Święto Navratri, część 2 / Navratri Festival, part 2

Ostatnio pisałam Wam, że postanowiliśmy z Abhim obchodzić wspólnie festiwal Navratri pomimo, że ja nadal jestem w Polsce, a on w Indiach. Dzisiaj kilka słów o poście i kolorach.

POST.

W Polsce kojarzy nam się z 40 dniowym pobytem Jezusa na pustyni, jedzeniem ryby w piątki, czy niejedzeniem prawie niczego w Wigilię, przed uroczystą kolacją (aktualnie chyba nie jest to już tak bardzo przestrzegane). Zasady postu podczas święta Navratri nie są wcale zbytnio skomplikowane. Jest po prostu lista rzeczy, które można/należy jeść, i lista produktów, których trzeba unikać. 

Produkty dozwolone :
- mąka gryczana (jedyna, której możecie używać w tym czasie.)
- warzywa, zwłaszcza ziemniaki czy kalafior.
- właściwie wszystkie owoce, świeże i suszone.
- wszystkie produkty mleczne.
- Przyprawy : sól (jedynie koszerna lub kamienna), kumin, czarny pieprz, zielony kardamon, goździki, cynamon.
- poza tym tapioka (sago), woda kokosowa, kokos, cukier czy miód. Możecie pić herbatę, ale do smażenia używamy tylko oleju z orzeszków ziemnych lub ghee.
- jeśli potraficie robić domowe lody, śmiało! (Szybkie i najlepsze na świecie lody : zmrażacie pokrojonego na kawałki banana przez 2-3 godziny, następnie blendujecie go z jogurtem naturalnym i wkładacie na godzinę do lodówki. Domowe, zdrowe lody gotowe :) )

Produkty niedozwolone:
- cebula i czosnek
- wszystkie ziarna, kasze, ryż. 
- kurkuma, musztarda, garam masala.
- alkohol, mięso, kawa, jajka. Nie można również palić papierosów.
- kukurydza, płatki owsiane.
Jak widzicie, zakazów jest mniej. Mogłoby się wydawać, co to za post kiedy można jeść prawie wszystko? Jednak w Indiach, w kraju, w którym cebulę czy ryż je się codziennie, w dużych ilościach - taki post jest prawdziwym wyrzeczeniem. 
Ja po raz pierwszy w życiu będę przygotowywała pakorę: 


Sabudanę kheer:


Halvę (przepis niebawem ;) )

KOLORY.
Navratri podzielone jest na trzy części. Każdy dzień ma przypisany kolor.

- Trzy pierwsze dni są poświęcone Bogini Matce pod postacią Durgi. Prosimy w tym czasie o zlikwidowanie wszystkich wad, nieczystości i błędów. Dzień I: kolor szary. Dzień II: kolor pomarańczowy. Dzień III: kolor biały.

- Kolejne trzy dni oddajemy hołd Bogini Matce pod postacią Lakszmi, która obdarowuje wiernych niezwykłym bogactwem. Dzień IV: kolor czerwony. Dzień V:  kolor niebieski. Dzień VI: kolor  żółty.

-W ostatnie trzy dni czcimy Boginię Matkę pod postacią Saraswati. Jest to bogini sztuki, mądrości i wiedzy. Dzień VII: zielony. Dzień VIII: kolor różowy. Dzień IX: kolor fioletowy.

Wszystko o znaczeniu kolorów możecie przeczytać tutaj : Navratri Colours
Navratri obchodzone jest by upamiętnić czas, w którym Bogni Durga mogła opuścić męża by odwiedzić swoją Matkę. W każdym regionie Indii czy w Nepalu, święto to jest obchodzone inaczej. Jednak najważniejsza w celebrowaniu jest modlitwa i post, które pomagają oczyścić duszę i ciało z wszystkich zanieczyszczeń i złych myśli, by otworzyć się na to co dobre. Nie mogę się doczekać by doświadczyć tego czasu z moim Ukochanym, by móc w ten sposób przybliżyć się do jego wiary i kultury. To właśnie poprzez celebrowanie świąt poznajemy kulturę danego kraju najbardziej. Szczęśliwego Naratri, drodzy czytelnicy! Niech Bogini Durga przyniesie Wam spokój i błogosławieństwo!

 Przygotowuję małą kapliczkę / Preparing small house temple
Sago, główny składnik sabudany / Sago main product to prepare sabudana kheer


In a previous post I wrote to you, that we decided to celebrate Navratri festival together with Abhi despite the fact that I'm still in Poland, and he was in India. Today, a few words about fasting and colors.

FAST.

In Poland, we associate with 40-day stay of Jesus in the desert, eating fish on Fridays, or not eating almost anything on Christmas Eve, before the gala dinner (actually I do not think this is already so respected). The rules of fasting during Navratri festival are not at all too complicated. It is simply a list of things that could / should eat, and the list of products to avoid.

Products allowed:
- Buckwheat flour (only one of which you can use at the time.)
- Vegetables, especially potatoes and cauliflower.
- Virtually all fruits, fresh and dried.
- All dairy products.
- Spices: salt (kosher or Rock salt), cumin, black pepper, green cardamom, cloves, cinnamon.
- Besides tapioca (sago), coconut water, coconut, sugar or honey. You can drink tea, but we can only use for peanut oil or ghee for frying .
- If you can make homemade ice cream, go ahead! (Fast and the world's best ice cream: crusting of sliced ​​banana for 2-3 hours, then blend it with natural yoghurt and put it in the fridge for an hour. Homemade, healthy ice cream ready :))

Products not allowed:
- Onion and garlic
- All grains, cereal, rice.
- Turmeric, mustard, garam masala.
- Alcohol, meat, coffee, eggs. You also cant smoke cigarettes.
- Corn, oatmeal.

As you can see, there are fewer prohibitions. It would seem, what's the message when you can eat almost anything? However, in India, a country where onion and rice is consumed every day in large quantities - this post is true renunciation.

I for the first time in my life will make pakora:


Sabudana kheer:


Halve: ( recipe soon ;) )


COLOURS.
Navratri is divided into three parts. Each day is assigned with  color.

-The first three days are dedicated to the Goddess Mother in the form of Durga. Please at this time of the elimination of all defects, dirt and bugs. Day I: grey. Day II: orange. Day III: white.

-The next three days we honor the Mother Goddess in the form of Lakshmi, who bestows an abundance of faithfulness and wealth. Day IV: red. Day V: blue. Day VI: yellow.

-In the last three days we honor the Mother Goddess in the form of Saraswati. It is the goddess of art, wisdom and knowledge. Day VII: green. Day VIII: pink. Day IX: purple.

Everything about the importance of color can be read here: Navratri Colours
Navratri is celebrated to commemorate the time in which Goddess Durga could leave her husband to visit his mother. In every region of India and Nepal, this holiday is celebrated differently. However, the most important in the celebration is the prayer and fasting that helps cleanse the body and soul from all impurities and bad thoughts, to open up to what is good. I can not wait to experience this time with my Beloved, to be able to get way closer to his faith and culture. It is through the celebration of holidays I will discover and know the culture. Happy Naratri, dear readers! Let Goddess Durga bring you peace,blessing and prosperity!

Święto Navratri , część 1 / Navratri Festival, part 1.

Życie na odległość bywa bardzo trudne, ale stwarza również wiele nowych możliwości. Podczas wieczornych spotkań na Skype można nie tylko rozmawiać, ale celebrować różne wydarzenia. W Indiach obchodzi się wiele pięknych, kolorowych świąt. O niektórych wiedziałam, np. Diwali czy Karva chauth (filmy Bollywood także bywają kopalnią wiedzy ;) ), o niektórych nie miałam bladego pojęcia. Jednym z takich świąt, jest Navratri, które trwa 9 dni, i w tym roku zaczyna się 1 października. Postanowiliśmy, że chociaż nie możemy być razem w tym czasie, nie przeszkodzi nam to celebrować to święto wspólnie.

Kilka słów o Navratri. Nazywane inaczej Świętem Dziewięciu Nocy poświęcone jest żeńskiej bogini, Matce Wszechświata, którą uosabia Durga, żona Śiwy (ta, która uwalnia od cierpienia, dawczyni życia, zwyciężczyni zła). Przedstawiana jest ona pod dziewięcioma postaciami, awatarami, innymi na każdy dzień festiwalu. Miewa 8 lub 10 ramion albo troje oczu. Dosiada lwa, który reprezentuje wolę i determinację.  W dłoniach trzyma przedmioty. Wszystko to nie jest dziełem przypadku, a ma ogromne znaczenie.

Każdy dzień to inne rytuały i modlitwy. W  czasie festiwalu obowiązuje ścisły post, a każdemu dniowi przypisany jest inny kolor, i takie ubrania zakładają kobiety. Bardzo cieszę się na to święto i chociaż nie zobaczę go na własne oczy w Indiach, będę mogła celebrować je z moim Narzeczonym wspólnie, chociaż na odległość. O przestrzeganiu postu i jego zasadach napiszę następnym razem, przygotowuję też małą kapliczkę, przed którą zapalę świeczkę i rozłożę kwiaty by móc pełniej celebrować wszystkie 9 nocy.

