LATO / SUMMER

zgubiłam wspomnienie
to w którym siadywałyśmy nad rzeką
trzymając w dłoniach zimne butelki z piwem
nie było w tych dniach żadnych uniesień
romantycznych wschodów słońca ani wyznań
chyba byłyśmy jeszcze dziećmi
pamiętam trawę jak bardzo była zielona
sok z mleczy brudził nasze spodnie
lato było ciepłe a rzeka szumiała
tęsknotą i trochę frustracją
jak pękająca taśma kasety magnetofonu
w trakcie ulubionej piosenki
megnetofon - to takie śmieszne słowo
pamiętasz je jeszcze? wtedy wszystko było śmieszne
i dużo łatwiej oddychało się powietrzem
i liczyło chmury, te podobne do królików
albo do rycerzy
do dziś mam w książce zasuszone kwiaty z tamtej łąki
i do dziś czuję
zapach tamtych jabłek

tamto wspomnienie
złożyłam na cztery jak kartkę z pamiętnika
którego wtedy nie pisałam
otwieram czasem oczy i widzę tamto lato
ostatnie, słodkie lato kiedy wciąż
byłyśmy dziećmi.


I lost my memory
this, when we were sitting at the river
holding hands with cold bottles of beer
nothing special in these days
no romantic sunrises or confessions
I think we still were kids
I remember how green the grass was
dandelions juice stained our pants
summer was warm and the river hummed
longing and frustration a bit
like a cracking cassette tape on the tape recorder
in the midle of the favourite song
tape recorder - it's a funny word
do you even still remember it? everything was funny at that time
and much easier it was to breath that air
and to count clouds, with shape of rabbits and unicorns
or knights
to this day I have dried flowers from that meadow in the book
and to this day I can feel
smell of those apples

that memory
I made as a diary card
which I did not write then
sometimes I open my eyes and see that Summer
last, sweet Summer
when we still were kids. 

Dookoła Delhi : PAHARGANJ / Around Delhi : PAHARGANJ

Nigdzie w Delhi nie widziałam tylu cudzoziemców co właśnie w tej okolicy. Nawet w Red Fort czy Lotus Temple! Pewnie dlatego czuję się tutaj bardziej swobodnie. W tej okolicy ludzie rzadziej odwracają się i patrzą na mnie zszokowani kolorem mojej skóry. Tutaj jestem jedną z wielu ;)

Paharganj to tania baza noclegowa i dobry punkt, z którego można się wybrać na zwiedzanie miasta. Tutaj, wzdłuż jednej ulicy znajdziecie niezliczoną ilość hoteli, hosteli, restauracji i barów. To właśnie na Paharganj znajduje się cudowna koreańska knajpka, o której pisaliśmy wcześniej ( Shim Tur ). A także restauracja z genialną pizzą w dobrej cenie (Sam's Cafe) ale z koszmarną obsługą. Chyba nigdzie nie widziałam kelnerów mniej zainteresowanych klientami.  Bar z tanim piwem, świetnym kurczakiem i karaluchami w toalecie (MyBar). Fakt, miejsce jest dosyć obskurne ale ci, którzy bywali ze mną w gdańskim Absyncie, uznają MyBar za niemal luksusowy ;)

Paharganj to również targ i raj hippisów. Możecie się tutaj poczuć jak na Woodstock '69. Spotkacie ogrom turystów z długimi, brudnymi włosami w szerokich ubraniach, relaksujących się skrętem marihuany.

Wzdłuż ulicy, po obu stronach, poza hotelami i restauracjami rozciągają się sklepy i sklepiki z biżuterią (tak ogromnego wyboru kolczyków, naszyjników, pierścionków i bransoletek nie widziałam nigdzie), ubraniami (zadziwiająco mały wybór strojów indyjskich za to ogrom t-shirtów, kolorowych spodni, lnianych koszul czy toreb ), wyrobów skórzanych (buty, torebki, kurtki), książek (w jednym sklepie mają nawet kilkanaście w języku polskim! Niezbyt dobrych, ale wciąż!), czy chociażby miejsc, w których kupicie milion różnych bibułek do skrętów/papierosów czy herbatę (wybór herbat jest spory ale targowanie się z właścicielem sklepu to droga przez mękę, nawet jeśli jest się w tej dziedzinie mistrzem!).

Trzeba się jednak oswoić z zapachem tego miejsca. Pierwsze co uderza w twarz po wyjściu ze stacji metra to silny zapach krowich odchodów. Bo krów jest tutaj niezliczona ilość. Do tego dodajcie wąską ulicę pełną spacerujących ludzi, riksze, samochody, stoiska z jedzeniem, żebraków...łatwo się zniechęcić.

Ostatnio potrzebowaliśmy na szybko skorzystać z kafejki internetowej. Znaleźliśmy jedną, do której wchodzi się przez hol hotelu i restaurację. Restauracja okazała się być również sklepem z europejskimi serami i ciastami. Abhi uwielbia apple strudel, więc postanowiliśmy zrobić sobie przerwę. Wtedy zauważyłam karalucha leniwie wylegującego się na kawałku ciasta. Kiedy zwróciliśmy uwagę sprzedawcy, w odpowiedzi otrzymaliśmy...uśmiech. Mężczyzna nawet nie zamierzał ruszyć robaka. Jak się domyślacie, Abhi musiał obejść się smakiem.

Takie jest właśnie Paharganj. Głośne, tłoczne, brudne, śmierdzące i pełne niespodzianek. Jeśli Wam to nie przeszkadza, spędzicie tutaj fajny czas!

Paharganj to stacja metra : Rama Krishna Ashram Marg.








Nowehere in Delhi have I seen so many foreigners that I came across at this area. Even at Red Fort or Lotus Temple! In this neigborhood people rarely turn around and look at me shocked at the colour of my skin. Here I am one of many ;)

Paharganj is a cheap sleeping base and point from where you can go visit other places in the city. Here, at only one street you will find a lot of hotels, hostels, restaurants and bars. It's here, in Paharganj, is a lovely korean restaurant we wrote about here some time ago (Shim Tur ). But you can also find here places with really awesome pizza at a very reasonable  price (Sam's Cafe) but with awful staff. Never seen waiters less interested with clients like here.  Bar with cheap beer, great chicken and cocroaches in the toilet (MyBar). Yes, this place is a little creepy but this people who in the past went with me to Absynth Cafe in Gdańsk, Poland they will say that MyBar is almost luxury ;)

Paharganj is also market and paradise for hippies. You can feel here like on Woodstock '69. You will meet a lot of tourists with long, dirty hair in loose clothes, relaxing with weed.

Walking through the street, both sides, besides hotels and restaurants you will also find small and big shops with : jewellery (I have never seen such a huge choice of earrings, necklaces, rings and bracelets), clothes (suprisingly small choice of indian clothes, but a lot of t-shirts, colorful big pants, hemp shirts or bags), leather products (like shoes, bags or jackets), books (in one bookstore they have even dozen of polish books! Not too good, but still!), or even places where you can buy a lot of cigarette papers or tea (choice of tea is ok but bargaining with shop owner is really painful even if you are a master at it).

