do not have clothes in all colors of the Festival but I tried to establish at least one element (for example, the orange earrings, bracelet). I calebratre Navratri in Poland also because we do not know where we will live in next year and I really do not know when I'll be able to celebrate this festival in India, and I wanted to experience it. And I did it!

These nine days proved to me that I'm stronger than I thought. I am able to practice a strong will, and  can be more persistent (though after 5 months of fairly strict diet, after which I lost 13 kg I think I know about the discipline;)). It turns out that coffee is not at all the I need to survive the day, even if I have low blood pressure. I drank green tea and fresh fruit juice and a few days later I was less sleepy, and on Saturday I spent 17 hours on my feet. Without coffee. I learned also to be less critical of each other. The quest for the Western image of a ideal woman is like tilting at windmills. TV sells us images of anorexic women who confuse us in the head. I do not want to look like that. I want to be myself. During the festival, I learned, too, that there is no such thing as "do not know how to pray." It's not about that. If you are honest with yourself, all you do with sincerity. Just faith and good will. It was a beautiful time. And no matter where we will live in the next year, I know that we will also celebrate Navratri because it's a good time.

Przepis na kalafiorową paranthę Martiana / Martian's gobi parantha recipe

Parantha to jedno z fajniejszych rzeczy do zjedzenia na śniadanie (polecam na śniadanie ponieważ placek jest dosyć tłusty i ciężki, więc lepiej zjeść go rano i spalić w ciągu dnia). Kiedy nie mamy pomysłu na to co zjeść lub zwyczajnie nie chce nam się kombinować, zamawiamy z Abhim paranthę.

Co to jest? Placek zrobiony z mąki razowej (ata) – zazwyczaj. Smażony na oleju lub ghee. Mogą być nadziewane (najbardziej popularne) lub bez niczego. Prawdopodobnie wywodzą się z Pendżabu.
Ponieważ kocham kuchnię indyjską najbardziej na świecie i bardzo brakuje mi jej w Polsce (tak mamy tu niezliczoną ilość indyjskich restauracji ale to nie to samo, ponieważ dania tutaj są robione „na polską modłę”), postanowiłam spróbować zrobić te placki sama. Zwłaszcza, że Abhi powiedział mi, że wykonanie ich jest banalnie proste. Jak się okazuje – to prawda, dlatego dzielę się z Wami tym przepisem. Moje placki były trochę za grube i daleko im do ideału, ale smakowały świetnie i jak na pierwszy raz jestem z siebie dumna.

Przepis na kalafiorową paranthę Martiana:

Składniki (na ok. 8 placków):

- 1,5 szklanki mąki
- szczypta soli
- szczypta sody oczyszczonej
- 2/3 szklanki wody w temperaturze pokojowej
- 1/3 kalafiora
- mała czerwona cebula
- chilli
- sól, pieprz

Wykonanie:

Przesypujemy mąkę do miski, dodajemy sól i sodę. Powoli dolewamy wodę i ugniatamy ręcznie aż ciasto będzie odchodziło od ręki (jak na pierogi). Ma być dosyć gęste ale elastyczne.
Surowy kalafior ścierami na grubych oczkach tarki, cebulę kroimy na jak najdrobniejszą kostkę. Mieszamy z pieprzem i chilli.

Z ciasta formujemy 8 kulek. Trochę większych od piłeczki pingpongowej. Rozwałkowujemy placek (nie za cienko!) kładziemy łyżką farsz z kalafiora i delikatnie solimy. Ponownie robimy z tego kulkę i wałkujemy. Jak cienkie placki chcecie zrobić zależy tylko od Was. Im cieńsze tym lepsze.
Na rozgrzaną płaską patelnię (suchą) kładziemy placek i podgrzewamy. Przewracamy kilka razy, kiedy zacznie się zarumieniać, polewamy odrobiną oliwy, smażymy przez chwilę, przewracamy, drugą stronę też polewamy oliwą i smażymy chwilę. Gotowe. Powtórzyć z wszystkimi plackami :)

Jeśli kalorie Wam nie strasznie możecie położyć na placki odrobinkę masła.
Mówię Wam, niebo w gębie! W dodatku wykonanie to prościzna!

A Wy? Robicie paranthy w domu? Jakie są Wasze przepisy i ulubione farsze?

(Irrakuri)

 śniadaniowa parantha zamówiona kiedy byliśmy w Kashipurze / Parantha we ate in Kashipur
 Moja pierwsza w życiu parantha własnej roboty / My first homemade parantha ever
Oczywiście z masłem / With butter of course

Parantha its one of nicest things to eat on breakfast (I recommended it for breakfast because fritter is a bit heavy and fat, so its better to eat it on breakfast and burn calories in the rest of your day). When we don't have any idea what to eat or we are just to lazy, me and Abhi order parantha.

What is it? Its flat bread made from wholemeal flour (atta) - usual. You fry it on oil or ghee. Flatbreads can be made stuffed with fillings (most popular) or plain. Probably they was made first time in Punjab.

I love indian food the most in the world, and i miss it in Poland (we have a bilion indian restaurants here but its not the same because dishes here are made in polish way). Finally i decided to make parantha myself. Especially since Abhi told me, that making  this flatbread is super easy. And yes, it really is! Thats why i am sharing this recipe with you all. The dough that I made was a little too thick and im far away from perfection, but it was very tasty and after my first time making parantha im super proud of myself.

Martian's gobi parantha recipe

Ingrediens (for 6-8 paranthas):
- 1,5 cup flour
- pinch of solt
- pinch baking soda
- 2/3 cup water (room temperature)
-1/3 cauliflower
- small red onion
- chilli powder, pepper

Pour flour to bowl, put pinch of salt and baking soda. Slowly pour water and knead by hand until dough begins to peel off the hand (like when you making polish dumplings). Dough should be thick but elasticy.

Grate raw califlour on a grater (large "eyes"), chop the onion finely. Mix it with pepper and chilli powder.

Make from dough 6-8 balls, little biger than ping pong ball.  Roll out it (not too thin!), put one table spoon of cauliflower mixed with onion and spices and put on this a little salt. Again make ball from this and again roll out. Now, how thin paratha you want, depends only on your taste :)
Warm up the pan flat (dry), put one flatbread and fry it on both sides (turn on flatbread couple times), when it starts to become a little brown put a tea spoon of oil, turn on, fry, put oil on another side and fry. Done! Do this with all the paranthas. If you are not afraid to have a little more calories put on warm flatbread a generous amount of butter. Yummy!

Im telling you, this is real foodgasm! And preparing this is very easy.

And you Guys? Making parathas on your own at home? How does your recipes look like? and which stuff is your favourite?

Lubię. / I like.

Lubię dźwięk jego głosu, kiedy mówi że mnie kocha.
Lubię jego śmiech, krótki i cichy lub ten donosny aż do łez.
Lubię kiedy szczypie mnie w policzki i gładzi moje włosy.
Lubię jego usta i smak jego warg.
Lubię jego oczy, bo widzę w nich siebie.
Lubię jego włosy, jeszcze wilgotne po prysznicu.
Lubię jego skórę, gładką i pachnąca jak letni poranek.
Lubię ciepło jego dłoni, w których trzyma moje.
Lubię czuć bicie jego serca.
Lubię kiedy krzyczy w hindi chociaż nic nie rozumiem.
Lubię patrzeć jak śpi bo ogarnia mnie taka czułość jak nigdy dotąd.
Lubię czytać jego wiersze.
Lubię kiedy nie wypuszcza mnie z ramion i mogę tak trwać przez sto lat.
Lubię kiedy stoimy razem w metrze.
Lubię jego żarty.
Lubię to, że tworzymy własny język.
Lubię to, ze jest mądry i nie boi się być głupi.
Lubię z nim jeść i lubię jeść dużo.
Lubię jak na mnie patrzy i do mnie mówi.
Lubię go kochać i czuć miłość w każdym jego geście.
Jest jeszcze milion rzeczy, które bardzo w nim lubię ale są też "lubienia", które trzeba zachować dla siebie. Jest jeszcze milion chwil, które sprawiają, że po prostu chce mi sie żyć. I lubić.

 I lubię jego włosy.../And i like his hair...
Jest moim Słońcem.../He is my Sunshine...

***

I like the sound of his voice, when he says that he loves me.
I like his laugh, short and quiet and the loud until it tears.
I like when he pinches my cheeks and strokes my hair.
I like his lips and taste of his kiss.
I like his eyes, because I see myself in them.
I like his hair, still wet after the shower.
I like his skin smooth and smelling like a summer morning.
I like the warmth of his hand, which holds mine.
I like to feel his heartbeat.
I like it when he is screaming in Hindi even if I do not understand nothing.
I like to watch him sleep because I am overwhelmed by the affection like never before.
I like to read his poems.
I like when he does not let me go away from his arms, and I can just stay like that for a hundred years.
I like when we stand together in the subway.
I like his jokes.
I like that we create our own language.
I like that he is smart and not afraid to be silly.
I like to eat with him and I like to eat a lot.
I like how he looks at me and talks to me.
I like to love him and feel his love in his every gesture.
There are still a million things that I really like in him, but there are also "liking" that I need to keep for and to myself. There are still a million moments that make me just want to live.

Bariera językowa. / Language barrier

Związki mieszane to nie tylko bariery kulturowe, wyznaniowe czy nawet kulinarne. Jedną z bardzo ciężkich do przekroczenia granic jest język, w którym mówimy. Pamiętam, kiedy umówiliśmy się z Abhim na naszą pierwszą rozmowę na Skype. Byłam podekscytowana, ale jednocześnie sparaliżowana strachem. Miałam tak ogromny kompleks języka angielskiego, że byłam przekonana, że ta rozmowa będzie naszą pierwszą i ostatnią. Pomimo tych obaw, pisaliśmy do siebie milion wiadomości i świetnie się rozumieliśmy.

Moim ojczystym językiem jest język polski. Abhiego - hindi. Mimo to, jego angielski jest biegły. Ja w pewnym momencie przestałam się rozwijać. Nie miałam ani zagranicznych znajomych, nie musiałam również posługiwać się angielskim w pracy. Jedyna moja styczność z tym językiem to amerykański "Master Chef" oglądany w oryginale. Kiedy poznałam Abhiego, przez pierwsze tygodnie non-stop miałam otwarte w laptopie okno z translatorem. Rzadziej tłumaczyłam jego wiadomości, natomiast bardzo często musiałam  ratować się słownikiem kiedy sama chciałam coś napisać / powiedzieć. Przed naszą pierwszą rozmową ręce pociły mi się ze stresu. Nie tylko dlatego, że wspaniale nam się pisało i Abhi podobał mi się fizycznie, ale dlatego, że bałam się, że nie będę potrafiła złożyć poprawnego zdania.

Nasza pierwsza rozmowa była wspaniała. Głównie dlatego, że od początku czuliśmy się ze sobą swobodnie, ale również dlatego, że Abhi nigdy nie dawał mi do zrozumienia, że mój angielski jest zły, niepoprawny, niezrozumiały. Czasem kiedy brakuje mi słów, mówię "you know what i mean" i on wie. To jest cudowne. Moja gramatyka wciąż kuleje, natomiast po tych wspaniałych, wspólnych 8 miesiącach razem z czasem coraz rzadziej otwierałam w laptopie okno z translatorem, a obecnie nie używam go w ogóle. Abhi również, na moją prośbę, poprawia mnie kiedy popełniam fatalne błędy (zazwyczaj czeka, kiedy sama się poprawię, co zdarza mi się coraz częściej). Z upływem czasu czuję większą swobodę w posługiwaniu się językiem angielskim. A ponieważ mam z nim styczność niemal non stop, zaczynam nawet myśleć po angielsku. W mojej głowie rozgrywa się prawdziwa językowa masala. Znacie Joannę Krupę? Mam w głowie to, jak ona się wypowiada w telewizji :D

Posługiwanie się językiem, który nie jest naszą mową ojczystą jest trudne. Stawia przeszkody i stwarza bariery (na szczęście łatwe do pokonania). Zdarzają nam się nieporozumienia, nadinterpretacje, niedopowiedzenia. Wszystko przez to, że ja nie wszystko rozumiem, a Abhiemu zdarza się mówić slangiem i skrótami. Ale wiecie co? Nie jest to rzecz, której nie da się przeskoczyć. Jest to bariera, ale nie mur. Wystarczy odrobina dobrej woli i cierpliwości, a wszystko się układa. Ja się uczę, Abhi tłumaczy mi to, czego nie rozumiem. Najważniejsze jest to, żeby się nie bać. Tak naprawdę nie jest ważne to, że mówicie niepoprawnie gramatycznie. To przyjdzie z czasem. Ważne jest to, że w ogóle mówicie. Róbcie błędy, mylcie słowa, gestykulujcie ale nigdy się nie poddawajcie, a przede wszystkim się nie wstydźcie. Nikt nie urwie Wam głowy za to, że czegoś nie rozumiecie albo Wasz język jest wciąż kulawy. Mówicie? Ludzie są w stanie Was zrozumieć? Świetnie!

Jestem dumna z siebie, że pokonałam barierę nieśmiałości i jestem coraz bardziej swobodna w wyrażaniu siebie po angielsku. Jestem też wdzięczna mojemu Narzeczonemu za cierpliwość, z jaką mnie uczy i pomaga mi się odnaleźć w tym nowym językowym świecie. Już niedługo będę na siłach by do tej językowej masali dodać hindi. To dopiero będzie szaleństwo w mojej głowie, ale już nie mogę się doczekać!

(Irrakuri)


Mixed relationships are not only limited to cultural barriers, but religious and even culinary. One of the very heavy to cross borders is the language that we speak. I remember when we  had our first conversation on Skype with Abhi. I was excited and at the same time paralyzed with fear. I had such a huge complex of English, I was convinced that this conversation will be our first and last. Although we wrote to each other a million messages and developed a great understanding.

My native language is Polish. Abhi - Hindi. Still, his English is fluent.However, My progress ceased as I grew up. I had no foreign friends, No one at my workplace spoke English either. My only contact with the language is American "Master Chef" viewed in the original version. When I met Abhi, the first weeks of our conversations I would non-stop open the translator window. Less likely to have translated his messages, but often had to save a dictionary when I asked for something to write / say.Before our first skype talk my hands was all sweaty because of stress. Not only because we had a lot grat chats conversations but Abhi was (and is) very attractive for me and i was very scared that because of my language i could not talk with him properly.

Our first conversation was great. Mainly because from the beginning we felt at ease with each other, and also because Abhi never made me feel that my English is bad, incorrect or incomprehensible. Sometimes when I miss the words I say "you know what i mean" and he knows it. It's wonderful. My grammar still limps sometimes, and after these great common 8 months along with the time I rarely open the laptop with window of the translator, and now I do not use it at all. Abhi also, at my request, he corrects me when I make fatal errors (usually waiting when im improving myself, what happens to me more often). Over time, I feel more freedom in using English. And because I'm in contact with him almost non-stop, I start to think in English. In my mind played out masala language. You know Joanna Krupa? I have in my head of how she speaks : D

Using language that is not our mother tongue is difficult. Places obstacles creates barriers (fortunately easy to overcome). There we misunderstand, over-interpretation, understatements. All through this, that I do not understand everything, and Abhi happens to speak slangs and abbreviations. But you know what? It is not a thing which can not be surpassed. This is a barrier, but not a wall. Just a little bit of good will and patience, and all will be arranged. I'm learning, Abhi explains to me what I do not understand. The bottom line is not to be afraid. In fact, it is not important that you speak grammatically incorrect. It will come with time. It is important that in all you say. Just do mistakes confuse words gestures but never give up, and above all, do not be shy. Nobody breaks off you head for the fact that you do not understand your language or is still lame. You speak? and People are able to understand you? Excellent!