Czy to nie jest piękne? Jak Wy przygotowujecie się do Navratri? Czy pościcie? A może również żyjecie w związku na odległość i możecie celebrować Navratri jedynie przez Skypa? Pochwalcie się swoimi wrażeniami, zdjęciami Waszych kapliczek, miniaturowych domowych świątyń.

(Irrakuri)

Life at a distance can be very difficult, but also creates many new opportunities. During the evening meetings on Skype, you can not only talk, but discover how to celebrate various events. India celebrates many beautiful, colorful festivals. On some I knew, for example. Diwali and Karva Chauth (Bollywood films also tend to be a mine of information;)), for some I had no clue. One of these festivals is Navratri, which lasts for nine days, and this year begins on October 1. We decided that although we can not be together at this time,it will not prevent us to celebrate this holiday together.

A few words about Navratri. Otherwise known as the Feast of the Nine Nights is dedicated to a female goddess, Mother of the Universe, which embodies Durga, wife of Shiva (one that frees you from suffering, giver of life, winner of evil). It is presented under nine characters, avatars, different for each day of the festival. Has 8 or 10 arms or three eyes. She rides on a lion, which represents the will and determination. In the hands she holds objects. All this is not a coincidence, and is of great importance.

Every day is for different rituals and prayers. During the festival a strict regime, a day of each is assigned a different color, and such clothes are worn by women. We look forward to this holiday and though I see it with my own eyes in India, I can celebrate it with my fiance together, although I remain in Poland. The observance of fasting and its principles about which I will write next time, prepare a small chapel, before which i will light a candle and spread flowers to be able to fully celebrate all 9 nights.

Isn't it beautiful? How do you prepare yourself for Navratri? Do you fast? And maybe you live in a long distance relationship, and you can celebrate Navratri only through Skype? Praise your impressions and photographs of your shrines, pet miniature temples.

Dlaczego piszemy bloga? / Why we are writing a blog?

IRRAKURI:

Oboje z Abhim jesteśmy kreatywnymi osobami. Oboje uwielbiamy pisać. Abhi poezję, ja częściej prozę. To pomaga nam uwolnić myśli i zatrzymać wspomnienia. Teraz kiedy jesteśmy razem, chcemy dzielić się naszymi myślami również z innymi ludźmi.

Dlaczego? Bo wiemy, że jest Was dużo, par mieszanych takich jak my, którzy każdego dnia zmagają się z przeciwnościami losu i koszmarem życia na odległość. Bo to nasze wspomnienia, którymi chcemy się dzielić i które zostawimy naszym dzieciom. Bo mamy z tego ogromną radość. Jesteśmy podekscytowani za każdym razem, kiedy publikujemy nowy post. Skaczemy jak przedszkolaki i śmiejemy się do siebie. Dostajemy też od Was wspaniałe prywatne wiadomości ze słowami wsparcia czy opisem swoich historii. To jest naprawdę piękne. Niedawno moja kuzynka napisała do mnie, że dzięki naszemu blogowi zarejestrowała się na portalu randkowym, o którym pisaliśmy w pierwszych postach i tam poznała kogoś wyjątkowego. Takie słowa cieszą nas najbardziej. Ta świadomość, że mogliśmy się przyczynić do czyjegoś szczęścia. To uskrzydla i dodaje siły.

Dlaczego piszemy tego bloga razem? Para mieszana, międzykulturowa to wyzwanie nie tylko dla jednej ze stron. To nie jest tak, że ja muszę oswajać się z nowym krajem, religią i kulturą. Dla Abhiego mój kraj to również kosmos. Ostatnio zapytał mnie, czy to prawda, że na Boże Narodzenie, na wigilijnym stole pojawia się 12 potraw. Dla niego jest to równie niesamowite jak dla mnie święto Navratri i reguły postu podczas tego festiwalu. Wszystko jest nowe, ekscytujące i fascynujące dla nas obojga. Oboje odkrywamy zupełnie nowe światy i uczymy się łączyć je w jedną spójną całość, która stanie się naszym wspólnym życiem.

Mamy nadzieję, że pisząc ten blog damy siłę chociaż kilku osobom, że warto wierzyć i walczyć o swoje marzenia. Pamiętajcie, że jeśli się kochacie różnice kulturowe nie mają większego znaczenia. KAŻDY związek jest trudny i wymaga pracy, nieważne z jakiego kraju jesteście. My oswajamy swoją teraźniejszość i przyszłość w ten właśnie sposób i cieszymy się, że jesteście z nami :) Piszemy dla nas, dla Was, z potrzeby pisania i z radości życia.

~

Both Me and Abhi are creative people. We both love to write. Abhi writes poetry,and I often prose. It helps us to release thoughts and captur our memories. Now, when we are together, we want to share our thoughts with others.

Why? Because we know that there are a lot of mixed pairs, who every day are struggling with adversity and the nightmare of life at a distance. Because it is our memories that we want to share and which we leave to our children. Because we have this great joy. We are excited every time we publish a new post. We jump as preschoolers and laugh to ourself. We get it from you wonderful private messages and with words of support or descriptions of their history. It is really beautiful. Recently, my cousin wrote to me that, thanks to our blog and she registered on the dating portal, which we wrote about in the first posts, and there she met someone special. Such words are supporting us the most. This awareness that we could contribute to someone else's happiness. It inspires and adds strength.

Why write this blog together? A pair of mixed Intercultural couple is a challenge not just for a party. It is not that I have to get used to a new country, religion and culture. For Abhi my country is also a new space. Recently he asked me if it was true that at Christmas, on Christmas Eve we serve 12 dishes at the table. For him, it is equally amazing for me Navratri festival and usually post during this festival. Everything is new, exciting and fascinating for both of us. Both discover completely new worlds and learn to combine it into a coherent whole, which will become our common life.

We hope that by writing this blog it gives strength, although some people believe that it is worth and one should fight for your dreams. Remember that if you love the cultural differences do not matter. EVERY relationship is difficult and requires work, no matter what country you are. We tame your present and future in this way and we are glad that you are with us :) We write for us, for you, the need for writing and the joy of life.



MARTIAN: 

Namaste and Hello,

With an endless appetite to pour words out in the platter and tingle your minds reading buds here I am sharing some insight to this mode of communication that we have established with our supporters, people who in error get re-directed to our page , who consciously search for material to read about something different and to people who are just plain and simple bored. thank you for taking out time to go through our blog and reading our stories and for showing us your support by even as small as glancing at our pictures and either smiling or just clicking the red 'X' and taking an exit from the page.

Its weird and like adrenaline at the same time for me and Justyna writing our experiences and thoughts on a public platform to connect with readers and people who sail in the same boat as us and gain experience, tips, answer questions in case anyone needs any sort of help or direction and all in all it gives us immense pleasure as a couple and as individuals to connect and reach out to the masses to share the sweet nothings and sometimes the harsh realities of our lives and simultaneously at the same time venture with peoples reactions after reading our blogs with interesting ideas and amazing suggestions that we get from our readers and near and dear ones. I personally am a person who like to keep my affairs personal and my stories and poetry primarily to myself but then the better half of mine (Justyna) suggests and always compels me in a supportive manner to talk and share about our journey and this crazy train that we drive not just only ride sometimes.

We had a little different approach towards the whole idea of the blog and we decided to wrote this together because lets face it its always good and pleasurable to see how the grass grown on both the sides right? we can worry about the grass being greener later but for the satisfaction of our share of love and compassion that we share for each other and to spread the message and words which can support people and fellows like us who need a direction or sometimes are in a situation where they lack inspiration or there is a bend in the road for them, we try to put our best thoughts across so that we can prove to be a helping hand to guide....a shoulder to cry.....smiles to share....or just stupid jokes to laugh. After we started writing a lot of our readers gave us a lot of positive response an to an extent that the way we started our hunt to be together and the way we collided some people took a cue of thought from that and went on the online portals and reached out for love. Some who had some issues with their partners reconciled and looked at their lives with a different point of view and it painted BIG SMILES on our faces. After all if there is one thing that can keep you happy is to spread smile and to spread love right? and everyone deserves to be happy isnt it? We have a lot more to talk about and we love our readers involvement with our journey when you leave your wishes and share your time to write for us and appreciate and congratulate us on anything and everything that we share. Its like now when I think of the saying that 'The world is a big family' it makes total sense. Its such a great opportunity for us to talk about the space that makes us yearn each other more and then discovering about the cultural differences and the love for one another......our  inclination towards the lifestyle and everything that surrounds that we are experiencing. Traditions, Language, Food, Interests, Dislikes and a lot more that is just a speck of this lifelong journey that we are on.

So I invite you yet again in our humble abode where we experience the spice route in a different way altogether with a addition of Indian and Polish flavours to sum it all up and with all of you out there reading and smiling along for us and with us.

Love and Peace
Martian

~

Namaste i cześć!

Z niekończącym się apetytem, układam słowa na talerzu i próbując pobudzić Wasze umysły, drodzy Czytelnicy, chcę się podzielić z Wami moimi przemyśleniami. Z ludźmi, którzy nam kibicują, z tymi, którzy trafili tutaj przez przypadek lub całkiem świadomie, bo szukali pomocy lub chcieli po prostu poczytać o czymś innym albo są zwyczajnie znudzeni ;) Chciałbym podziękować wszystkim Wam, którzy poświęcacie swój czas by przeczytać naszą historię oraz tym, którzy przesyłają nam piękne słowa wsparcia, nie tylko w prywatnych wiadomościach, lecz nawet jeśli po prostu uśmiechacie się do naszych zdjęć i chwilę później wciskacie czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu strony.