You need to get used to the smell of this area. First what punches you in your face after leaving the metro station is the smell of cow excrements. Many of them you wll find here. Street is narrow here plus a swarm of people walking around , rickshaw, autorickshaws, cars, food stalls, beggars...it's easy to give up on this place.

One day, we needed a internet cafe very quickly for some important documents that we had to print. We found one, where you must enter walking through the hotel reception and restaurant. Restaurant was also a shop with european cheeses and cakes. Abhi loves apple strudel so we decided to stay there longer. Then I noticed cockroach laying on the piece of the pie. When we told about it to the seller, he only...smiled. He didn't even bothered to touch the bug. So as you can guess, Abhi didn't have the apple strudel that day...

This is Paharganj. Loud, crowded, dirty, stinky and full of surprises. If this does not bother you, you will spend a great time here!

Paharganj is a metro station : Rama Krishna Ashram Marg.

Sto lat dla nas! / All the best for us!

Celebrujemy dzisiaj nasz mały sukces ponieważ Polindi Diaries obchodzi swoje pierwsze urodziny!

Dokładnie 13 lipca 2016 roku opublikowaliśmy swój pierwszy post (Początek, część 1) i od tamtego czasu piszemy coraz więcej i sprawia nam to ogromną radość! Sto lat dla nas i dla Was!

Nazwę Polindi Diaries wymyślił Abhi i bardzo się cieszę, że nie walczyłam o swoją nazwę, która teraz wydaje mi się głupia ;)

Jesteśmy Polindi, a nasza polsko-indyjska miłość daje nam energię, by odkrywać wspólnie świat.

Życzymy sobie kolejnych lat i przygód na naszym blogu, a Wam, żebyście zawsze nam towarzyszyli!

Wszystkiego inspirującego!


All the best for us!

Today we are celebrating our little success because its Polindi Diaries's first birthday!

Exactly on the 13th of July 2016 we published our first post (Beginning, part 1) and since that time we are writing more and more and we have a lot of fun because of that! Happy birtday for us and to you!

The name Polindi Diaries is Abhi's idea and I'm happy that I didn't argue to push my name, which sounds very stupid for me right now ;)

We are Polindi and our polish-indian love gives us energy to discover the  world together. We wish to ourself many years and adventures on our blog and for you to be with us in our small world!

All inspirations to you and to us!

Pozdrowienia z Moskwy! / Greetngs from Moscow!

Tym razem podróż z Delhi do Warszawy mocno dała nam w kość. A wszystko to za sprawą lotniska Sheremetyevo w Moskwie. Z przykrością stwierdzamy, że pracownicy tego lotniska są niepomocni i nieprzyjaźni, a w dodatku nie potrafią się uśmiechać. Za to stewardessy linii lotniczych Aeroflot (co do jednej!) pracują tam chyba za karę i w ogóle pod groźbą śmierci w męczarniach. Baliśmy się ich zapytać o cokolwiek w obawie, że na resztę podróży zostaniemy zamknięci w ciasnej toalecie.

Mieliśmy kiepskie połączenie do Polski, bo w Moskwie przyszło nam czekać aż 9 godzin (chociaż czas we dwoje mija dużo szybciej). Pierwszym zaskoczeniem było dla nas to, że bez roamingu w telefonie nie mogliśmy się połączyć z wi-fi (taki problem nie istnieje na lotniskach w Warszawie i Delhi). Byliśmy tą sytuacją mocno zestresowani, bo nie mogliśmy skontaktować się z naszymi rodzinami, żeby poinformować ich, że wylądowaliśmy bezpiecznie i w ogóle wszystko jest ok.

Przez kilka godzin siedzieliśmy zmartwieni i zdołowani, bo jak wcześniej wspomnieliśmy - od obsługi tego lotniska ciężko oczekiwać jakiejkolwiek pomocy (poza jedną panią, która próbowała ale się nie udało - niemniej doceniamy trud). W dodatku sprzedawcy w sklepach i stoiskach nie mówili po angielsku (lub udawali, że nie mówią. Ciężko nam uwierzyć, że na międzynarodowe lotnisko zatrudnia się osoby bez znajomości jednego z najbardziej popularnych języków na świecie).

Doszło do tego, że zaczęliśmy pytać innych pasażerów czy mają dostęp do Internetu i wtedy trafiliśmy na dziewczynę, która bez wahania dała nam swoją komórkę, dzięki czemu mogliśmy powysyłać maile do przyjaciół i rodziny.

Po stresujących dziewięciu godzinach na lotnisku, na którym naprawdę ciężko jest o jakiś ludzki, życzliwy odruch, szczęśliwie wylądowaliśmy w Warszawie i mieliśmy nadzieję, że ten zły czas na Sheremetyevie nie będzie dla nas złą wróżbą na nadchodzące trzy tygodnie.

Hej, Moskwo! Co z Wami? Gdzie się podział Wasz uśmiech?

Wierzymy w karmę. Wierzymy, że zarówno dobro jak i zło zawsze powracają dlatego dziewczynę, która pomogła nam na lotnisku na pewno spotka wkrótce coś wspaniałego. Przesyłamy moc pozytywnej energii! I szeroki uśmiech oczywiście.

Jakie są Wasze doświadczenia z lotniskiem Sheremetyevo?




yummy wafles for crazy insane price.../pyszne wafelki za bardzo zawyżoną cenę...

This time travel from Delhi to Warsaw wasn't for us too nice. Everything because of Sheremetyevo International Airport in Moscow. We regret to say that the staff of this airport is unhelpful and unfriendly, and in addition they just can't smile. Plus the crew of Aeroflot airlines (every single freaking one!) work there probably as a punishment for some crime or under the threat of death in torture. We was scared to ask about anything to not be closed in small toilet for the rest of the flight...

We had a very uncomfortable change to Poland, because in Moscow we had to wait for nine hours for the next flight (but we must admit that time together goes faster). First surprise was for us that we couldn't connect wi-fi on our phones without roaming (it's not a problem on airports in Warsaw or Delhi). We were very stressed because of this situation because we couldn't contact our families to let them know that we are alive. 

For couple of hours we were worried and depressed because as we said earlier - it's hard to expect any help from staff on this airport (besides one lady who tried but it didnt work - but we appreciate the effort). In addition sellers in shops don't speak English (or lie about it because it's really hard to believe that international airpor hired people who don't know one of the most popular languages on the planet).

We started asking other passengers if they had access to the internet and then we met girl who without any doubts gave us her cellphone so we could send e-mails to our friends and family.
After stressful nine hours at the airport, where really waited for some human, friendly reflex, we happily landed in Warsaw and just had hope that it wasn't a bad omen for the next three weeks. 

Hello, Moscow! What is wrong with you? Where is your smile?! 

We belive in karma. We believe that everything what is good or bad coming back. That's why we know that the girl who helped us on airport something will happen wonderful soon. We are sending a lot of positive energy! And big smile of course!

What are your experiences with Sheremetyevo Airport?

Nowa Ania z Zielonego Wzgórza (serial Netflixa) / Anne with an E (Netflix tv show)

Dziękuję Netflixie za nową Anię z Zielonego Wzgórza! (Nie sądziłam, że to powiem...)

Ania Shirley zajmuje w moim sercu szczególne miejsce (jak zapewne w przypadku wielu dziewczyn). Za moich czasów ta książka była lekturą szkolną. Na podstawie tej książki dostałam moją pierwszą szóstkę na lekcji języka polskiego za wypracowanie. Do tej pory jestem z niego dumna. Historia tej dziewczynki spodobała mi się tak bardzo, że przeczytałam wszystkie kolejne części.

Film (1985). Obejrzany chyba z tysiąc razy. Ulubiony, wspaniały, wzruszający. Był i tak naprawdę do tej pory jest dla mnie doskonały. Nigdy nie odmawiam kiedy znów puszczają go w telewizji. Za Gilberta chciałam nawet kiedyś wyjść za mąż ;). Kiedy szukałam informacji o nowym serialu, przeczytałam że stara wersja jest cukierkowa i nierzeczywista. Nie zgadzam się, nie uważam żeby tamci aktorzy byli skończonymi pięknościami. Poza tym nie ograbia się człowieka z dziecięcych miłości! Jest to jedna z rzeczy, którą zawsze będę idealizowała. Bo dała mi niezliczone ilości godzin w fantastycznym świecie i pozwoliła rozwinąć skrzydła. Dzięki Ani (książce i filmowi) zaczęłam pisać i przestałam bać się marzyć (a ci co mnie dobrze znają wiedzą, że mam bujną wyobraźnię).

Nadeszła pora na zupełnie nowy serial. "Anne with an E". Nie wiedziałam, że powstaje. Nie wiedziałam, że istnieje. Trafiłam przez przypadek na Instagramie na zdjęcie znajomej. Postanowiłam sprawdzić i natychmiast się oburzyłam. Po co odgrzewać stare kotlety? Dlaczego ludzie nie tworzą nic nowego tylko wciąż kręcą nowe wersje czegoś starego? Byłam bardzo oburzona przez całą godzinę! Pękłam. W końcu to Ania. ;) Opis serialu głosi, że nowa wersja jest bardziej surowa, rzeczywista. Że Ania jest brzydka, a serial pokazuje brud i niedostatki tamtych czasów. Trochę tak, trochę nie.

Ludzie od castingów na pewno wykonali swoją robotę w 100%. Ania jest genialna. Jest tak urokliwa i ma tak niesamowity uśmiech, że przez to staje się najpiękniejszą dziewczynką na świecie. Chuda jak patyk, z piegami (kocham), rudymi włosami, gada jak najęta i ucieka w świat fantazji w każdej możliwej chwili - wypisz wymaluj Ania z książki. Przyznam szczerze, że każda postać z tego serialu z biegiem czasu zdobyła moje serce. Nawet jeśli w pierwszej chwili tęskniłam za aktorami ze starej wersji filmu to po kilku scenach okazywało się, że w tym serialu wszystko gra! Mateusz, Maryla, Małgorzata, Diana, Gilbert. O rany! Cholernie dobrze opowiedziana historia.

Dlaczego właściwie wszystko w tym serialu mi odpowiada? Odpowiedź jest prosta. Książka i stary film to historia dla dziewczynek / nastolatek, które są bardziej naiwne i wciąż wierzą w idealny świat. Czasem się złoszczą i płaczą ale nieustannie marzą o księciu na białym koniu. I chcą żeby wszystko było piękne. Zatem jeśli stary film jest cukierkowy - to wspaniale. Taki właśnie powinien być. Pobudzał rozedrgane dusze młodych dziewcząt. Moją na pewno.

Nowy serial to wersja dla dojrzałych kobiet, które pamiętają te chwile uniesienia sprzed lat, ale nie są już naiwne. Nadal lubią historie miłosne, ale nie wierzą w księcia na białym koniu. I wiedzą, że nie wszystko w życiu jest idealne, nie wszystko jest dobre i nie wszystko idzie tak jakby chciały. Ale nie tracą nadziei i walczą o siebie. Nowa, serialowa Ania jest też trochę feministką. W pierwszym odcinku pyta Marylę dlaczego nie może wykonywać tej samej pracy co chłopcy? Przecież jest silna i pracowita. Niczego jej nie brakuje. No właśnie. Nie dość, że niczego jej nie brakuje to w dodatku ma dużo więcej. Wyobraźnię i inteligencję.

Polecam! Romantykom, pragmatykom, sceptykom i w ogóle wszystkim.

Pierwszy sezon ma 7 odcinków i już widzę, że planowany jest kolejny. Nie mogę się doczekać!


Thank you Netfilx for the new "Anne from the Green Gables"! I didn't think that I will say this...

Anne Shirley has a very special place in my heart (I guess a lot of girls have feel the same way). When I was in primary school this book was one of the compulsory lectures. Based on this book I got my first A grade from polish language lessons for a short tale. I'm proud of it till this day. Story of this redhead girl was so amazing for me that I had read all parts about her adventures.

Movie (1985). I watched it around a thousand times. My favourite, wonderful and touching. Was and actually still is very perfect for me. I never complain when this movie is on the tv. I even wanted to get married to Gilbert when I was younger ;). When I started looking for information about the new Netfilx series I read one opinion that the old version is candy and unreal. I don't agree with it, I don't think so that the actors from the old version are top model kind of beauty. Besides, you can't just depreciate childhood love! ;) Anne from Green Gables is a story I will always idealize. Because it gave me uncountable hours in an amazing world and let me expand my wings. Because of Anne Shirley (book and the movie) I started to write and stopped to be afraid to dream (and this to you who know me well know that I like to swing in the clouds).

Years later it's time for a new series. "Anne with an E". I didn't know about it until I watched a picture on one of my friends  Instagram . I was indignant at first. Why to make the same story again? Why people can't make something new but still trying to make a better version of something old? It's boring! I was very upset for a entire HOUR! I gave up. It's Anne. The series's description is that the new version is more raw, real. That Ania is ugly, and the series shows the dirt and deprivation of that time. Kind of yes, kind of no.

Casting people have 100% certainly done their job well . Anne is brilliant. She is so charming and has such an amazing smile that she becomes the most beautiful girl in the world. Thin like a stick, with freckles (I love them!), red hair, talks all the time and runs into imaginary world all the time - she is exactly like the Anne from a book! And to be honest, every character from this show won my heart. Even if at first I missed the actors from the old version of the film, after a few scenes, it turned out that in this series everything plays! Matthew, Marilla, Rachel, Diana, Gilbert. Oh my! Bloody well-told story.

And actually why I like almost everything in this story? The answer is simple. The book and old movie are stories for girls / teens who are more naive and still believe in the perfect world. Sometimes they get angry and weep but they always dream of a prince on a white horse. And they want everything to be just beautiful. So if the old movie is candy - great! This is a point! That how it should be! Stimulate souls of the young girls. Mine for sure.

The new series is a version for mature women who remember these moments of elation from years ago but they are no longer naive. They still like love stories but don't belive in prince on a white horse any more. And they know that not everything in life is perfect, not everything is good and like they want. But they never lose hope and fight for themself.

New Anne from Netflix series is also a little feminist. In the first episode Anne asks Marilla that why can't she do the same job as boys? After all, she is strong and hardworking. She is not worst. Exactly ! Not enough that she is not worst than boys and she has a lot more to offer. Imagination and intelligence.

I would recommend! For romantics, pragmatists, skeptics and everybody else.

The first season has 7 episodes and I already watched that and another season is planned. Yaaayy! I can't wait!

Witajcie z powrotem! / Welcome back!

Spędziliśmy trzy wspaniałe tygodnie w Polsce. Naszą podróż mogliście śledzić na Instagramie i Facebooku. Odwiedziliśmy nie tylko moje rodzinne miasto ale również Warszawę, Gdańsk, Sopot, Gdynię, Kazimierz Dolny (mój ukochany!) i Janów Podlaski. Gdańsk został zdecydowanym faworytem Abhiego.

Nie myślcie jednak, że nie tęskniliśmy za naszym blogiem! Dlatego właśnie wracamy z nową porcją postów, przemyśleń, historii, recenzji, wspomnień a przede wszystkim pozytywną energią! W Polsce wiele się wydarzyło ale przede wszystkim zaszło kilka zmian. Byliśmy zmuszeni do podjęcia bardzo ciężkiej dla nas decyzji.

Na kilka kolejnych miesięcy powróciliśmy do życia na odległość. Niektórzy z Was na pewno pamiętają nasze posty z czasów Życia na Skype. Abhi wrócił do Indii 4 lipca, a ja zostałam w Polsce. Bardzo długo się nad tym zastanawialiśmy i przeprowadziliśmy wiele rozmów i dyskusji. Na chwilę obecną takie rozwiązanie jest dla nas po prostu najbardziej rozsądne i daje nam szansę na lepsze życie.

Trzymajcie kciuki za nas i za to aby nasze plany powiodły się tak jak sobie zamarzyliśmy. Tymczasem my wracamy do życia (jako tako, bo bez siebie bardzo nam ciężko - podziwiamy pary, które żyją w ten sposób przez lata!) i od dzisiaj posty znów będą pojawiać się regularnie.

Dużo postów, dużo słów, tak jak lubimy :)

 Sopot
 Gdańsk
 Janów Podlaski
Biała Podlaska

We spent three fantastic weeks in Poland. You can follow our travel on Instagram and Facebook. We visited not only my home town but also Warsaw, Gdańsk, Sopot, Gdynia, Kazimierz Dolny (always my number one) and Janow Podlaski. Gdańsk is definitely Abhi's favourite!

But don't think that we didn't miss our blog! That's why we are coming back with new portion of posts, thoughts, stories, reviews, memories and mostly - positive energy! In Poland some things are changed in our life. We had to make a very hard decision for us.

For the next couple of months we are back living in a long distance relationship. Some of you for sure remember our posts from the times when we had our Skype Life. Abhi came back to India on the 4th of July and I stayed in Poland. We thought about this for very long, and talk about it a lot. For this time this solution is just the most smart for us and gives us the chance for a better life.

Keep fingers crossed for us and our plans to make them as we dream about it. Therefore we are coming back to the "normal" life (living apart is very dificult for us and we admit couples who are in long distance relationships for years!) and from today we can promise you that we will again publish new posts very regularly.

 A lot of posts and words. As we like :)

Review - Kori's : korean dissapointment. / Recenzja - Kori's : koreańskie rozczarowanie

Damn! We enter this nice, athmospheric korean restaurant and I'm thinking : this is it! That maybe it is a rule that korean restaurants in India are just more pretty than Indian and just all korean restaurants in India are awesome! And I'm thnking how nice it's here and clean! And cold because of A/C. Maybe we are in paradise?

Oooops! No.

This place was recommended to us by one of Abhi’s old friend which we bumped in accidentally on the street. Few years ago at Kori's place was nice cafe with open roof where my husband used to spend countless hours when he lived in this area. Well, not every change is good.

Prices at Kori's are unbelievable, and menu is pretty concise which we liked the most (In our opinion when menu is very big there are more chances that food will not be fresh). I ordered ramen without hesitation, because I have tasted this dish before. Abhi chose Bibimbap with chicken. Plus fruit non alcoholic beer.

I think, at this moment he power went off for the first time. For around a minute. The situation repeated a several times more. Generally, we are not a pain in the ass, but we even didn't even hear a apology for this discomfort or was asked to move where the power inverter was being used. (No windows here). The waitress actually was least interested to serve us (only us, because nobody else was there). I guess, we entered at a wrong hour and disturbed her nap.

However, not flashing light weight on our opinion. Nightmare was this what was served to us. Food looks ok, especially Bibimbap, and we must admit that kimchi was a little better than at Shim Tur.

BUT!

Ramen. I never had it before but if it taste like soup from the bag, people are sick that they love it so much...I have seen so many wonderful pictures of ramen! With whole bunch of egetables and/or meat and greens and what I got? Soup made from powder, noodles, boiled chicken and a hint of chives. Bibimbap was a little better but fermented so much that we wasn't sure it should taste like that or maybe this dish is spoiled? But because waitress was oh so busy staring at the wall, we decided to not ask her.

Kori's is like a beautiful human being with whom you fall in love at the first sight but magic spits when you get to know him better. What a harm, because decoration at this place is really nice! If you want eat something korean go to the Shim Tur. Here you will not waste your money or time.

Address: R-62/1, Humayunpur, Safdarjung Enclave, Safdarjung, New Delhi







Bibimbap/ramen/kimchi

Cholera! Wchodzimy do fajnej, klimatycznej koreańskiej knajpki i myślę, że to jest to! Że może to jest reguła i najwyraźniej koreańskie restauracje w Indiach są po prostu ładniejsze od indyjskich i w ogóle są super! Myślę, że tak tu ładnie i czysto! I chłodno od klimatyzacji! Czy my jesteśmy w raju?

Ups! Nie.

Miejsce polecił nam stary znajomy Abhiego, przypadkowo spotkany na ulicy. Kilka lat temu, w tym miejscu była kawiarnia z otwartym dachem, w której mój mąż spędził niezliczone godziny kiedy mieszkał w okolicy. Nie każda zmiana wychodzi na lepsze.

Ceny w Kori's są całkiem przystępne, a menu dosyć krótkie co lubimy najbardziej. (Naszym zdaniem im bardziej rozbudowana karta tym większe ryzyko, że jedzenie będzie nieświeże). Ja bez chwili wahania zamówiłam ramen, ponieważ jeszcze nigdy nie jadłam tego dania. Abhi zdecydował się na Bibimbap z kurczakiem. Do tego owocowe bezalkoholowe piwo.

Chyba właśnie w tym momencie po raz pierwszy zgasło światło. Na około minutę. Sytuacja powtórzyła się kilka razy. Generalnie nie jesteśmy upierdliwi, ale nie usłyszeliśmy ani przeprosin za tę sytuację ani słowa wyjaśnienia. (W knajpie nie ma okien.) Kelnerka była w ogóle średnio zainteresowana obsługą klientów (czyli nas, bo byliśmy jedynymi osobami w restauracji). Chyba przerwaliśmy jej drzemkę.

Jednak to nie migające światło zaważyło na naszej opinii. Koszmarem okazało się to, co nam zaserwowano. Jedzenie wyglądało ok, zwłaszcza Bibimbap i bez bicia przyznamy, że Kimchi w Kori's jest odrobinę smaczniejsze od tego w Shim Tur.

ALE!