I am proud of myself that I overcame the barrier of shyness, and I'm more relaxed in expressing myself in English. I am also grateful to my fiance for the patience with which he teaches me and helps me to find in this new world language. Soon I will be strong enough with this language and then add the masala Hindi. It's going to be crazy in my head. I can not wait!

Connaught Place. Uniwersalne miejsce spotkań. / Connaught Place. Universal meeting place.

Kiedy umawiam się z kimś w Warszawie wybieramy zazwyczaj Rotundę. Specyficzny budynek w samym centrum miasta. Łatwo go znaleźć i wszędzie jest stąd blisko.
New Delhi jest tak ogromne, że wydaje mi się, że wszędzie jest tu daleko. Jednak odniosłam wrażenie, że jedno miejsce jest wyjątkowo popularne. Connaught Place. Przy samym metrze, idealne jako baza wypadowa lub, żeby spędzić tu popołudnie, wieczór lub cały dzień. Jest tłoczno, jest głośno, po sufitach chodzą jaszczurki, na chodnikach śpią psy i znajdziecie tutaj wszystko.

Co znaczy wszystko?

~Targ. Z ubraniami, torebkami, butami. Czym tylko sobie zamarzycie. Nie jest za duży ale wybór towarów spory. Kupiłam tutaj nowe oprawki okularów za 150 rupii! (ok 9 złotych).

~Najlepszą zimną kawę na świecie. Do wyboru kilka smaków i wersja bez cukru, która i tak jest słodka. I absolutnie doskonała.

~Najlepsze frytki świata o których pisaliśmy wcześniej : (Burger Singh)

~Nasz ulubiony Pub Blues. Unikajcie wieczorów, kiedy gra zespół chyba, że chcecie słuchać nieudolnych wersji piosenek Adele. Poza tym z głośników leci dobry rock. Często jest tłoczno.

~Bar w którym we wtorki i czwartki wypijecie piwo za 29 rupii!

~Najlepsze naturalne lody na świecie. Spory wybór smaków, ale ciężko opisać to słowami.  O tym trzeba przekonać się na własnej skórze, a właściwie języku ;)! Naturals Ice Cream to miejsce, które warto znać!

~Kultowe Wanger's. Piekarnia oraz knajpka,  w której można smacznie zjeść. Nie spodziewajcie się jednak, ze usiądziecie. To miejsce jest zatłoczone o każdej porze dnia.

Poza tym trochę sklepów z ubraniami z wyższej półki cenowej, masa knajp i knajpek, fast foodów i czego sobie tylko zamarzycie. Możecie tu zostać i na pewno znajdziecie miejsce dla siebie, albo umówić się na skwerze pod gigantyczną indyjska flagą, wsiąść w metro lub złapać rikszę i wyruszyć w świat.

My zostajemy. Siadamy na murku, zajadamy kanapkę z Wenger's i popijamy ją mrożoną kawą. Fajnie jest.

(Irrakuri)




While dating someone in Warsaw we usually choose the Rotunda. The specific building in the city center. It is easy to find and everything is still close.

New Delhi is so huge that it seems to me that all is not far away here. But I got the impression that one place is extremely popular. Connaught Place. With the subway, ideal as a base or to spend an afternoon, evening or the whole day. It is crowded, it's noisy, the ceilings has lizards crawling and on the sidewalks dogs relaxing and you can find everything here.

What does it really mean?

~ Market. With clothes, bags, shoes. What only can dream of. It is not too big but the choice of goods varies. I bought here a new spectacle frame for 150 rupees! (About 9 zloty).

~ The best cold coffee in the world. For several choices of flavors and sugar-free version, and that is so sweet. Its absolutely excellent.