To dziwne ale jednocześnie ekscytujące, że ja i Justyna piszemy i dzielimy się naszymi przemyśleniami i doświadczeniami na publicznym blogu i w ten właśnie sposób próbujemy połączyć się z ludźmi, którzy mają podobne przeżycia, noszą "tę samą parę kaloszy". Staramy się pisać o tym co nas spotkało, byście mogli poznać nas lepiej, a może szukacie odpowiedzi na dręczące Was pytania i właśnie w naszych postach znajdziecie to, czego szukacie? Jeżeli poprzez nasze pisanie możemy udzielić w ten sposób jakiejkolwiek pomocy daje nam to ogromną satysfakcję. Sprawia nam przyjemność jako parze i jako indywidualnym jednostkom, kiedy dzielimy się z Wami drobnostkami, czułymi słówkami czy trudem życia na odległość, w dodatku w multikulturowym związku. Uwielbiamy obserwować i czytać Wasze reakcje na nasze posty, jesteśmy ciekawi Waszych przeżyć, przemyśleń, pomysłów. Już teraz dostajemy ich wiele od naszych Czytelników i bliskich nam osób. Dziękujemy!

Ja jestem osobą, która woli zachować swoje sprawy osobiste, opowiadania i poezję głównie dla siebie. Jednak wtedy moja lepsza połowa (Justyna) namawia mnie i wspiera by dzielić się z innymi trudami naszej wspólnej podróży. Pokazuje mi, że nasz rozpędzony pociąg wcale nie zamierza się zatrzymać. Pędzi jak szalony.

Od początku mieliśmy trochę inne podejście to idei tego bloga i zdecydowaliśmy się pisać go razem ponieważ w każdym przypadku dobrze jest poznać obie strony medalu prawda? Możemy się martwić, która strona jest bardziej błyszcząca, ale najważniejsze jest dla nas by poprzez dzielenie się z Wami naszą miłością i doświadczeniami dotrzeć do ludzi podobnych do nas. By w ten sposób poznać ich, ale również dać im wsparcie i nadzieję. Wiemy, że niektórzy z Was potrzebują czasem by ich nakierować i wesprzeć, że bywacie w sytuacjach, w których brak Wam sił i inspiracji do dalszego działania. Jesteśmy tutaj po to by wyciągnąć do Was pomocną dłoń...nadstawić ramię do wypłakania się...lub czasem po prostu rozśmieszyć. Kiedy zaczęliśmy pisać bloga, wielu Czytelników przekazało nam całą masę pozytywnej energii, a niektórzy z nich zalogowali się, jak my, na portalu randkowym i zaczęli szukać swojej drugiej połówki. Wiemy, że niektórym z Was się to udało! Niektórzy mieli spore problemy w swoich relacjach, spojrzeli na swoje życie z innej perspektywy i to dało im siłę by budować swoje związki na odległość. Właśnie to wywołuje ogromny uśmiech na naszych twarzach. Właśnie takie rzeczy nas uszczęśliwiają, właśnie dlatego dzielimy się z Wami uśmiechem i naszą miłością.

Każdy z nas zasługuje na to by być szczęśliwym, prawda? Mamy jeszcze wiele tematów, o których chcemy pisać i uwielbiamy Was za Wasze zaangażowanie i udział w naszej życiowej podróży. Doceniamy czas, który nam poświęcacie i historie, którymi się z nami dzielicie. Kiedy zaczęliśmy pisać, powiedzenie "Świat jest jedną, wielką rodziną" nabrał prawdziwego sensu. To prawdziwa przyjemność dla nas, że możemy dzielić się z Wami tym co nas łączy i dzieli, o tym jak odkrywamy różnice w naszych kulturach, o naszej miłości...doświadczamy różnic w naszych stylach życia, we wszystkim co nasz otacza. Tradycje, język, jedzenie, zainteresowania, sympatie, antypatie  i wiele więcej. Wszystko to jest tylko kroplą w morzu długiej życiowej podróży, która jest przed nami.
Po raz kolejny zatem, zapraszam Was w nasze skromne progi, do naszej podróży, która jest mieszanką polskich i indyjskich przypraw, które składają się na wyjątkową potrawę jaką jest nasze wspólne życie. Z Wami i Waszym uśmiechem ta przygoda nabiera jeszcze ciekawszego smaku.

Love and peace,

Martian



Nieoswojona ziemia - Jhumpa Lahiri. Recenzja książki. / Unaccustomed Earth - Jhumpa Lahiri. Book review.

Nie wiem nic o Kalkucie, ani o Bengalczykach, a już tym bardziej o Hindusach w Ameryce. Wiem natomiast, że każdy rodzaj migracji jest trudny. Sama jestem imigrantką. Przeniosłam się z rodzinnego domu do innego miasta, a już za kilkadziesiąt dni przeprowadzę się do innego kraju, by być z miłością mojego życia.

Wiem też, że zawsze będę tęskniła za rodzinnym domem, choćbym nie wiem jak bardzo była szczęśliwa, bo tak właśnie jesteśmy skonstruowani. Zawsze nosimy w sercu swego rodzaju tęsknotę za domem, w którym stawialiśmy pierwsze kroki, poznawaliśmy pierwsze smaki i widzieliśmy uśmiechy naszych rodziców. Nie ma w tym nic złego. Bycie odrobinę sentymentalnym.

"Nieoswojona ziemia" to osiem opowiadań i osiem historii, które kompletnie mnie zahipnotyzowały. Pokazują jak trudno oswoić się z nowym miejscem, jak łatwo aklimatyzują się młodzi, a jak ciężko bywa ich rodzicom czy dziadkom. O tym, że w obcym kraju zawsze jest się "innym", a samotność bywa bardziej uciążliwa. W tej książce przeczytacie o pogoni za lepszym życiem, o pozostaniu przy swoich tradycjach, o życiu i śmierci. Jest dużo melancholii w tej książce, dużo poczucia straty i niemożności zapełnienia pustki. Jednak jest w tych opowiadaniach również dużo pokrętnej miłości, nie zawsze odwzajemnionej, nie zawsze szczęśliwej, jednak to ona wypełnia strony tej książki aż po brzegi.

Słowa, które piętnują tę książkę bardzo wyraźnie to smutek i melancholia. Co nie znaczy, że nie można znaleźć w niej słońca i pozytywnych stron (w tym przypadku) amerykańskiego życia. Pięknie mi się tę książkę czytało, i chociaż akcja opowiadań toczy się w Ameryce, zapragnęłam odwiedzić Kalkutę. Myślę, że kiedyś mi się uda.
Zastanawiam się jak ja będę się czuła zostając na dłużej tysiące kilometrów od rodzinnego kraju? Czego będzie mi najbardziej brakować? Z rodziną będę rozmawiać przez telefon, jak zwykle. Będzie mi brakować jedzenia? Pogody? Języka? Nie wiem, ale nie mogę się doczekać tej mojej podróży, nowego życia, nowych miejsc zwiedzonych u boku ukochanego mężczyzny. I bardzo jestem ciekawa jak te wszystkie zmiany i doświadczenia wpłyną na przyszłość naszą i naszych dzieci. W tej chwili pozostaje mi tylko czytać wspaniałe książki, cieszyć się chwilą i przygotowywać na nowe. W przeciwieństwie do "Nieoswojonej ziemi" w naszej miłości nie ma smutku. Jest nadzieja i oczekiwanie na wspaniałe jutro.

tłumaczenie: Anna Kołyszko
liczba stron: 406
ISBN: 978-83-7659-148-3
data wydania: czerwiec 2010
Wydawnictwo : ALBATROS

(Irrakuri)



I do not know nothing about Kolkata, or the Bengal, let alone of Indians in America. I know, however, that any type of immigration is difficult. I myself am an immigrant. I moved from the family home to another city, and already in a few days, I move to another country to be with the love of my life.

I also know that I will always miss my family home, even if I do not know how to be happy, because that's how we're built. Always carry in our hearts a kind of homesickness, where we took our first steps, first we got to know the flavors and saw the smiles of our parents. There is nothing wrong with that. Being a little sentimental.

"Unaccustomed Earth" is eight stories and eight stories that left me completely mesmerized. They show how difficult it is to get used to the new place, how easily acclimatized to the young, and how hard it is sometimes for their parents or grandparents. The fact that a foreign country is always the "others", and loneliness is sometimes more difficult. In this book, you read about the pursuit of a better life, to stay with their traditions, life and death. There is a lot of melancholy in this book, a lot of feeling of loss and the inability to fill the void. However, in these stories you also read a lot of twisted love tales, unrequited not always, not always happy, but she fills the pages of this book to the brim.

The words that condemn this book are very clear lables of sadness and melancholy. This does not mean that you can not find the bright and the positive sides (in this case) of American life. Beautifully I read this book, and although the action of short stories set in America, I wanted to visit Kolkata. I think that one day I can.
I wonder how I'll be feeling living longer than thousands of kilometers from my homeland? What will I miss the most? Will I talk with my family the usual way ?. What will I miss eating? Weather? Language? I do not know, but I can not wait for my visit, new life, new deceived at the side of the man she loved. I'm very curious how all these changes and experiences affect our future and our children. At the moment I can only read a great book, enjoy the moment and prepare for the new ones. In contrast to the "Unaccustomed Earth" in our love there is no sorrow. There is hope and expectation for a wonderful tomorrow.