Ramen. Nigdy wcześniej tego nie jadłam, ale jeśli smakuje jak zupa z torebki, to ludzie są chorzy, że tak się tym zachwycają. Widziałam tyle pięknych zdjęć ramenu! Z całym ogromem warzyw i/lub mięsa i wszelkiej maści zieleniny a dostałam zupę z proszku, makaron, gotowanego kurczaka i trochę szczypioru. Bibimbap był trochę lepszy, ale tak mocno sfermentowany, że nie byliśmy pewni czy tak to ma smakować, czy danie jest zepsute. Jednak ponieważ kelnerka była zbyt zajęta gapieniem się na ścianę, postanowiliśmy jej nie przerywać i pozostać w niewiedzy.

Kori's jest jak piękny człowiek, w którym zakochujecie się od pierwszego wejrzenia i czar pryska, kiedy poznajecie lepiej obiekt waszych westchnień. Szkoda. Wielka szkoda, bo wystrój jest naprawdę fajny. Jednak chleba z tej mąki nie będzie. Jeśli chcecie zjeść coś koreańskiego to idźcie do Shim Tur. Tam nie wyrzucicie pieniędzy w błoto.

Adres: R-62/1, Humayunpur, Safdarjung Enclave, Safdarjung, New Delhi

Refleksje po trzęsieniu ziemi. / Reflections after the earthquake.

Kilka nocy temu mieliśmy w Delhi trzęsienie ziemi. Było niewielkie i nieszkodliwe ale nigdy w życiu czegoś takiego nie doświadczyłam i natchnęło mnie to do pewnych refleksji.

Było po czwartej nad ranem. Abhi dopiero co wrócił z pracy i położył się spać. Nagle łóżko zaczęło wibrować. W pierwszym odruchu myślałam, że mój mąż z niewiadomych przyczyn macha nogami, więc poprosiłam go żeby przestał ale powiedział mi, że to było trzęsienie ziemi. Trwało kilka sekund.

To wystarczyło, żeby uświadomić sobie jak ogromne spustoszenie może uczynić trzęsienie ziemi kiedy jest silniejsze. Zwłaszcza w kraju takim jak Indie, w którym wiele domów budowanych jest na szybko i byle jak, przez co w mgnieniu oka mogą rozpaść się jak domek z kart. Nagle pokój wydał mi się mały jak pudełko przez myśl, że któregoś dnia sufit mógłby spaść nam na głowy (odpukać).

Ziemia to przerażająca, fascynująca, niesamowita i piękna planeta, a my robimy wszystko żeby ją zniszczyć. Odnoszę się tutaj między innymi do posta o brudzie w Delhi. Żeby jednak nie demonizować tak bardzo tylko Indii dodam, że słyszałam, że Paryż również nie należy do czystych miast!

Dlatego raz jeszcze apeluję: wyrzucajcie śmieci do kosza a nie na ulicę! To naprawdę nie kosztuje wiele wysiłku! Przestańcie zwalać winę na rząd czy na złe wychowanie. Macie przecież własne rozumy i to od Was i tylko od Was zależy czy chcecie ocalić naszą planetę i sprawić, że życie na niej będzie dużo przyjemniejsze. Kosz na śmieci nie gryzie!

Który widok wolicie? / Which view do you prefer?
 ten? / this?
czy ten? / or this?

Couple of nights ago we experienced a earthquake in Delhi. Was harmless but I have never experienced something like that and this inspired me to write some reflections.

It was around four in the morning. Abhi just came back from work and went to sleep. Suddenly bed started to vibrate. First I thought that my husband, I don't know why, started shaking his legs so I asked him to stop. Then he told me it's not him, it was an earthquake. It lasted a few seconds.

It was enough to realize how enormous devastation it can make when it is stronger. Especially in a country like India where a lot of houses are built fast and anyhow so because of that in the blink of an eye they can break  like house of cards. Then our room seemd to me real small like a box because of the thought that one day the roof can fall on our heads (knock on the wood).

Earth is a terrifying, fascinating, incredible and beautiful planet and we are doing everithing to destroy it. I'm talking here about our last post about dirt in Delhi. But of course I don't want to say that is only a problem in  India . I heard that Paris is also very dirty city! What a shame!

That's why once again I'm asking you : Throw waste into the trash and not on the street! It  really don't cost a lot of effort. Stop pushing the fault on the government or education. You have your own brains and it's up to you, and only you, whether you want to save our planet and make life on it a lot more pleasant. Dust bin will not bite you!

Przepis na zielone mango. / Recipe for raw mango.

Chcecie spróbować czegoś dziwnego? Czegoś co z początku może Was zaskoczyć, ale po kilku łyżkach nie będziecie mogli przestać jeść? Czegoś co jest jednocześnie słodkie, słone, lekko pikantne i kwaśne? Dobrze trafiliście! Poszukajcie świeżego zielonego mango i do roboty! Jak zwykle nie zajmie Wam to dużo czasu ;)

Jednym z "sekretnych" składników tego dania jest jaggery. Jest to nierafinowany cukier produkowany z trzciny i drzew palmowych (głównie daktylowych). Jest uznawany za jeden z najzdrowszych cukrów na świecie (jeśli cukier może być zdrowy). Ma słodki, lekko miodowy posmak i jest bogaty w wapń, sole mineralne, żelazo, magnez i wiele witamin. My używamy jaggery w kruchej postaci (jest też gęsta, płynna). Jeśli nie uda Wam się nigdzie znaleźć tego cukru (szukajcie w sklepach z orientalną żywnością), zastąpcie go cukrem trzcinowym, ale zdecydowanie polecamy jaggery, ponieważ kompletnie zmienia smak potrawy.

(jaggery)

Zielone mango kupicie chociażby w sklepie Little India.
Jaggery dostaniecie : tutaj

Gotowi? Do kuchni , marsz! :)

Składniki:
- 4 nieduże zielone mango - pokrojone w dosyć grube słupki - ze skórką - i nie wyrzucajcie pestek!
- 1 średnia cebula - pokrojona w kostkę
- 1 średni pomidor - zblendowany lub pokrojony w drobną kostkę.
- przyprawy : sól, chilli, kurkuma, suszona kolendra
- Jaggery - około 3 cm
- olej do smażenia.

Jak zwykle, na początku przygotowujemy prostą masalę. W garnku rozgrzewamy olej, następnie dodajemy cebulę i smażymy aż zacznie lekko brązowieć. Następnie dodajemy pomidora i po chwili przyprawy (3/4 łyżeczki soli, 1/4 łyżeczki chilli, 2/3 łyżeczki kurkumy i kolendry) i pół szklanki wody. Smażymy przez chwilę i dodajemy pokrojone mango (również pestki ponieważ na pewno zostało na nich sporo miąższu, który jest przepyszny). Mieszamy bardzo dokładnie i smażymy około 5 minut. Po tym czasie do garnka wlewamy wodę (tak aby w całości zakryła owoce - około litra). Gotujemy około 30 minut, w połowie przykryte aż mango będzie miękkie, niemal rozpadające się. Możemy doprawić jeżeli danie nie jest wystarczająco wyraziste. Wyłączamy gaz i odstawiamy danie na 5 minut. Po tym czasie wrzucamy do dania jaggery i dokładnie mieszamy, aż się rozpuści.

Gotowe!

Właściwie nie wiem czy jest to zupa czy sos, ale najlepiej smakuje na zimno prosto z lodówki (zatem może być nową wersją chłodnika, idealną na lato) i z nadziewaną parathą. Eksplozja smaków gwarantowana!

Smacznego :)


 zielone mango
 masala




Do you want try something wierd in taste? Something you won’t like at first but after a few spoons you will not be able to stop eating it? Something which is sweet, salty, little spicy and sour at the same time? Great! Look for green mangos and cook this dish from our new recipe. Like always it will not take much of your time ;)

One of the "secret" ingredients of this meal is jaggery. It is unrefined sugar produced from reed and palm trees (gur). It is considered as one of the most healthy sugars in the world (if sugar can be healthy). Jaggery has sweet, little honeyish taste and is rich with calcium, minerals, iron, magnesium and lot of vitamins. We use it in a brittle form (you can find also thick liquid). If you will not be able to find jaggery (look in shops with oriental food) use cane sugar, but we definitely recommended jaggery because it changes the  taste of dish a lot.

(jaggery)

Are you ready? Go to the kitchen and cook!

Ingredients:
- 4 medium raw mangos - cut into big stalls - with skin and leave the pits!
- 1 medium onion - finelly choped
- 1 medium tomato - blended
- spices : salt, chilli, turmeric, coriander.
- Jaggery - around 3 cm.
- oil to cook.

Like always, in the beggining we are making a simple masala. Heat the oil in the pot and add the onion. Fry until brown. Add tomato and spices (3/4 teaspoon salt, 1/4 teaspoon chilli, 2/3 teaspoon turmeric and coriander) and half a glass of water. Fry for a while and add raw mango (and seeds, for sure a lot of pulp is still on it and it will be delicious!). Stir well and fry for around 5 minutes. Then add water (to cover all fruits - it will be around 1 liter). Simmer for 30 minutes or until mango will be very soft. Now you can add more seasoning if dish is not intense enough. Turn off the flame and leave the meal for 5 minutes. Now it's time for Jaggery! Add it to the mango soup and stir very well until it melts and mixes.

Voila!

Actually I'm not sure if it is a soup or gravy but I'm sure that the taste is amazing especially when cold from fridge (so it's great for summer) and with stuffed paratha.
Explosion of flavors guaranteed!

Enjoy! :)

New project : WOMEN OF INDIA / Nowy projekt: KOBIETY INDII

Since I moved to India a lot of people asked  me if it's true that women in India don't have any rights and their life here is very hard. I know how many issues indian women must manage every day but they are also normal girls, mums, girlfriends, friends like rest of human population so we decided give voice to the Indian women to explain people what are they feeling and how it is being an Indian woman.

We are inspired by Brandon Stanton (Human of New York). For us it is very important to give voice for Women of India. Why? Because they are strong, smart, beautiful and undervalued or still very often not respected well. That's why if you are an Indian woman (living anywhere in the world) or you are a foreigner but living here and India is your home please send us your picture and a couple of words about you, with your opinion and we will publish your story on our blog and social media apps. Let the world hear your voice! Girl power!

 What you can say? Everything and anything  you want. You can say how you feel as an Indian citizen, how is it being a woman in India, about what you are dreaming, share with us your memories or tell us what do you want to change in your country or why you love India. It's your time!

We care about Women'r Rights!!!

 Thank you! It's a pleasure to have you in our project <3

Picture and caption send on email : polindidiaries@gmail.com

↣  Of course, if you want to stay anonymous - the picture is not obligatory. We want you to feel free and comfortable to express your opinion.


Od kiedy przeprowadziłam się do Indii wiele osób pyta mnie czy to prawda, że kobiety w Indiach nie mają żadnych praw, a ich życie jest bardzo trudne. Wiem, że kobiety w tym kraju muszą zmagać się z wieloma problemami i dźwigają swój ciężar każdego dnia, ale wiele z nich to również zwykłe dziewczyny, mamy, narzeczone, przyjaciółki jak każda kobieta na świecie dlatego zdecydowaliśmy, że chcemy dać Kobietom Indii głos aby same wyjaśniły ludziom co czują i jak to jest być Indyjską kobietą. 

Zainspirowaliśmy się Brandonem Stantonem (Human of New York). Ale dla nas bardzo ważne jest aby dać głos Kobietom Indii.  Dlaczego? Ponieważ są silne, piękne i niedoceniane a często również nieszanowane. Dlatego jeśli jesteś Hinduską (mieszkającą gdziekolwiek na świecie) albo Cudzoziemką, ale mieszkasz w Indiach i uważasz ten kraj za swój dom proszę wyślij nam swoje zdjęcie i kilka słów na swój temat, ze swoją opinią a my ją opublikujemy na naszym blogu i Social Mediach. Pozwól światu usłyszeć Twój głos! Girl power!

Może powiedzieć wszystko na co tylko masz ochotę. Co czujesz, jak to jest być obywatelką Indii, kobietą w Indiach, o czym marzysz, podziel się swoimi wspomnieniami albo powiedz nam co chciałabyś zmienić w swoim kraju albo za co kochasz Indie. To jest Twój czas!

Zależy nam na Prawach Kobiet!!!

Dziękujemy! To ogromna przyjemność mieć Ciebie jako część naszego projektu <3

Zdjęcie i opis wyślij na maila: polindidiaries@gmail.com

↣ Oczywiście, jeśli chcesz pozostać anonimowa zdjęcie nie jest obowiązkowe, chcemy żebyś czuła się swobodnie wyrażając swoją opinię

Czego mi brak. / What I miss.

Mieszkanie w obcym kraju to poznawanie, testowanie, smakowanie życia. To przygoda i nieustająca zagadka. Radość i frustracja jednocześnie. Życie w obcym kraju to również tęsknota za rzeczami prozaicznymi, za czymś co jeszcze niedawno było na wyciągnięcie ręki.

Czego najbardziej brakuje mi w Indiach?

- Dobrego chleba. Jeszcze ciepłego, prosto z piekarni. Z chrupiącą skórką i miękkim miąższem. Indusi są mistrzami chapati, naan i wszelkiego rodzaju placków dlatego chyba inne pieczywo nie jest im potrzebne do szczęścia. W sklepach można kupić głównie chleb tostowy (i to całkiem spory wybór) jednak jeszcze nie znalazłam tutaj dobrej piekarni. Testowałam kultowe Wenger's na Connaught Place, ale...to nie to. Chociaż pieczywo mają na pewno o niebo lepsze od tostowego!

- Serów. Polskiego białego sera (w naleśnikach, albo z rzodkiewką i szczypiorkiem), koziego, żółtego z dziurami (na kanapce z ogórkiem!). Indyjskie sery w porównaniu z polskimi nie są zbyt dobre (niemal wszystkie smakują jak ser topiony), a "wymyślne" typu feta, kozi czy mozzarella są tak drogie, że wolę poczekać i najeść się w Polsce ;)

(zdjęcie by Siostra ;) )

- Ryb. Tak jak Indusi z Południowych Indii jedzą dużo ryb i są tam o wiele bardziej popularne, tak w Delhi restauracje nie oferują ich tak często. (Fish and chips, czy taco z rybą się nie liczą). Nie mam też zaufania do tych ze sklepu. Chyba dlatego tak bardzo smakowało mi koreańskie sushi z tuńczykiem w Shim Tur!

- Kasz. Produkt chyba niezbyt popularny w Indiach, a zawsze ich szukam kiedy jesteśmy w nowym sklepie. Po nocach śni mi się jaglanka, na słono, na słodko, na deser, na śniadanie, na obiad i w ogóle deszcz jaglanki. Gryczana palona i niepalona. Do tego gruby plaster tofu i kiszony ogórek! Ale też brak mi płatków owsianych, bo te indyjskie smakują jak...kasza jęczmienna :D

- I z zupełnie innej beczki : lasów. Polskich lasów pełnych jagód, poziomek, grzybów i kurek. Pełnych śpiewu ptaków i zapracowanych dzięciołów. Pachnących mchem i słońcem. Lasów, w których można odpocząć, spacerować i błądzić bez końca. Nie mówię, że w Indiach nie ma lasów, ale nie w Delhi i nie takich! ;)

Ale ta tęsknota nie jest uczuciem permanentnym. Przychodzi czasem niespodziewanie i zostaje na chwilę. Zazwyczaj znika kiedy kroję mango i jego słodki i orzeźwiający zapach roznosi się po kuchni. W Polsce również będzie mi brakować wielu rzeczy. Tak to już bywa, kiedy jest się rozdartym na dwa światy.


Living in a strange country is  like discovering, trying, tasting life. It's an adventure and constantly surprising. Happiness and frustration at the same time. Living in a strange country it's also longing for usual stuff, for something you could have any time you want.

So, what I miss the most in India?

- Good bread. Still hot, strictly from the bakery. With crunchy crust and soft inside. Indians are masters of chapatis, naans and all these stuff so probably that's why they don't need different breads. In the shop you can buy mostly toast bread (a lot of it), but I still didn't stumble across a good bakery. I tried the cult Wenger's on Connaught Place, but...it's not the same. But of course this bread is a lot of better than a toast!

- Cheese. Polish cottage cheese (in crepes or with rzodkiewka and szczypiorek), goat, yellow cheese with big holes (on sandwich with fresh cucumber!). Indian cheeses compared to polish are...not too good (and almost all taste the same), and "fancy" cheeses like feta, goat or mozzarella are so expensive that I prefer to wait and eat it in Poland ;)

(Picture made by Sister)

- Fish. Indians form South India eat a lot of fishes and they are more popular there but in Delhi in restaurants you can't find fish that often (fish and chips or fish taco doesn't count!). I also have no faith in the fishes that they sell at a store here, they don't look fresh...Probably that's why I loved korean sushi with tuna from Shim Tur so much!

- Groats. I think this product is not at all popular in India, I am always in a hunt for it in new stores. I dream about millet. Sweet version, salty version, for desert, for breakfast, for lunch and just rain of millet please ;) . And all kinds of buckwheat groats. With grilled tofu and polish style pickled cucumber. Yum! But I miss also porridge because this available in india tastes like...barley ;)

- Something from totally different side : polish forests. Full of blueberries, little strawberries and mushrooms. Full of singing bids and busy woodpeckers. Smell of moss and sun. Forests where you can rest, walk, relax. I don't say that in India we don't have forests, of course! But not in Delhi, and not like that!

But this longing is not a permanent feeling. It comes sometimes unexpectedly and stays for a while. Usually disappears when I cut mango and its sweet and refreshing scent spreads through the kitchen. In Poland I will also miss a lot of things! This is how it is when you are torn between two worlds.

Brud. / Dirt.

Jeżeli wciąż żyjecie w iluzji idealnego świata z bollywoodzkich filmów, pora przejrzeć na oczy. Oczywiście Indie są piękne i znajdziecie tu  wiele niesamowitych i zapierających dech w piersiach pejzaży, ale Indie to w dużej mierze również niestety...brud.

Indusi mają taki problem z utrzymaniem czystości jak Ciasteczkowy Potwór z dietą. To jakoś nie idzie ze sobą w parze.

Śmieci walają się po ulicach i parkach jakby nigdy nic. I niestety czasem bardzo trudno jest znaleźć kosz na śmieci na przestrzeni wielu metrów. A jeśli już jakiś znajdziecie to będzie albo przepełniony, albo...pusty, bo ludzie wyrzucają odpadki gdzie popadnie. I te wysypiska śmieci. Czasem w miejscach, w których w ogóle nie powinno ich być. Koło zielonego parku chociażby. Nasze osiedle jest względnie czyste (codziennie o świcie ludzie sprzątają ulice i zamiatają odpady), ale już kilka metrów za bramą mamy dwa wysypiska. Na jednym dziki wyjadają resztki jedzenia, a na drugim bawią się dzieci. Smutny to plac zabaw.

Powietrze w Delhi jest tak zanieczyszczone, że czasem ciężko się oddycha. Poziom skażenia dawno przekroczył granice normy dlatego maseczki ochronne przestają być czymś zabawnym, a stają się niemal koniecznością. A już zwłaszcza po święcie Diwali, kiedy ludzie wystrzeliwują w niebo miliony fajerwerków. Dużo więcej niż w Sylwestra. W zeszłym roku po Diwali powietrze przez kilka dni było gęste i białe jak mleko od smogu. A wszystko dlatego, że dla niektórych dobra zabawa jest ważniejsza od zdrowia.

Do tego wszystkiego dochodzi zapach nieumytych ciał, nasilający się latem do granic wytrzymałości. Nigdy nie widziałam tak wielu ludzi śpiących / żyjących na ulicach jak w Delhi. Brudne ciała, ubrania, włosy, dzieci. Ten widok zawsze porusza mnie do łez. I wiem, że jeśli w Indiach ktoś jest biedny to jest to skraj nędzy i jest to absolutnie przerażające. Czy ci ludzie znaleźli się na ulicy z własnej woli czy zostali do tego zmuszeni przez los?

I czy naprawdę tak trudno uczynić ten kraj choć odrobinę czystszym? Czy nie łatwiej i nie lepiej byłoby mieszkańcom gdyby śmieci trafiały do koszy, a nie na ulice? Czy nie milej byłoby nam wszystkim bez karaluchów i szczurów? A gdyby wysypiska śmieci znajdowały się poza miastem, a śmieciarki wywoziłyby brudy raz czy dwa razy w tygodniu, tak jak działa to w innych krajach?
Bardzo chciałabym aby podejście Indusów do czystości się zmieniło. Ja wyrzucam każdy papierek do kosza. Jeśli kosza nie ma w pobliżu, to szukam. Niby nic, a ile by się zmieniło gdyby każdy z nas tak robił? Tak wygląda ciemna strona Delhi. Miasta, które stało się moim domem. Ja chcę czystego domu. A Ty?





If you are still living in an illusion of a perfect world from Bollywood movies, time to open your eyes. Of course, India is a beautiful country and you can find  a lot of amazing landscapes, but India is unfortunately also largely...dirty.

Indian has problem to keep clean like the Cookie Monster with diet. It somehow does not go hand in hand.