~ The best chips in the world about which we wrote earlier: (Burger Singh)

~ Our favorite Pub Blues. Avoid evenings when a two piece band is playing unless you want to listen to songs and inept version of Adele. Besides the speakers boom good rock music. It is often crowded.

~ Bar where on Tuesdays and Thursdays you can drink beer for 29 rupees!

~ The best natural ice cream in the world. Nice variety of tastes, but it's hard to describe it in words. This one must see for themself, rather the language;)! Naturals Ice Cream is a place that you should know!

~ Cult Wenger's. Bakery and eatery, where you can eat well. Do not expect, however, that you will get a spot to sit down. The place is crowded at any time of the day.

Besides all that, some clothes shops with higher priced things, mass cafes and pubs, fast food outlets and what can only imagine. You can stay here and will definitely find a place for yourself, or to make an appointment in the square under the giant Indian flag, take the metro or catch a rickshaw and go out into the world.

We are tired and we sit on the pavement eating a sandwich from Wenger's and sip the iced coffee. It is fun.

Ujarzmić włosy... / Tame your hair ...

Włosy to Wasza mocna strona czy największy kompleks? Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że od lat zmagam się z problemem włosów, które są cienkie i słabe. Moje włosy przez długi czas odbierały mi pewność siebie.

Jednak na wszystko są sposoby. Moje włosy aktualnie wypadają o jakieś 60% mniej niż kiedyś, i chociaż nadal są cienkie, są dużo gęstsze niż były kilka miesięcy temu. Wszystko dzięki radom mojego Narzeczonego i jego Mamy. Zresztą hej, czy widzieliście kiedykolwiek Hinduskę z brzydkimi włosami? Kiedy jestem w New Delhi gapię się na dziewczyny jak głupia i klnę w duchu. Tak bardzo zazdroszczę im gęstych, pięknych włosów.

Do rzeczy. Co zrobić aby Wasze włosy były mocniejsze, lśniące i zdrowsze? (Byłam niedawno u fryzjera podciąć końcówki i usłyszałam, że moje włosy faktycznie są cienkie ale za to zdrowe i bardzo dobrze odżywione ;)  )

- Zapomnijcie o popularnych markach szamponów. Mają w sobie sylikony i masę chemii. Mocnym gęstym włosom pewnie nie szkodzą, ale naszym słabym tak. I chociaż po użyciu ich macie wrażenie, że Wasze włosy są puszyste i lśniące, to na dłuższą metę sylikon i parabeny mogą dawać odwrotny skutek. Moje włosy z czasem po używaniu popularnych marek szamponów zaczęły się bardzo przetłuszczać, później były suche jak wiór, a na końcu wypadały garściami. Zaczęłam od szamponu TianDe. Ziołowa mieszanka, rosyjskiej firmy. Na początku skóra głowy może trochę piec, ale to nic złego. Po tym szamponie zaczęło mi rosnąć bardzo dużo nowych włosów.  Później stosowałam szampon Himalaya, który nie jest rewelacyjny ale też nie najgorszy. Po nim konieczna jest odżywka, w innym wypadku rozczesanie włosów będzie horrorem. Natomiast moje ostatnie odkrycie to szampon Khadi neem i tulsi. Hit! Moje włosy je kochają!


- Dwa razy w tygodniu nakładam na noc olejek - wcześniej ze słodkich migdałów, teraz Khadi. Wmasujcie go opuszkami palców w skórę głowy. Rano jak zwykle umyjcie głowę.

- Poranne maseczki : zazwyczaj też dwa razy w tygodniu nakładam rano maseczkę na głowę. 15-30 minut zależy ile mam czasu. Jakie maseczki? Z rozbełtanego, świeżego jajka. Jogurtu naturalnego. Miodu i cytryny. Zwłaszcza po tej ostatniej włosy pięknie lśnią i pachną!

- Kuzynka ostatnio poradziła mi, żeby nie czesać mokrych włosów. Dlatego cały ranek chodzę w turbanie z ręcznika. I to był strzał w dziesiątkę. Kolejna metoda by ograniczyć wypadanie włosów. Warto też rozczesać włosy przed ich umyciem.