Indie i jedzenie / India and food.

Ostatnio, podczas jednej z naszych wieczornych rozmów na Skype, uświadomiłam sobie jak ważną rolę odgrywa w Indiach jedzenie. Nie wiem czy jakikolwiek inny kraj doprowadził rytuał jedzenia do takiej perfekcji jak Hindusi. I nie mówię tutaj o obsesji obżarstwa rodem z amerykańskich sieci fast foodów, czy przykrym widoku ludzi tak otyłych, że muszą poruszać się na wózkach inwalidzkich. Oczywiście, na ulicach New Delhi również możecie zobaczyć wielu otyłych Hindusów, nie o tym chcę napisać. Zauważyłam, że jedzenie w Indiach nie spełnia jedynie roli zapełnienia żołądka, zabicia głodu. Jest czymś znacznie więcej. Czymś co można ofiarować, podzielić się, celebrować.

W wielu świątyniach, ofiarowuje się Bogom jedzenie. Często owoce lub słodkości. Tak jak zrobiliśmy to w świątyni Hanumana (Możecie przeczytać o tym tutaj), kiedy kupiliśmy banany by je poświęcić i rozdać biednym koczującym na ulicy. Chyba nigdy nie zapomnę widoku dzieci i kobiet wyciągających ręce po banany, które miałam. I ich uśmiechów.

Kiedy w Indiach bierzesz ślub w świątyni - masz ze sobą kilka potrzebnych rzeczy (jak w Polsce są to obrączki, tak tutaj m.in. wieńce z kwiatów i mangalsutra dla panny młodej), ale przede wszystkim ofiarowujesz kapłanowi 2 kilogramy słodyczy. Jest to swego rodzaju zapłata za to, by zostać mężem i żoną. Ofiarowanie słodyczy jako nadzieja na słodkie, długie wspólne życie.

Abhi powiedział mi, że jego Mama zawsze do kolacji przygotowuje trochę więcej chapati, żeby nakarmić nimi krowy. W pierwszej chwili roześmiałam się, wydawało mi się to zabawne. Wyobraziłam sobie mojego Narzeczonego i jego Mamę biegających po okolicy w poszukiwaniu krów. Zapytałam go nawet, czy przypadkiem nie mają jakiejś krowy w piwnicy. Jednak po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że ma to głębszy sens. Krowy w Indii są święte. Chodzą po ulicach gdzie chcą, jak chcą i kiedy chcą. I myślę, że to piękne. Krowy i karmienie ich. Napotkaną krowę dobrze jest też pogłaskać. Nie wiem czy taki dotyk ma magiczną moc, ale sierść krowy jest bardzo miła w dotyku i spotkanie z tak dużym zwierzęciem robi naprawdę niesamowite wrażenie. Zawsze się cieszę na ich widok i wiem, że w przyszłości też będę robiła więcej chapati, by później nakarmić nimi okoliczne krowy.

A poza tym, całkiem subiektywnie, uważam, że kuchnia indyjska to najlepsza kuchnia na świecie. I tak sobie myślę, że to bardzo możliwe, że Hindusi mają więcej niż jeden żołądek. Jedzą dużo, i często. Na ulicy na każdym kroku można natrafić na małe budki z regionalnymi przysmakami i cały ogrom jadłodajni. I wcale się tym ludziom nie dziwię, że tyle jedzą, bo to jedzenie po prostu zwala z nóg i nokautuje kubki smakowe. Mam wrażenie, że do końca życia nie starczy mi czasu, by spróbować wszystkiego. Tutaj co dzielnica, zmienia się nie tylko narzecze języka, ale również rodzaj jedzenia. Indie są jak cały świat zebrany w jedno miejsce. Jedzenie na południu kraju jest tak różne od tego, z północy jakby się było w zupełnie innej części świata.

Dlatego uświadomiłam sobie, że kiedy myślę Indie - wyobrażam sobie nie tylko uśmiech mojego Narzeczonego, czy moją ulubioną świątynię Boga Małpy - ale myślę również o jedzeniu. Kiedy tęsknię za Indiami - tęsknię nie tylko za zapachem skóry mojego Narzeczonego czy gorącym słońcem i duszną atmosferą - ale tęsknię za jalebi, golgappas, bryiani, chole bathure, daniami mojej przyszłej teściowej czy smakami, które dopiero poznam. Dlatego Indie i jedzenie to w mojej wyobraźni nierozłączna para. Małżeństwo idealne.

(Irrakuri)








Couple days ago, during one of our evening conversations on Skype, I realized how important food is in India. I do not know whether any other country has led the ritual of eating to such perfection as the Hindus. I'm not talking here about the obsession with binge eating straight from the American fast food chains, or unpleasant sight of people so obese that they need to move on wheelchairs. Of course, on the streets of New Delhi you can also see a lot of obese Indians, not what I want to write. I noticed that the food in India fails to fulfill only the role of filling the stomach, killing hunger. It is something much more. Something that you can give, to share, celebrate.

In many temples, we are offering food to God deity's. Often fruit or sweets. As we did in the temple of Hanuman (You can read about it here), when we bought bananas to consecrate them and given to the poor kids on the street. I will never forget the sight of children and women stretching out their hands for bananas that I had. And their smiles.

When in India you get married in the temple - you bring a few things you need (as in Poland are the rings, so here among wreaths of flowers and mangalsutra for the bride), but above all you offer to the priest two kilograms of sweets. It is a kind of payment for this to become husband and wife. The offering of sweets as the hope for a sweet, long life together.

Abhi told me that his mom always prepares dinner and cooks more chapatis to feed the cows on the street. At first I laughed, it seemed funny. I imagined my fiance and his Mom running around in search of cows. I asked him, if he has any cows in the basement. However, after a moment's reflection I came to the conclusion that it has a deeper meaning. Cows are sacred in India. They walk the streets where they want, how they want and when they want. And I think it's beautiful. Cows and feeding them. Encountering a cow and is good too pat the holy animal. I do not know whether the touch has magical power, but its fur is very nice to the touch and meeting with such a large animal leaves a really big impression. Always glad to see them and I know that in the future I will be cooking more chapati's to later feed the local cows.

And besides, quite subjectively, I think Indian cuisine is the best in the world. And so I think that it's very possible that the Indians have more than one stomach. They eat a lot, and often. On the street at every step you can find small booths with regional delicacies and the enormity diner. I saw that these people do not wonder that so many of them are eating because the food simply knocks your tastebuds. I feel that in India even till the end of ones life one does not have enough time to try everything. Here at the district, not only the vernacular language changes, but also the type of food. India is like the whole world gathered in one place. Food in the south of the country is so different from that of the north as if it was in a completely different part of the world.

Therefore, I realized that when I think of India - imagine not only a smile of my fiance, and my favorite temple of the Monkey God - but I also think about food. When I miss India - I miss not only the smell of the skin of my fiance or hot sun and stifling atmosphere - but I miss jalebi, golgappas, bryiani, chole bathure, my future mother-in laws dishes or flavors that only I will know. That is why India and eating is in my imagination the inseparable couple. A perfect Marriage.

Kurti, moja miłość / Kurti, my love

Muszę Wam się do czegoś przyznać. Zanim poznałam Abhiego byłam przekonana, że kobiety w Indiach noszą tylko sari (lub po prostu dżinsy i 'zwyczajne' ubrania). Prawdopodobnie dlatego, że bohaterki filmów Bollywood bardzo często tak właśnie się ubierają. Jakie było moje zaskoczenie kiedy podczas mojej pierwszej wizyty w Indiach zobaczyłam kobiety ubrane tak różnorodnie i kolorowo, że aż zapierało dech! Ulice New Delhi pełne są wszystkich kolorów tęczy co jest absolutnie niesamowite.

W każdym bądź razie podczas spaceru po targu rzuciły mi się w oczy kolorowe sukienki.  Abhi natychmiast chciał bym je przymierzyła, co zrobiłam z  przyjemnością. Oboje byliśmy bardzo podekscytowani przeglądaniem stojaków dosłownie oblepionych kolorowymi materiałami. Wkrótce zostałam właścicielką nie jednego, a dwóch takich strojów.

Sukienka, a właściwie koszula nazywa się kurta i jest strojem punjabskim (region północnych Indii). Jest piękna, wygodna, i chyba każda kobieta wygląda w niej dobrze. Ma bardzo wysokie rozcięcia po bokach, dlatego w zestawie obowiązkowo należy założyć legginsy. Możecie je kupić na straganach w marketach po naprawdę niskich cenach lub w salonach z indyjskimi strojami. Ceny są wyższe, ale i jakoś materiału lepsza.

Powiem Wam, że  w kurtach czuję się ładna. Naprawdę ładna. Poza tym kocham te kolory. Uwielbiam te stroje tak bardzo, że noszę je również w Polsce. Do pracy są idealne! Co ciekawe nikt nigdy nie zwrócił mi uwagi, że wyglądam dziwnie. Kurti wygląda w Polsce jak oryginalna, długa tunika. Nie jest niczym nadzwyczajnym i zwracającym uwagę. Nie wiem jak mogłam wcześniej żyć bez tych ubrań ale marzy mi się inna kurta na każdy dzień tygodnia! Różowa to mój absolutny hit :)))

(Irrakuri)


I need to admit something. Before I met Abhi I was convinced that women in India wear only saris (or just jeans and 'ordinary' clothes). Probably because the heroines of Bollywood films very often wear them and that's how they dress. To my surprise, during my first visit to India, I saw a woman dressed as differently and colorfully that it took my breath away! The streets of New Delhi are full of all the colors of the rainbow which is absolutely amazing.