Trash crumbles in the streets and parks as if nothing ever happened. And unfortunately sometimes it's very hard to find a dust bin over many meters. And if you are lucky enough to find some it will be full or...empty because people threw trash anywhere on the street. And those landfills. Sometimes on the places they never should be. Close to green parks for example. Our colony is relatively clean (everyday in the morning people clean streets here), but few meters behind the gate we have two landfills. On one wild boars eat the remains of food, and on the other children are playing. It's a sad playground.

The air in Delhi is so polluted that sometimes it is hard to breathe. The level of contamination has long exceeded the limits of the norm, so protective masks are no longer funny but they are a must. Especially after Diwali, when people burn a billion fireworks. Much more than in New Year's Eve. Last year after Diwali,air for several days air was thick and white like milk. Everything because for some people fun is more important than health.

And with all this the scent of unconscious bodies, increasing in summer to the limits of endurance. I have never in my life seen so many people lay down / sleeping on the streets. Dirty bodies, clothes, hair, kids. This view is always very hard for me. And I know that if in India somebody is rich then he/she can swim in money but if somebody is poor then is the edge of misery. And it is frightening. I just wonder if these people who are living on the street because of hard life situation or is it their own will?

And I'm thinking : is it really so hard to make this country just a little bit better? Wouldn't it be easier and wouldn't it be better for the locals if the garbage were in the dustbins instead of the streets? Wouldn't it be nicer for everybody to live without cockroaches and rats? And if garbage dumps were out of town, and garbage cars would dump trash out of town once or twice a week, as it does in other countries?


I would love to make the Indian approach to cleanliness change. I put trash to the dustbin. If I can't find any, I look for it. Maybe it's nothing but a lot could change if everybody would do it right? That's how looks the dark side of Delhi. City which became my home. And I want have/live in a clean home. And you?


Włosy, część II / Hair, part II

Kilka miesięcy temu pisałam o tym, jak staram się dbać o swoje włosy, żeby były mocniejsze i zdrowsze. W Indiach kontynuuję tradycję naturalnych maseczek i chciałabym się nimi z Wami podzielić. Moje włosy wypadają mniej, są mocniejsze i ładnie lśnią. W dodatku rosną szybciej niż w Polsce (odpukać). Wszystkie pomysły na te proste i szybkie odżywki to sprawka mojej teściowej, która bardzo dba o swoje włosy (są gęste i długie do pasa!) i non-stop wyszukuje nowe przepisy na YouTube. Nie mogę uwierzyć, że jeszcze kilka miesięcy temu myłam moje włosy codziennie! To wcale nie pomaga!

Few months ago I wrote about how I'm trying to tame my hair to make them stronger and healthier. In India I'm continuing the tradition of natural masks and oils and I would love to share it with you . My hair fall is less, they are more strong and shinier. And the growth is  faster than in Poland! (knock on the wood). All ideas for this simple and fast conditioners I have because of my mother-in-law. She takes care of her hair extremley well ( and they are thick and long till her waist!). And she is searching new ways on YouTube all the time! I can't belive that a month ago I washed my hair every single day! It is not good. Soooooo not good!

1. Miód i cytryna / Honey and lemon.


Moja ulubiona odżywka, którą stosuję najdłużej. Przede wszystkim wspaniale pachnie, a włosy pięknie błyszczą i są miękkie. Używam soku z jednej cytryny i łyżeczkę miodu, ale cytryny w Polsce są dużo większe od tych indyjskich, więc pół wystarczy (chyba, że macie bardzo długie włosy). Rozprowadzam płyn na całej długości włosów i zostawiam na ok. godzinę. Później myję włosy jak zwykle.

My favourite so far, I'm using it from a long time now. Smells really amazing, and after that hair is shiny and are very soft. I'm using juice from one lemon and one tablespoon of honey, but lemon in Poland are much bigger than in India so then half is enough (unless you have very long hair). I distribute liquid on the whole length of the hair and leave for about an hour. Later I wash my hair as usual.

2. Miód i cebula. / Honey and onion.


Stosunkowo nowe odkrycie. Sok z cebuli wzmacnia włosy i przyspiesza ich wzrost. Używam soku ze średniej cebuli (ścieram ją na tarce i z papki wyciskam ręcznie sok) i łyżeczkę miodu. Będziecie cuchnąć jak cebularz, ale czego się nie robi dla pięknych włosów? ;) Rozprowadzam maseczkę na włosach, ale przede wszystkim dobrze wsmarowuję w skórę głowy aby pobudzić cebulki. Zostawiam na 2-3 godziny. Uwaga! Po umyciu włosy mogą trochę ciężko się rozczesywać.

Relatively new discovery. Onion juice makes your hair stronger and accelerates their growth. I'm using juice from one medium onion ( rub it on the grater and with the pulp I squeeze the juice manually) and one tablespoon of honey. You will stink like hell but thats not a problem to have beautiful hair? ;) I distribute the mask on the hair, but first of all I put a good moisturizer on the scalp to stimulate the bulb. I leave it for 2-3 hours. After washing your hair they can be a little hard to comb as they get a little frizzy.

3. Aloes, olej kokosowy i witamina E. / Aloe vera, coconut oil, vitamine E.


Prawdziwa bomba witaminowa! Odżywia i nawilża włosy jak nic innego! Aloe vera to w ogóle magiczna rzecz, którą warto mieć w domu. Jest dobra na włosy, ciemne kręgi pod oczami, suchą skórę, popękane pięty, oparzenia i wiele innych. Mieszam łyżeczkę żelu z aloesu, dwie łyżeczki oleju kokosowego (ale może być inny olej, np. migdałowy czy musztardowy) i płynną zawartość jednej kapsułki z witaminą E. Rozprowadzam dokładnie na całej długości włosów i zostawiam na godzinę.

Real vitamin bomb! Nourishes and moisturizes hair like nothing else! Aloe vera is a magical thing everybody should have in the house. It is good for the hair, dark circles under the eyes, dry skin, cracked heels, burns and many more. I mix one tbl spoon of aloe vera, two tbl spoons coconut oil (but, of course, can be different, exp. almond or mustard), and liquid inside from one capsule of vitamine E. I distribute exactly the entire length of the hair and I leave for an hour.

4. Jogurt naturalny. / Curd.


Prosty, tani produkt dostępny chyba wszędzie. Wzmacnia włosy i sprawia, że są miękkie. Jogurt rozprowadzam na całej długości włosów i skórze głowy (jogurt ma właściwości łagodzące) i zostawiam na 30 minut, max 1 godzinę. Nie dłużej, ponieważ zaskorupiałą maskę ciężej jest spłukać.

Simple and cheap product easy avalible. Make hair stronger and softer. I apply curd throughout the hair and scalp (curd has soothing properties) and leave for 30 minutes, max 1 hour. No longer because the dried hair mask is harder to wash. 

***
W zależności od tego jak dużo macie czasu, stosujcie naturalne odżywki 1-2 razy w tygodniu. Bardzo szybko zauważycie różnicę i zapomnicie o chemicznych gotowcach ze sklepów. 

Depending on how much time you have use natural conditioners one or two times in the week. Very soon you will notice the difference and will forget about the chemical trash from the shops.

A Wy czego używacie, żeby wzmocnić Wasze włosy? / What do you use to make your hair stronger?