Skip to main content

Indie i jedzenie / India and food.

Ostatnio, podczas jednej z naszych wieczornych rozmów na Skype, uświadomiłam sobie jak ważną rolę odgrywa w Indiach jedzenie. Nie wiem czy jakikolwiek inny kraj doprowadził rytuał jedzenia do takiej perfekcji jak Hindusi. I nie mówię tutaj o obsesji obżarstwa rodem z amerykańskich sieci fast foodów, czy przykrym widoku ludzi tak otyłych, że muszą poruszać się na wózkach inwalidzkich. Oczywiście, na ulicach New Delhi również możecie zobaczyć wielu otyłych Hindusów, nie o tym chcę napisać. Zauważyłam, że jedzenie w Indiach nie spełnia jedynie roli zapełnienia żołądka, zabicia głodu. Jest czymś znacznie więcej. Czymś co można ofiarować, podzielić się, celebrować.

W wielu świątyniach, ofiarowuje się Bogom jedzenie. Często owoce lub słodkości. Tak jak zrobiliśmy to w świątyni Hanumana (Możecie przeczytać o tym tutaj), kiedy kupiliśmy banany by je poświęcić i rozdać biednym koczującym na ulicy. Chyba nigdy nie zapomnę widoku dzieci i kobiet wyciągających ręce po banany, które miałam. I ich uśmiechów.

Kiedy w Indiach bierzesz ślub w świątyni - masz ze sobą kilka potrzebnych rzeczy (jak w Polsce są to obrączki, tak tutaj m.in. wieńce z kwiatów i mangalsutra dla panny młodej), ale przede wszystkim ofiarowujesz kapłanowi 2 kilogramy słodyczy. Jest to swego rodzaju zapłata za to, by zostać mężem i żoną. Ofiarowanie słodyczy jako nadzieja na słodkie, długie wspólne życie.

Abhi powiedział mi, że jego Mama zawsze do kolacji przygotowuje trochę więcej chapati, żeby nakarmić nimi krowy. W pierwszej chwili roześmiałam się, wydawało mi się to zabawne. Wyobraziłam sobie mojego Narzeczonego i jego Mamę biegających po okolicy w poszukiwaniu krów. Zapytałam go nawet, czy przypadkiem nie mają jakiejś krowy w piwnicy. Jednak po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że ma to głębszy sens. Krowy w Indii są święte. Chodzą po ulicach gdzie chcą, jak chcą i kiedy chcą. I myślę, że to piękne. Krowy i karmienie ich. Napotkaną krowę dobrze jest też pogłaskać. Nie wiem czy taki dotyk ma magiczną moc, ale sierść krowy jest bardzo miła w dotyku i spotkanie z tak dużym zwierzęciem robi naprawdę niesamowite wrażenie. Zawsze się cieszę na ich widok i wiem, że w przyszłości też będę robiła więcej chapati, by później nakarmić nimi okoliczne krowy.

A poza tym, całkiem subiektywnie, uważam, że kuchnia indyjska to najlepsza kuchnia na świecie. I tak sobie myślę, że to bardzo możliwe, że Hindusi mają więcej niż jeden żołądek. Jedzą dużo, i często. Na ulicy na każdym kroku można natrafić na małe budki z regionalnymi przysmakami i cały ogrom jadłodajni. I wcale się tym ludziom nie dziwię, że tyle jedzą, bo to jedzenie po prostu zwala z nóg i nokautuje kubki smakowe. Mam wrażenie, że do końca życia nie starczy mi czasu, by spróbować wszystkiego. Tutaj co dzielnica, zmienia się nie tylko narzecze języka, ale również rodzaj jedzenia. Indie są jak cały świat zebrany w jedno miejsce. Jedzenie na południu kraju jest tak różne od tego, z północy jakby się było w zupełnie innej części świata.

Dlatego uświadomiłam sobie, że kiedy myślę Indie - wyobrażam sobie nie tylko uśmiech mojego Narzeczonego, czy moją ulubioną świątynię Boga Małpy - ale myślę również o jedzeniu. Kiedy tęsknię za Indiami - tęsknię nie tylko za zapachem skóry mojego Narzeczonego czy gorącym słońcem i duszną atmosferą - ale tęsknię za jalebi, golgappas, bryiani, chole bathure, daniami mojej przyszłej teściowej czy smakami, które dopiero poznam. Dlatego Indie i jedzenie to w mojej wyobraźni nierozłączna para. Małżeństwo idealne.

(Irrakuri)








Couple days ago, during one of our evening conversations on Skype, I realized how important food is in India. I do not know whether any other country has led the ritual of eating to such perfection as the Hindus. I'm not talking here about the obsession with binge eating straight from the American fast food chains, or unpleasant sight of people so obese that they need to move on wheelchairs. Of course, on the streets of New Delhi you can also see a lot of obese Indians, not what I want to write. I noticed that the food in India fails to fulfill only the role of filling the stomach, killing hunger. It is something much more. Something that you can give, to share, celebrate.

In many temples, we are offering food to God deity's. Often fruit or sweets. As we did in the temple of Hanuman (You can read about it here), when we bought bananas to consecrate them and given to the poor kids on the street. I will never forget the sight of children and women stretching out their hands for bananas that I had. And their smiles.

When in India you get married in the temple - you bring a few things you need (as in Poland are the rings, so here among wreaths of flowers and mangalsutra for the bride), but above all you offer to the priest two kilograms of sweets. It is a kind of payment for this to become husband and wife. The offering of sweets as the hope for a sweet, long life together.

Abhi told me that his mom always prepares dinner and cooks more chapatis to feed the cows on the street. At first I laughed, it seemed funny. I imagined my fiance and his Mom running around in search of cows. I asked him, if he has any cows in the basement. However, after a moment's reflection I came to the conclusion that it has a deeper meaning. Cows are sacred in India. They walk the streets where they want, how they want and when they want. And I think it's beautiful. Cows and feeding them. Encountering a cow and is good too pat the holy animal. I do not know whether the touch has magical power, but its fur is very nice to the touch and meeting with such a large animal leaves a really big impression. Always glad to see them and I know that in the future I will be cooking more chapati's to later feed the local cows.

And besides, quite subjectively, I think Indian cuisine is the best in the world. And so I think that it's very possible that the Indians have more than one stomach. They eat a lot, and often. On the street at every step you can find small booths with regional delicacies and the enormity diner. I saw that these people do not wonder that so many of them are eating because the food simply knocks your tastebuds. I feel that in India even till the end of ones life one does not have enough time to try everything. Here at the district, not only the vernacular language changes, but also the type of food. India is like the whole world gathered in one place. Food in the south of the country is so different from that of the north as if it was in a completely different part of the world.

Therefore, I realized that when I think of India - imagine not only a smile of my fiance, and my favorite temple of the Monkey God - but I also think about food. When I miss India - I miss not only the smell of the skin of my fiance or hot sun and stifling atmosphere - but I miss jalebi, golgappas, bryiani, chole bathure, my future mother-in laws dishes or flavors that only I will know. That is why India and eating is in my imagination the inseparable couple. A perfect Marriage.

Comments

Popular posts from this blog

HUSBAND & WIFE / MĄŻ & ŻONA

Our dreams came true. After months living on Skype, living 6000 kilometres away from each other, 10th December 2016 we got married and we are probably the most happiest couple on the planet. <3

We love each other more and more every day, and our wedding was the best day in our life. Now we can start our new life adventure and can't wait for that! Stay tuned!

Mr & Mrs M.



Nasze marzenia się spełniły. Po miesiącach życia na Skype, życia z 6000 kilometrów pomiędzy nami, 10 grudnia 2016 wzięliśmy ślub i jesteśmy prawdopodobnie najszczęśliwszą parą na świecie! <3

Z dnia na dzień nasza miłość jest coraz większa, a nasz ślub był najwspanialszym dniem w naszym życiu. Teraz możemy zacząć zupełnie nową, wspólną przygodę i iść przez życie razem, mocno trzymając się za ręce. Już nie możemy się doczekać! Zostańcie z nami!

Pan i Pani M.

Polska vs. Indie / Poland vs. India

Tak, Indie to niesamowity kraj. Jest jak inna planeta, nigdzie nie znajdziecie drugiego takiego miejsca. Czasami czuję się tutaj jak kosmita, tak bardzo wszystko w tym kraju jest inne od tego co znam, od miejsca w którym się urodziłam i wychowałam. A jednak czuję się w Indiach swobodnie, dobrze, jak w domu. Możliwe, że jednym z powodów jest fakt, że mieszkamy w stolicy państwa. Myślę, że każda stolica w każdym kraju jest trochę jak samotna wyspa, ludzie są tacy sami, mówią tym samym językiem, a jednak zasady panują tu trochę inne. Ludzie są jakby bardziej swobodni i nowocześni. Stolice krajów, które znam zawsze są trochę jak oddzielne państwa.

Podobnie jak ludzie z całej Polski przyjeżdżają do Warszawy na studia czy do pracy tak samo mieszkańcy małych miast Indii wyruszają do Delhi po lepszą przyszłość (ale ponieważ kraj jest gigantyczny, ludzie południa wyruszają do Mumbaju). Podobnie jak w Warszawie, ludzie w Delhi czują się na początku zagubieni i przytłoczeni ogromem miasta, tłok…

Moja indyjska teściowa / My indian mother-in-law

Moja nowa rodzina składa się (poza Mężem) z Mamy, Taty, Brata i psa. Mieszkanie z nimi jest dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Codziennie uczymy się siebie nawzajem i póki co całkiem nieźle nam idzie. Oczywiście najwięcej czasu spędzam z Mamą Abhiego i porównuję wszystkie stereotypy na temat hinduskiej teściowej znalezione w Internecie do tego co mam w rzeczywistości. Stereotypy o hinduskiej teściowej nie różnią się właściwie niczym od tych o polskiej teściowej. Obie przedstawiane są jak co najmniej nieludzkie potwory. Obie to niemal najgorszy rodzaj człowieka. Wystarczy poczytać kawały. Albo inne blogi.

Moja Teściowa dużo się śmieje. Robi najlepszą masala chai na świecie (nasz codzienny rytuał to kubek herbaty o 19:00 i "niestety" jakieś ciastko też ;) ). Gotuje tak, że już nigdy nie będę szczupła (i w przeciwieństwie od tego co zdarzało mi się czytać, nie ukrywa skrzętnie swoich przepisów - od pierwszego dnia pokazuje jak przygotowywać potrawy i odpowiada na każde mo…