In any case, while walking in the market my eyes discovered colored dresses. Abhi immediately wanted me to try them on, what I did with pleasure. We were both very excited about viewing stands literally plastered with colorful materials. Soon I became the owner of not one, but two outfits.

Dress shirt is actually called a kurta and dress from punjab (region of northern India). It's beautiful, comfortable, and I think every woman looks good in it. It has a very high side slits, and therefore its mandatory to wear leggings. You can buy them at stalls in supermarkets at really low prices or in the salons of Indian costumes. Prices are higher, but somehow the material is better.

I'll tell you that in kurta I feel pretty. Really pretty. Besides, I love the colors. I love these costumes so much that I carry them back to Poland. To wear them to work and these are perfect! Interestingly no one ever returned my attention that I look strange. Kurti in Poland resembles as the original, long shirt. It is not uncommon, and returning a consideration. I do not know how I could sooner live without these clothes but I dream of another kurta for each day of the week! Pink is my absolute favourite :)))

Życie na Skype / Skype Life

Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek będę żyła w związku na odległość. Gdyby ktoś mnie zapytał co o takich związkach sądzę, kiedyś odpowiedziałabym, że nie mają sensu. No cóż, los zweryfikował moje poglądy. Czasami ludzie nie mają wyboru. Zwłaszcza jeśli dzieli ich ponad 6000 kilometrów. Ale powiem Wam jedno - to prawdziwy roller coster.

Nie oznacza to, że nie da się żyć na odległość. Wszystko da się zrobić, należy spełnić jeden warunek. Jaki? Wystarczy się kochać. Jeśli się kochacie to sześć czy sto tysięcy kilometrów nie stanie Wam na przeszkodzie. Jeśli się kochacie to z czasem wszystko staje się łatwiejsze. Jeśli się kochacie to będziecie razem, bo przecież tego chcecie.

Nam pomaga świadomość, że to sytuacja nie na zawsze. Wiemy, że przed nami ostatnie kilka miesięcy w separacji, więc odliczamy dni i planujemy naszą przyszłość. To pomaga. Jeśli jesteście w podobnej sytuacji powieście na ścianie kalendarz i skreślajcie dni do Waszego spotkania! My się nie możemy obejść bez codziennego porannego "dzień dobry" i wieczornych długich, godzinnych rozmów. To stało się rutyną, ale absolutnie nie jest nudne! Po tylu miesiącach wciąż odliczamy godziny do wieczora kiedy będziemy mogli spokojnie usiąść i po prostu porozmawiać, pośmiać się, popłakać czy nawet pokłócić.

Czasem to nasze życie na Skype wydaje mi się takie naturalne, z tym minusem, że nie możemy się dotknąć. To jest frustrujące, ale sprawia również, że nasze spotkania na żywo są jeszcze piękniejsze. I jesteśmy tak bardzo zwyczajną parą, która ogląda razem ulubiony serial, czasem coś czyta, uczy się, wysyła maile, podejmuje wspólne decyzje. Jesteśmy razem chociaż osobno, bo tak daleko.
Nie da się napisać przewodnika po życiu na Skype, myślę, że taki przewodnik nie jest nikomu potrzebny. Jeśli się kochacie, Wasza miłość podpowie Wam co robić. I chociaż życie na Skype jest do bani i nie będzie mi go brakowało, to wiem, że jednocześnie umacnia nasz związek. Sprawia, że nie boimy się żadnych przeciwności losu. Po takiej próbie pokonamy wszystko (odpukać w niemalowane drewno). Wy też się nie bójcie. Nie ma czego. Skype to wspaniały wynalazek. Dzięki niemu możecie widzieć uśmiech swoich ukochanych kiedy tylko chcecie. Związki na odległość to nie koniec świata, to błogosławieństwo.

(Irrakuri)

 Zaczynamy nasz dzień o innych godzinach ale nie możemy się obejść bez porannego pocałunku. /We start our day at different times but we can not do without our morning kiss.
Jest piątkowy wieczór. Zakochane pary idą na randki. Do kina, na spacer do parku, do restauracji. Trzymają się za ręce i przytulają. My mamy naszą randkę na Skype. Ze słuchawkami w uszach, gorącą czekoladą i świadomością, że to ostatnie miesiące oddzielnie...
It's Friday night. Couples in love are going on dates. To the cinema, or for a walk in the park, to the restaurant. They hold hands and hug. We plan our date on Skype. With headphones in the ears, hot chocolate and the knowledge that the last months will be over soon and the distance will vanish...

I never thought I'd ever live in a long distance relationship. If someone asked me what I think about those relationships, once I would answer that it does not make sense. Well, fate verified my views. Sometimes people do not have a choice. Especially when they are sharing them over 6,000 kilometers. But I'll tell you one thing - it's a real roller coster.

This does not mean that you can not live at a distance. Everything can be done, you must meet one condition. What? Just to love. If you love from six or one hundred thousand kilometers, distance wont stand in the way. If you love like this time and everything becomes easier. If you love to be together, because you want it.

It helps us realize that this situation is not forever. We know that for us these are the last few months of separation, so subtract days and plan our future. It helps. If you are in a similar situation Hang on a wall a calendar and mark the days and write it off to your meeting! We can not do without the daily morning 'good morning' and evening long hour conversations. It has become routine, but absolutely not boring! After so many months still counting down hours into the evening when we can sit down and just talk, laugh, cry or even argue.

Sometimes our lives on the Skype seems to me so natural, with the downside that we can not touch. It is frustrating but it also means that our live meetings are even more beautiful. And we are so very ordinary couple who watches time favorite show, sometimes reading something, learning, sending emails, take joint decisions. We are together, although separately, because we live far.
It is impossible to write a guide about life on Skype, I think that this guide is not anyone in particular. If you love, your love will tell you what to do. And although life on Skype sucks, I know that at the same time it strengthens our relationship. It makes you strong and that are not afraid of any adversity. After such an attempt to overcome all (knock on wood). You can not be afraid. There's nothing. Skype is a wonderful invention. With it, you can see your loved ones smile whenever you want. Distance relationships is not the end of the world, it is a blessing.

Jedziesz do Indii? Oto kilka rad dla początkujących! / Are you travel to India? Some advice for beginners.

Indie to piękny kraj, którego kultura fascynuje mnie każdego dnia od nowa. Codziennie dowiaduję się o nich czegoś nowego, a i tak wciąż nie wiem nawet połowy dlatego kiedy jestem w Delhi niemal cały czas chodzę zaskoczona. I  bardzo lubię ten stan.Jednak nie wszystko tutaj jest proste i warto być dobrze przygotowanym, żeby nie zmarnować swojej podróży na niepotrzebne zmartwienia.

Przede wszystkim zmiana klimatu, temperatury, wody i właściwie wszystkiego to prawdziwy szok dla naszego organizmu. Mało kto unika tutaj rozstroju żołądka (nazywanego Delhi Belly), ale można zatrucie ograniczyć do minimum. Wystarczy stosować kilka prostych rzeczy.

- Nie używajcie wody z kranu do niczego (poza prysznicem oczywiście). Kiedy myjecie zęby,  płuczcie je wodą butelkowaną (przy kupnie zwracajcie uwagę czy jest oryginalnie zamknięta). W barach i klubach nie pijcie drinków ani napojów z lodem (nie znacie pochodzenia wody).
- Jedzcie banany i jogurty naturalne lub pijcie przy posiłkach lassi (opcja słodka, słona lub słodko - słona do wyboru. Ja chyba nigdy nie zrozumiem zamiłowania Hindusów do tych słodko-słonych połączeń. Mają nawet słodkie cukierki z solą solą w środku...bleh).
- Papaja to również owoc, który dobrze wpływa na Wasz żołądek poza tym smakuje obłędnie. Papaje sprzedawane w marketach w Polsce są niedojrzałe i ich smak w niczym nie przypomina tych indyjskich.
- Jeśli kupujecie owoce i warzywa, myjcie je bardzo dokładnie! (W sklepach do kupienia specjalne płyny do mycia owoców i warzyw, niestety mają one tutaj masę pestycydów :( są jednak przepyszne).
-Kiedy zobaczycie stoisko z orzechami kokosowymi - kupujcie. Woda kokosowa uzupełni wszystkie niedobory, cudownie nawilża skórę, orzeźwia i jak smakuje!
Możecie przywieźć z kraju Smecty i inne Stoperany ale apteki są tutaj co drugi krok i pamiętajcie, że tutejsze leki będą bardziej skuteczne na tutejsze wirusy.

