Tam dom twój gdzie serce twoje / Home is where the heart is.

Wydaje mi się, że zaledwie wczoraj po raz pierwszy leciałam do Indii by spotykać mężczyznę mojego życia, a dzisiaj znów siedzę w samolocie i znów czuję motyle w brzuchu, a poziom ekscytacji i oczekiwania upragnionej chwili rośnie z minuty na minutę.
W maju,jeszcze trzymając się za ręce i czując ciepło naszych ciał, zdecydowaliśmy, że wracam do New Delhi najszybciej jak to tylko będzie możliwe. Niestety, jeszcze nie na stałe, jeszcze nie na zawsze, przed nami ostatnia i najcięższa próba rozłąki, ale tymczasem przed nami dwa wspaniałe tygodnie.

Nie obyło się bez przygód, bo jak widać moje podróże muszą być naznaczone odrobiną rozrywki, ale i tak Moskwa zdaje egzamin na piątkę (nigdy więcej Amsterdamu!). Moja podróż zaczęła się od telefonu z biura podróży i informacji, że mój lot do Moskwy o 9:45 został anulowany. Lecę godzinę później co oznacza, że będę miała niecałe 1,5 godziny na przejście na inny terminal i znalezienie odpowiedniej bramki. Po amsterdamskich przygodach wyobrażacie sobie chyba ile łez wylałam i jak bolał mnie brzuch ze stresu w dniu wylotu? Nie pocieszała mnie nawet myśl, że  w razie opóźnienia mam kolejny samolot pięć godzin później. Niemniej postanowiłam walczyć jak lwica. Albo jak baran, w końcu to bardzo waleczny znak zodiaku...

Tymczasem już w Polsce przy zdaniu bagażu pracownik lotniska zapytał mnie gdzie jest moja wiza do Rosji. Serio??!! Jestem pełna podziwu dla samej siebie, bo nawet przez chwilę nie pomyślałam o tym, żeby płakać. Postanowiłam, że wieczorem będę w Delhi. Koniec. Po kilku telefonach i praktycznie wprawieniu mnie w zawał serca okazało się, że wizy nie potrzebuję. Świetnie. Punkt pierwszy zaliczony. Siedzenie miałam mniej więcej po środku samolotu, co nie przeszkodziło mi wystrzelić do drzwi jak proca kiedy się tylko zatrzymaliśmy. Rannych i poszkodowanych serdecznie przepraszam ale nie żałuję. Sami rozumiecie.

Wysiadam z samolotu, a tam kobieta łamanym angielskim pyta mnie gdzie chcę iść. Słucham? Wiele osób uprzedzało mnie, że Rosjanie nienawidzą Polaków i robią im przy odprawach problemy z najmniejszą nawet bzdurą. Byłam gotowa drapać i gryźć. Dobiegłam do bramek w terminalu F bez żadnego problemu, a tam znów kobieta, o nic nie pytana pomogła, poprowadziła jak dziecko. Zrozumieć Rosjan po angielsku jest bardzo ciężko. To cud, że coś pamiętam ze szkoły ale i tak bylo ciezko. W każdym bądź razie miałam niecałe 1,5 godziny na transfer, a wyrobiłam się w pół. No dobra, trochę biegłam a jestem w dobrej formie, ale bez przesady.

Pod bramką mogłam zadzwonić do A, pochwalić się jaka jestem mądra i dzielna i usłyszeć jego głos, który dał mi siłę na kolejnych 6 godzin lotu. Odprawę zaczęli praktycznie o czasie bez żadnych podziałów na biznes class czy ekonomiczną. Wpuszczali wszystkich jak leci. Idziemy sobie z grupą pasażerów przez rozgrzany od słońca rękaw prowadzący do samolotu, aż tu nagle ci, którzy byli z przodu zaczęli zawracać i nakłaniac nas do tego samego. Okazało się, że samolot jest zamknięty na cztery spusty i nikogo tam jeszcze nie ma. Ahoj przygodo!