- Poza tym zdrowa dieta to podstawa. Jedzcie dużo warzyw, owoców, orzechów i kasz. Wpłyną świetne nie tylko na włosy, ale również na paznokcie i skórę. Same plusy. Ważna jest biotyna, której niedobór powoduje wypadanie włosów. Dużo biotyny znajdziecie w kalafiorze lub soczewicy. Więcej o tym co jeść, a czego unikać w tym artykule : https://portal.abczdrowie.pl/dieta-na-zdrowe-wlosy

I nigdy, ale to nigdy się nie poddawajcie! Ja walczę już osiem miesięcy, a od jakichś czterech stosuję wszystkie te triki regularnie. I chociaż widzę bardzo dużą poprawę, to wciąż daleko mi do ideału. Dziewczyny, może to nie jest proste, ale nie niemożliwe. Możecie sprawić, że Wasze włosy będą Waszym atutem a nie utrapieniem. Idźcie do sklepu po jogurt naturalny i do dzieła! Polubmy nasze włosy, a one polubią nas :)

(Irrakuri)


Is hair your strongest point or it gives you  complex? Why am I writing about it? Because for years I struggling with the problem of hair that are thin and weak. My hair deprived me of confidence for a long time.

However, all these issues can be fixed by different methods. My hair actually fall by about 60% less than in the past, and although they are still thin, but are much stronger than they were a few months ago. All thanks to the advice of my fiancé and his mother. Anyway, Hey, if you've ever seen an Indian with ugly hair? When I'm in New Delhi I stare at girls as stupid and swear in the spirit. I envy them so much because of their thick, beautiful hair.

To the point. What do you do to your hair that they are stronger, shiny and healthier? (I recently stayed at the hairdresser to trim ends and I heard that my hair actually are thin but they are very well nourished;))

- Forget about the popular brands of shampoos. They contain silicon and a lot of chemicals. Strong thick hair probably does not get affected by this but they damage weak hair.  And although you feel that your hair is fluffy and shiny, in the long run silicon and parabens can produce the opposite effect. My hair after using a popular brand of shampoos became very thick and luscious but later were dry as a chip and finally fell out in clumps. I started with shampoo TianDe. Herbal Blend, Russian company. After its first time usage it can cause inflammation to the scalp. After this shampoo I had a lot of new growth of hair on my scalp. Later I have been using the Himalaya shampoo, which is not great  but also not the worst. After all it is necessary to condition them too, otherwise the hair will be combed in horror. In contrast, my recent discovery of a shampoo was Khadi neem and tulsi. Hit! My hair loves this product!

- Twice a week I massage my hair and scalp with oil in the night - before i used sweet almond, but now Khadi. Massage your fingertips into the scalp. and in the morning wash your head normally.

- Morning masks:  I usually use it twice a week and I use it as a mask on my head for 15-30 minutes, depends on how much time I have. What mask? With egg yolk, natural yoghurt, honey and lemon. Especially after honey&lemon mask my hair is shine and smell great!

- My cousin recently advised me not to comb wet hair. Thats why the whole morning I walk with a towel turban. And its working! Another method to reduce hair loss! You should also brush your hair before washing them.

- Besides a healthy diet is basics. Eat plenty of vegetables, fruits, nuts and grits. Greatly influences not only on the hair, but also nails and skin. It is important to understand that biotin deficiency causes weak hair. More quantity of biotin you can be find in cauliflower and lentils. More about what to eat and what to avoid in this article: https://portal.abczdrowie.pl/dieta-na-zdrowe-wlosy

And never, never give up! I fight for eight months, from about four I use all these tricks regularly. And although I see a huge improvement, it is still far from my ideal way the hair should look on my head. Girls, it may not be easy, but its not impossible either. You can make your hair your asset and not a nuisance. Go to the store,buy the yogurt and let it work! Its time to start like our hair, and they will like us back :)