Nie bójcie się jeść z ulicznych budek! To jedzenie jest naprawdę najlepsze! Jednak nie wszystko naraz i upewnijcie się że je tam dużo miejscowych. To gwarancja, że jedzenie jest smaczne i świeże. (Pani puri w monsun kiedy poziom wilgotności jest ogromny - zupełnie odpada, nasze żołądki mogą zareagować bardzo drastycznie). Poza tym nie bójcie się targować. Hindusi urodzili się z genem targowania, my jeszcze wciąż się tego boimy, krępujemy się. Niepotrzebnie. W Indiach to naturalne. Targujcie się na straganie z zieleniną, targu z ubraniami, i u kierowców rikszy. Uwierzcie mi, jesteśmy turystami, kiedy chcemy jechać rikszą, na dzień dobry usłyszymy co najmniej potrójnie wyższą cenę. Nie bójcie się, zbijajcie ja! Na tym to polega! Dobry targ to dobry dzień :)

Hindusi dużo się śmieją, czasami może Wam się wydawać, że śmieją się z Was ale to nieprawda. Chichoty to ich naturalny stan, zwłaszcza u kobiet. Bądźcie mili, uśmiechnięci i cierpliwi, a spędzicie wspaniały czas w tym cudownym kraju. Jeśli jesteście w związku podobnym do naszego myślę, że siła miłości wystarczy by zostać tu na dłużej, a może nawet na stałe? Wasz żołądek w końcu się uspokoi, a ciało przywyknie do upałów. Jeśli jesteście tu tylko by pozwiedzać, używajcie kremu przeciwsłonecznego z wysokim SPF  (na miejscu kupicie bardzo dobre kosmetyki z filtrem 80 czy nawet 120 za nieduże pieniądze !) I noście czapki na głowach!
Mam nadzieję, że pomogłam. Miłego zwiedzania :)

A jakie są Wasze sposoby na to by uniknąć tygodnia w łóżku / toalecie podczas pobytu w Indiach?

 coconut water, so yummy!
 papaya
 golgappas / pani puri

India is a beautiful country whose culture fascinates me every day anew. Every day I learn something new about them, and I still do not know even half because when I am in Delhi almost all the time I am surprised. I really like this place.But not everything here is simple and should be well prepared so as not to waste one's trip or worry unnecessary.

First of all, climate change, temperature, water and practically everything is a real shock to our body. Hardly anyone here avoids upset stomach (called Delhi Belly) but the poisoning can be kept to a minimum. Just apply a few simple things.

- Do not use tap water for anything (except for shower of course). When brushing teeth, rinse them with bottled water (when buying, pay attention to whether the bottle is sealed). In the bars and clubs do not drink drinks or drinks with ice (since you do not know the origin of water).
- Eat bananas and natural yoghurt or drink lassi at meals (optional sweet, salty or sweet - salty to choose from. I'll probably never understand passion of indians to the sweet-salty connections. They even have a sweet candy with salt inside ... bleh ).
- Papaya is also a fruit that is good for your stomach except that tastes insanely great. Papayas sold in supermarkets in Poland are immature and they taste nothing like the ones in India.
- If you buy fruits and vegetables, pick them very carefully! (The stores to buy special fluids to wash fruits and vegetables, but they are raised with a lot of pesticides :( but delicious).
-When You see a stand of coconuts - drink plenty. Coconut water will supplement all deficiencies, wonderfully moisturizes the skin, refreshes and how sweet and fresh it tastes!
You can bring the Smecty( medicine for stomach problems) from your country and other medicines but pharmacies are here at every other step and remember that the local drugs will be more effective at the local viruses.

Do not be afraid to eat from street stalls! This food is really the best! However, not all at once and make sure that it there a lot of locals eating at the stall. It is a guarantee that the food is fresh and tasty. (Pani puri in monsoon when the humidity level is huge - just dropped off our stomachs and can react very drastically). Besides, do not be afraid to haggle. Hindus are born with the gene haggling, we are still afraid of that, go ahead. Do not be scared. In India, it's natural. Haggle at the market stall with vegetables, at a market with clothes, and at the rickshaw drivers. Believe me, we're tourists, when we want to ride in a rickshaw, on a good day we hear at least triple higher price. Do not be afraid, I will promise! That's what it is! A good bargain is a good day :)

Indians laugh a lot, you can sometimes get confused that they laugh with you but it's not true. Chuckles from their natural state, especially in women. Be kind, smiling and patient, and spend a wonderful time in this wonderful country. If you are in a relationship like ours, I think that the power of love is enough to stay here for longer, and maybe even permanently? Your stomach will finally calm down, and the body will get used to the heat. If you are here just to sightsee, I use sunscreen with a high SPF (on site will you can buy very nice toiletries from filter's 80 or even 120 for a small money!) I wear hats to cover my head!
I hope that this post helped a bit more to the ones who are planning a journey soon. Have a nice visit :)

And what are your ways in order to avoid the week in bed / toilet while in India?

Król Bollywoodu - Anupama Chopra. Recenzja / King of Bollywood - Anupama Chopra. Review

Pamiętam czasy, kiedy Bollywood było w Polsce niezwykle popularne. Dziewczyny chodziły na lekcje tańca brzucha, a chłopcy oglądali z nimi kilkugodzinne filmy. Pamiętam bardzo popularny Festiwal Bollywood w Warszawie, na który przychodziły tłumy i podczas którego można było obejrzeć nowsze i starsze hity na wielkim ekranie. Szukałam informacji na ten temat i wygląda na to, że festiwal już nie istnieje. (Jeśli się mylę, proszę, wyprowadźcie mnie z błędu). W każdym razie wszystko to działo się ładnych kilka lat temu. Był to również czas kiedy Shah Rukh Khan stał na piedestale indyjskiego kina.

Tę książkę kupiłam kilka lat temu podczas jednego z bollywoodzkich napadów (raz na kilka lat, przez kilka tygodni nadrabiam filmowe zaległości - z przerwami na spanie i kanapki) . Tak się jednak złożyło, że książkę odłożyłam na półkę i o niej zapomniałam. W czasie przeprowadzki  rzuciła mi się w oczy i..znów zniknęła. Do czasu kiedy nie pojechałam do Indii i stwierdziłam, że do trzech razy sztuka. W niedzielę otarłam książkę z kurzu, a w poniedziałek wieczorem przeczytałam ostatnią stronę.

Czy przeczytanie 213 stron zajęło mi tak mało czasu, bo jestem ogromną fanką Khana? Jeśli mam być szczera, nie odczuwam, żeby aktor grał w tej książce pierwsze skrzypce. Tak, lubię go, ale w starych rolach. Ostatnio mam wrażenie, że filmy, w których gra i postaci w które się wciela, z roku na rok są coraz bardziej żenujące. Czasami rumienię się z litości. O czym jest więc książka? O filmie! O Bollywoodzie! O wielkiej machinie, która produkuje dziesiątki filmów rocznie. O mieście, do którego dziennie przyjeżdża 300 osób, z nadzieją, że zostaną wielkimi filmowymi gwiazdami.
Biografia Shah Rukha jest dosyć okrojona. Poznajemy losy jego rodziców, lata spędzone w New Delhi, Mombaj i wielką karierę filmową (nie zawsze usłaną różami). Po biografii spodziewałabym się jednak więcej szczegółów. Oczywiście przeczytacie tutaj sporo rzeczy o słynnym bollywoodzkim aktorze, jak wygląda jego "zwykły" dzień, trochę wątków osobistych, ale wszystko jest jakby...ocenzurowane. Czuje się, że zostaje nam przedstawione tylko  to co powinniśmy wiedzieć. (Czy wiecie, że Khan jest w Indiach tak popularny, że ludzie stawiają mu kapliczki? A pod jego dom codziennie podjeżdżają autokary pełne ludzi? Czasem "supergwiazda" wyjdzie na taras i im pomacha...Kochają go zarówno kobiety jak i mężczyźni).

Przez to uczucie okradania mnie ze szczegółowych historii z życia Idola milionów ludzi, czułam, że nie ten człowiek jest główną rolą tej książki. Jest nią sam Bollywood i to mnie absolutnie zachwyciło. Anegdoty, opisy kręcenia scen słynnych filmów, mafijne porachunki, rosyjska ruletka wyników ze sprzedaży biletów, sytuacje, w których klapa na premierze może zniszczyć twórców filmu w jeden wieczór. Właśnie o tym i wielu innych rzeczach możecie przeczytać w tej książce (o słynnym Amitabchu Bachchanie, Dilipie Kumarze, Yashu Choprze, debiucie Kajol, piosenkach i tańcu...).
I to mnie właśnie zachwyciło. Opisy i anegdoty w tej książce są tak barwne jak najsłynniejsze filmy Bollywood. To książka, którą się otwiera i w głowie odtwarza wszystkie możliwe sceny i scenariusze. To książka, przez którą nie chce się spać i przez którą powtarzamy : jeszcze jeden rozdział, jeszcze jedno zdanie. To książka, dzięki której cieszę się, że mam na półce ogromną ilość DVD z filmami Bollywood. Chętnie, któryś obejrzę. Może dwa. Nie może zabraknąć "Czasem słońce, czasem deszcz". Filmu, który widziałam z 15 razy i obejrzę jeszcze z 300.

Wniosek jest prosty. To lekka, przyjemna lektura, która daje nam "kopa" i  wiarę w siebie. To przekonanie, że jeśli czegoś bardzo się chce i bardzo czegoś pranie, to można to zdobyć. Nigdy, ale to nigdy nie można się poddawać. Shah Rukh Khan wykrzyczał kiedyś, podczas krótkiej wizyty w Mombaju, że będzie wielką gwiazdą. Postanowienia dotrzymał. Jeśli Wy macie marzenia, pamiętajcie, że ciężką pracą, można osiągnąć wiele. Nasza przyszłość, zależy tylko od nas.

(Irrakuri)

Tytuł : Król Bollywoodu. Shah Rukh Khan.
Tytuł oryginału: King of Bollywood: Shah Rukh Khan and the Seductive World of Indian Cinema
Data wydania: 13.11.2008
Wydawnictwo : Prószyński i S-ka
ISBN: 978-83-7469-884-9
Liczba stron: 216


 Now I noticed that the book is a mirror image ;)


I remember the days when Bollywood in Poland was extremely popular. The girls went to belly dance lessons and the boys viewed the films with them for a few hours. I remember a very popular Bollywood Festival in Warsaw, which attracted crowds and during which you could see the newer and older hits on the big screen. I was looking for information on this and it seems that the festival no longer exists. (If I'm wrong, please, Correct me). In any case, all this has happened quite a few years ago. This was also the time when Shah Rukh Khan stood on the pedestal of Indian cinema.

I bought this book a few years ago during one of Bollywood attacks (once every few years, a few weeks catching up arrears film - with breaks for sleep and sandwiches). So it happened that I put the book back on the shelf and forgot about it. At the time of the move it caught my eye but again.....disappeared. Until that time when I travelled to India and thought that third time is the charm. On Sunday I wiped book covered with dust, and on Monday night I read the last page.

Do you think I read the 213 pages and it took me so much time, because I'm a huge fan of Khan? To be honest, I do not feel that the actor played his violin in this book. Yes, I like him, but in the old roles. Recently, I have the feeling that films in which he plays different characters, every year they are getting more and more embarrassing. Sometimes I blush with pity. What is it about this book? About the movie! About Bollywood! The great machine which produces dozens of films a year. About the city, where daily a minimum 300 people arrive, with the hope that they will be the next big film stars.

Biography of Shah Rukh is quite truncated. Getting to know the fate of his parents, the years he spent in New Delhi, Mumbai and a great film career (not always a bed of roses). After reading this biography one would have expected more details. Of course, I read here quite a few things about the famous Bollywood actor, how his "normal" day, a little personal topics, but everything is like ... censored. I feel that it is presented to us only what we need to know. (Did you know that Khan is so popular in India that people ask for his shrines? And under his house daily  buses drive up full of people? Sometimes the "superstar" will come out on the terrace and they would wave ... They love it both women and men).

By this feeling of robbing me of the detailed history of the life idol of millions of people, I felt that this man is not the main character of this book. It is the same as Bollywood and it made me absolutely delighted. Anecdotes, descriptions of filming of the famous films, mafia feud, Russian roulette results from ticket sales, situations in which the flop release could destroy the filmmakers in one evening. That's what you and many other interesting facts you can read in this book (the famous Amitabch Bachchan, Dilip Kumar, Yash Chopra, Kajol's debut, Songs and Dance ...).

And it just amazed me. The descriptions and anecdotes in this book are as colorful as the famous Bollywood movies. This is a book that opens and plays in my head all the possible scenes and scenarios. This book, for which I do not want to sleep and through which we repeat one more chapter, one more sentence. This book, by which I am glad that I have a huge amount of Bollywood movies DVD on the shelf . Gladly, after one watch or maybe two.  One Can not miss the "Sometimes Happy, Sometimes Sad". A movie that I saw 15 times and still watch for about 300 times more.

The conclusion is simple. It's light, pleasant reading, which gives us a "kick" and self-confidence. This belief, that if you want something, and something you wish for, you can get it. No, but you can never give up. Shah Rukh Khan shouted once, during a brief visit to Mumbai, I will be a big star. Promises kept. If you have a dream, remember that with hard work, you can achieve a lot. Our future depends only on us.

Two weeks of Bliss / Dwa tygodnie rozkoszy...

Hi All,
I hope all of you are in good health and are doing well in your lives wherever you are and whatever it is that keeps you busy, I would like to thank you all to like our posts and whatever support that you all are providing us is immense. To continue the journey of the Poland and India connection that we have established exploring the cultural diffrences and the similarities and how one can overlook everything when love is the only feeling and surely to know the phrase 'Love Surpasses All'.

These two weeks passed by like a bolt of lightning, Waited for close to three months and to spend these two weeks seemed like a lifetime which never had an ending.....I am sure this seems like something everyone of you have experienced even if you are staying together when your partner goes out to work or stays away from you and the distance is too much to bear.

This time around on my lady's journey to India we came to a conclusion that it is not just our hearts and brains match but our intense love for food be it a posh restaurant or just a streetside stall , we dont give a baked bun's bum!! We DEVOUR :o)......Justyna's culinary experience has taken a huge turn but its not surprising for her as she has always been interested in trying out different cuisines and has always been in love with Bollywood so the difference of a dish with the spiked spices and the normal eggs served with a whole lot of spices was something which sets her drooling for more. After numerous of platters and a lot of Burps...we came to a conclusion that she can kill for two delicacies one is the savoury chole bhature which she eats all by herself so much that I just fall head over heels seeing her eat the greasy Indian delicacy and secondly after the jalebi because that is eternal love for her. her newfound love is in Kulfi yes!! The one with a heavy dose of condensed milk and a whole lot of nuts and raisins all frozen in a creamy delight.

We made it a point after every meal we would go out on the streets to take a walk through the forever loud streets and walk to her nearest favourite joint of kulfi where she can satisfy her sweet tooth desires. All in all the gastronomy was a well read subject for which we two should be awarded or rewarded some points for venturing out to new places and discovering hidden gems to satisfy our never ending hunger.

Over this two weeks holiday we visited Red Fort where Justyna experienced a new world of architecture because she likes capturing scenic views and make them a memory so we trekked through the old streets of Old Delhi tasting food from shop which were available before we were even born..... I can say i have never felt so at ease with my life since the time I have had my lady walk in my life. I rediscovered the beauty of my own city through her eyes and savoured the most easily available dishes with a new twist....life was never so colourful and interesting. I would like to talk about some challanges that we have to face as a couple living far from each other in my next post and i would want all of you readers to leave us your comments to boo our morale and love so we can make a life together.

Once again I have never felt this rush in me that i feel now and this is when i understand the true meaning of the term 'Complete' and it only means with her.

Keep reading, Keep Exploring.
Love and Peace
Martian

Polindi Diaries are also on Instagram (@polindidiaries) 
and on Facebook (https://www.facebook.com/polindidiaries/). Join to our journey and enjoy this time with us!

 Kulfi

 Chole Bhature

Cześć wszystkim!

Mam nadzieję, że wszyscy jesteście zdrowi i wszystko w Waszym życiu układa się po Waszej myśli, gdziekolwiek jesteście i cokolwiek robicie. Chciałbym podziękować wszystkim za reakcję na nasze posty i wsparcie z Waszej strony, które jest coraz większe :) Kontynuując naszą polsko-indyjską podróż, wciąż odkrywaliśmy różnice kulturowe i rzeczy, które nas łączą. Okazuje się, że wszystko staje się łatwiejsze kiedy między ludźmi jest miłość. Wtedy zdanie "Miłość pokona wszystko" nabiera ogromnego sensu. 

Te dwa tygodnie minęły niczym błysk pioruna.  Czekaliśmy przez blisko trzy miesiące i ten nasz wspólny czas, który spędziliśmy razem wydawał nam się długi jak całe nasze życie, mieliśmy też nadzieję, że nigdy się nie skończy, odsuwaliśmy od siebie myśl o 14 sierpnia..... Jestem pewien, że to brzmi jak coś, co przeżył każdy z Was. Każdy z Was ma takie doświadczenie, kiedy Wasz partner wychodzi rano do pracy, lub mieszka daleko i z czasem ta odległość bywa po prostu nie do zniesienia.

Podczas sierpniowej podróży mojej Ukochanej do Indii, doszliśmy do wniosku, że nie tylko nasze serca i umysły są dla siebie stworzone, ale łączy nas również miłość do jedzenia. Nieważne czy w eleganckiej restauracji czy w budce na ulicy. Oboje mamy ogromną słabość do jedzenia! Nie bójmy się tego słowa, jesteśmy obżartuchami ;)...... doświadczenie kulinarne Justyny wzniosło się o kolejny poziom, ale jednocześnie nie było dla niej bardzo zaskakujące, bo zawsze uwielbiała próbować nowe smaki, z kuchni całego świata. Poza tym od dawna ma słabość do Bollywood, więc ogrom przypraw, czy ostre jak piekło jajeczne curry, po prostu mocniej aktywowały jej kubki smakowe. ​​Po niezliczonych ilościach dań, doszliśmy do wniosku, że Justyna jest w stanie zabić za pikantne Chole Bhature, które zjadała z takim apetytem, że widząc ją kiedy je, kolejny raz traciłem dla niej głowę. Poza tym ona po prostu kocha jalebi, i wzdycha do niego niemal codziennie. Tym razem odkryła również nowy przysmak - Kulfi! Jest to skondensowane mleko z ogromną ilością orzechów i rodzynek. A wszystko zamrożone w kremową rozkosz. 

Kulfi stało się naszym stałym punktem. Codziennie, po posiłku, chodziliśmy na spacer poprzez ulice wielkiego i głośnego marketu i kończyliśmy go przy naszym ulubionym stoisku z Kulfi, które zaspokoiło naszą chęć na słodkości. Doszło nawet do tego, że zaczęliśmy przyznawać punkty odwiedzanym stoiskom gastronomicznym. Tak wielki jest nasz apetyt na nowe smaki i kulinarne przygody. 

Podczas dwóch tygodni wakacji odwiedziliśmy Red Fort, w którym Justyna mogła zobaczyć piękno nowej, ciekawej architektury i zachować w pamięci malownicze widoki okolicy. Spacerowaliśmy ulicami Starego Delhi, próbowaliśmy potraw z miejsc, które powstały jeszcze przed naszymi narodzinami (!)...Przyznam się Wam, że jeszcze nigdy nie czułem się przy nikim tak swobodnie i naturalnie, jak teraz gdy w moim życiu pojawiła się ona. Spacerujemy razem, mogę zobaczyć moje miasto na nowo, jej oczami i na nowo delektować się daniami, które już przecież tak dobrze znam...moje życie nigdy nie było tak kolorowe i interesujące jak teraz. Chciałbym również opowiedzieć Wam o wyzwaniach, z którymi musieliśmy i musimy zmierzyć się jako para, jak wpływa na nas życie z dala od siebie. Ale o tym w następnym poście. Będzie nam bardzo miło, drodzy Czytelnicy jeśli podzielicie się w komentarzu swoimi doświadczeniami o multikulturowych związkach. To budujące, kiedy wiemy jak wielu z Was ma podobne doświadczenia.  

Powtórzę raz jeszcze, nigdy nie czułem się tak żywy jak teraz i to uczucie pozwoliło mi zrozumieć prawdziwy sens słowa "kompletny". A jest to możliwe tylko z nią....

Czytajcie i odkrywajcie ten świat razem z nami :)
Love and peace
Martian.

Polndi Diaries są również na Instagramie (@polindidiaries)
oraz na Facebooku (https://www.facebook.com/polindidiaries/) będziemy szczęśliwi jeśli zechcecie dołączyć do naszej podróży i przeżywać ją razem z nami :)

Red Fort. Old Delhi.

Nie jestem typem turysty. W nowych miejscach wolę raczej snuć się po ulicach i zakamarkach, w których bywają miejscowi, niż odwiedzać tłoczne, popularne miejsca turystyczne. Są jednak wyjątki i miejsca, które po prostu warto zobaczyć.

Jednym z takich miejsc jest Red Fort. Do Old Delhi wybraliśmy się właściwie na targ, na którym można znaleźć niewyobrażalny wybór tanich jak barszcz książek i zjeść słynne na całe Delhi jalebi (O czym możecie przeczytać tutaj : Nigdy nie będę miała figury modelki). Zbliżał się 15 sierpnia, narodowe święto w Indiach, dlatego byliśmy przekonani, że Red Fort będzie zamknięty. Poszliśmy tam jednak, by zobaczyć go z zewnątrz. Okazało się, że możemy kupić bilet i wejść do środka. Wspaniale!

Prawie. Kilka słów o biletach. Bądźcie przygotowani na pewne "małe" różnice cenowe. Jeśli jesteś miejscowy (nie musisz być Hindusem, musisz pokazać np. dowód osobisty) za wejście do Red Fortu zapłacisz 40 rupii (2,50 zł). Natomiast jeśli jesteś obcokrajowcem wyciągaj z portfela 500 rupii (ok. 29 zł). W Qutub Minar się zbuntowałam i oznajmiłam, że nie ma opcji, żebym tyle zapłaciła. Nie rozumiem tych ogromnych rozbieżności w cenach. Natomiast w Red Forcie właściwie się nie wahałam. Chciałam zobaczyć to miejsce, poza tym kolejka dla miejscowych miała z milion kilometrów. W okienku dla mnie, stała przed nami jedna osoba. Kupiliśmy bilety i weszliśmy do środka. I to była świetna decyzja!

Z dusznych, głośnych i tłocznych ulic Old Delhi wkraczasz tutaj jak do raju. Mówię serio. Przestrzeń jest ogromna, pełna zieleni, starych budynków, biegających po trawie wiewiórek i latających nad głowami orłów. Poza obejrzeniem zabytkowych budowli, można po prostu usiąść na ławce i rozkoszować się ciszą, pięknem drzew, kolorami lata. To idealne miejsce, żeby odetchnąć i odpocząć. To miejsce, do którego chętnie wrócę kolejny raz nawet jeśli znów będę  musiała zapłacić cenę kilkanaście razy większą niż pozostali. Bo warto. Jest tutaj też Muzeum, niestety otwarte tylko do godziny 17, więc było już dla nas za późno.

Czym właściwie jest Red Fort? Jest to kompleks budowli fortecznych, miejsce, w którym pzez blisko 200 lat mieszkali Wielcy Mogołowie. Był pałacem w nowej stolicy Szacha Dżahana – znajdował się w jednym z siedmiu starożytnych miast Delhi – Shahjahanabadzie. Szach przeniósł stolicę z Agry, aby podnieść wagę swojej władzy i po to, by mieć okazję wprowadzić w życie swoje pomysły na wielkie budowle. Red Fort znajduje się we wschodniej części Shahjahanabadu. Jego nazwa pochodzi od koloru ścian tej budowli. Mur ma długość 2.5 km, a jego wysokość waha się w granicach 16m przy rzece, do 33m w stronę miasta. (Notatka z Wikipedii). Budynki są stare, niektóre wybudowane później, z wyraźnym brytyjskim wpływem (jeden uparcie kojarzył mi się z powieściami Jane Austen i tego wrażenia nie mogę pozbyć się do dzisiaj). Kiedyś w forcie pełno było wody, teraz pozostaje suchy. I chociaż dziennie odwiedzają go nieprawdopodobne ilości ludzi, przestrzeń jest tak duża, że w ogóle się tego nie odczuwa. Przy każdym budynku postawione są tabliczki informacyjne, z których można się dowiedzieć, jaką funkcję pełniły. To niesamowity kawałek historii, który naprawdę warto zobaczyć na własne oczy!

Jeszcze teraz czuję zapach tamtejszego powietrza i promienie słoneczne na mojej skórze. Jest coś magicznego i romantycznego w tym miejscu . Red Fort w 2007 roku został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO i wcale się temu nie dziwię. Sami zobaczcie.

(Irrakuri)















I'm not the tourist types. In the new places I'd rather spin in the streets and the nooks, which tend to be local rather than visit crowded, popular tourist destination. However, there are exceptions and places that simply worth seeing.

One such place is the Red Fort. Located in Old Delhi around the market, where you can find unimaginable selection of cheap like borscht books and eat all the famous Delhi jalebi (What you can read here: I'll never have a model figure). Approaching on August 15th, a national holiday in India, because we were convinced that the Red Fort will be closed. But we went there, to see it from the outside. It turned out that we can buy a ticket and go inside. Great!

Almost. The thing about the tickets in places like these in India you have to be prepared for some "small" price differences. If you are local (no need to be a Hindu, you have to show the. ID card) at the entrance to the Red Fort pay 40 rupees and off you go inside. However, if you are a foreigner remove from your wallet a big currency note of 500 rupees. At the Qutub Minar I rebelled and I said, that is not an option, but here I paid . I do not understand these huge discrepancies in prices. However, in the Red Fort in fact I did not hesitate. I wanted to see this place, otherwise we had to wait and the queue for the local went on for a million kilometers. In the window for me, I stood and in front of us one person. We bought tickets and went inside. And it was a great decision!

With stuffy, loud and crowded streets of Old Delhi you enter here as you stepped in paradise. I'm serious. The space is huge, full of greenery, old buildings, squirrels running through grass and eagles soaring overhead. Besides seeing historic buildings, you can just sit on a bench and enjoy the silence, the beauty of trees, the colors of summer. It's the perfect place to breathe and relax. This place, which I will be happy to return again, even if I have to pay the price several times higher than the others. Because it is worth it. There is a museum, but only open for 17 hours, so it was already too late for us.

What exactly is Red Fort? It is a complex of fortifications, the place for the Mughal Empire for nearly 200 years. He built a palace in the capital which was one of the seven ancient cities of Delhi - Shahjahanabad. Shahjahan moved the capital from Agra to lift the weight of their power and in order to have the opportunity to implement their ideas for large buildings and forts. Red Fort is located in the eastern part Shahjahanabad. Its name comes from the color of the walls of the building. The wall has a length of 2.5 km, and its height ranges from 16m on the river to 33m towards the city. (Source:Wikipedia). The buildings are old, some built later, with a distinct British influence (one stubbornly reminded me of the novels of Jane Austen and that impression can not get rid of until today). Once the fort had great water tributaries which run all across the fort but now it remains dry. And although a day visit is incredible and even with large swarms of people you wont feel that you are amidst a crowd as the place is quite huge and scattered. One can spot information boards around each buildings within the fort depicting the information and the stories of the history of the giant colossal walls that are erected, which you can find out how it functions and what is its purpose. It's an amazing piece of history, which is really worth seeing with my own eyes!

Even now I can smell the local air and sunlight on my skin. There is something magical and romantic about this place. Red Fort in 2007 was inscribed on the UNESCO World Heritage list and this did not surprise me. See for yourself.