Lot opoznił się o 20 minut ale jestem. Siedzę sobie i odpoczywam po średnio smacznym obiedzie i odliczam minuty do spotkania z mężczyzną mojego życia o czym na pewno napiszę później. Wyobrażam sobie jak to będzie, znów zobaczyć A. na lotnisku, jego ogromny i piękny uśmiech. Cudownie będzie wtulić się w jego ramiona. Tymczasem turbulencje są coraz silniejsze więc idę spać. Kołyszą mnie do snu jak nic. Prawda jest taka, że pomijając lotniskowe przygody to ja bardzo lubię latać. Uwielbiam moment startowania i moment lądowania. Lubię szum silników i widok chmur za oknem. Chmury nad Rosją były dziś niesamowite. Przepiękne. Oby były dobrą wróżbą na
nadchodzący czas.

(Irrakuri)





It seems to me that only yesterday for the first time I flew to India to meet the man of my life, and today again I sit in a plane, and again I feel butterflies in my stomach, and the level of excitement and with my heart in my mouth grows by the minute.
In May, still holding hands, feeling the warmth of our bodies, we decided that I am coming back to New Delhi as soon as possible. Unfortunately not permanently, yet this unannounced and not wanted separation which holds us apart, but in the meantime we have two great weeks with us.

It was not without adventure, because as you can see my travels must be marked with a little entertainment, but Moscow still passes the test with flying colors (Never Amsterdam!). My journey began with a phone-call with the travel agency and the information that my flight to Moscow was scheduled at 9:45 annulled. I'm flying an hour later, which means that I will have less than 1.5 hours to move to another terminal and finding the right gate. After Amsterdam adventures unless you imagine how many tears spilled and how my stomach hurt from the stress of the day of departure? Nothing comforted me, even the thought that if I get delayed i have another plane five hours later. Nevertheless, I decided to fight like a lioness.Or like a ram, in the end it is a very brave zodiac sign ...
Meanwhile, in Poland already at the sentence Storage airport worker asked me about my visa to Russia. Seriously??!! I'm in full admiration for myself, because even for a moment I thought about it, i did not cry. I decided that tonight I will be in Delhi. End of story. After several phone calls and giving me a virtual heart attack, it turned out that I do not need a visa. Excellent. The first point counted. I was sitting more or less in the middle of the plane, which did not prevent me to shoot at the door like a slingshot when it just stopped. Wounded and injured heartily sorry but I do not regret. I hope you understand.

I get off the plane, and there's a woman in broken English asks me where I want to go? Pardon me? Many people anticipated that the Russians hate the Poles, and they trouble them with unnecessary briefings and problems with even the smallest thing. I was ready to scratch and bite. I reached the gate, Terminal F without any problem, and there again, a woman out of nowhere helped without  a question,I lead like a child. Understanding the Russians speaking in English is extremely troublesome. It's a miracle that I remembered something from my school and even then understood very little. Anyway, I had less than 1.5 hours to hunt for my boarding gate which i managed to locate like a sniffer in half an hour. Well, I ran a little bit and I'm in good shape, but without exaggeration.

At the gate I called A,proud of myself, wise and brave and impatiently waiting to hear his voice, which gave me strength for the next 6 hours of the flight. Nothing bothered me while I sat at the boarding gate, because I was on the spot. Briefing started almost on time without any divisions for business class or economy. They recessed all the passengers like flies. We're going to deal with a group of passengers from the hot sun sleeve leading to the plane, all of a sudden those who were at the front began to turn back and encouraged us to do the same. It turned out that the airplane is closed and nobody was available. Adventure Ahoy!


The flight was delayed by about 20 minutes but here I am. Sitting and resting after an average tasteless meal and counting down the minutes to the meeting with the man of my life what surely will happen I will write later. I imagine how it would be, again,to see A. at the airport, and his beautiful smile. Wonderfully I will nestle into his arms. Meanwhile turbulence is getting stronger so I'm going off to sleep. Rocking me in a cradle. The truth is that, apart from airport adventure I would very much like to fly. I love the taking off and the airplane landing. I like the sound of the engines and view of clouds outside the window. Clouds over Russia were amazing today. Beautiful, I hope it was a good omen for my arrival.

3 comments:

  1. Miłość jest podróżą...
    Całusy

    ReplyDelete
    Replies
    1. To prawda! Kazdego dnia sie z niej cieszymy!
      Sciskamy :*

      Delete
  2. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete